Trudny tydzień i trudne dni z Nutusiem

Chciałabym Wam opowiedzieć o moim poprzednim tygodniu, ale jeżeli chodzi o wizytę w Szczecinie na Oddziale św. Mikołaja, muszę się uporać z emocjami i poukładać wszystko w głowie. Nie było łatwo. Miałam wrażenie, że weszłam w świat Mrówki, Szpilki i Pati. I co najgorsze, miałam wrażenie, że widzę Mrówkę… Trudne to było. Nie chcę do tego wracać myślami, przynajmniej nie teraz.

Spotkania autorskie oczywiście były cudowne. I w Szczecinie, i w Stargardzie, i w Dolicach. Wszędzie miłe przyjęcie i cudowna atmosfera.

W tym roku został mi jeszcze jeden wyjazd – do Malborka. Spotykam się z dzieciakami z domu dziecka.

To był bardzo pracowity miesiąc.

Chyba najbardziej to przeżył Nutuś. Przecież tego nie robi się kotu! Od naszego powrotu nie można się od niego odkleić. Najgorsze jest to, że w nocy staje nade mną i płacze, żeby go przytulić. Normalnie jak dziecko. Wtula się i śpi, a ja nie mogę się ruszyć, bo przecież kotka obudzę.

Ponadto znów zaczął się drapać, więc trzeba było podać mu tabletki. Kiedyś dawałam mu z pasztetem dla kotów. Zjadał z apetytem. Teraz jednak Nutuś nie może przysmaków, więc trzeba było inaczej pokombinować. Wybrałam więc najbardziej hardcorowy (według internetów 😉 ) sposób. Pominęłam tylko wszelkie rękawice i ręczniki, które miały mi pomóc w utrzymaniu kota. Przecież to Nutuś, a nie tygrys bengalski. Wzięłam go na kolana, otworzyłam mordkę, wsadziłam tabletkę nie za głęboko, z boku, zamknęliśmy kocią paszczę. Pogłaskałam delikatnie go pod brodą. Nutuś przełknął tabletkę i po kłopocie. Normalnie idealny z nas team. Zrobiłam to już trzy razy i Nutuś ciągle przede mną nie ucieka.

A u Was pewnie przygotowania do świąt idą pełną parą!

 

20 thoughts on “Trudny tydzień i trudne dni z Nutusiem”

  1. Nutusiowi już Jajo wyjechało i nie wraca a Pani zaczeła wyjeżdzać i kto wie może tez ucieknie?
    I biedny kotek z Babcią zostanie?
    Na samą mysl o tym kot ma stres i zaczyna sie drapać, on ma depresje a nie alergie – leki mu zmieńcie na antydepresanty!
    Fajne spotkania, niesamowity pomysł i Babcia niech mówi co chce a my Cie Aniu kochamy!!! I już!!!

  2. Moja siostra miała tak ze swoim kotem, gdy wróciła z wakacji 🙂
    Nie, ja jeszcze wciąż pracowicie, odkładam przygotowania do świąt na ostatnią chwilę, jedynie prezenty mam z głowy 🙂

    1. A właśnie jeszcze od nich nic nie dostałam, ale już mnie koleżanka oświeciła. Szykuję się do jakiegoś abordażu. 🙂 🙂 Jeszcze rozważam różne opcje.

      1. Ta cała sprawa to „okropna kicha”
        jak wynika z podanej tu powyżej strony:
        „Niestety nie ma możliwości zachowania dotychczasowego adresu bloga jak również ustawienia automatycznego przekierowania na adres innego bloga/strony.

        Obecny adres bloga będzie działał do dnia 31.01.2018 roku.”

        Z tego co, się zorientowałem „dobry duch Internetu” – al Ella już przeniosła swojego „starego bloga” na WordPress.com , opisała to jednak gdzie indziej:
        http://grycela.blogspot.com/

        Ciekawe czy dużo nerwów ją to kosztowało.

        pozdrawiam

        1. No, ja już też podjęłam decyzję i się przenoszę. Już kupiłam własną domenę. Oczywiście dalej będę działać na WordPressie. Skorzystałam z pomocy miłych panów, którzy mi wszystko przeniosą, ale i tak dużo dłubania, bo szablon trzeba wybrać, wtyczki zainstalować itp.

  3. Podziwiam Cię! Ja tej jesieni już się tak zmęczyłam różnymi wyjazdami, że postanowiłam od nowego roku odpuścić i dać sobie spokój na jakiś czas ze wszelkimi zjazdami i spotkaniami. Zobaczymy, czy wytrwam w tym postanowieniu 😉

    1. Ja mam w lutym premierę powieści, więc nie ma szans, by wytrwać w tym postanowieniu, choć też się zarzekam, że muszę odpocząć. 🙂

  4. Koty mądre są i basta! Kiedy Kłet jest zdrowy to nie ma siły żebym mogła zaaplikować mu jakikolwiek lek! Strzępy by ze mnie zostały! Ale kiedy jest chory, źle się czuje to wówczas łyka jak aniołek! Ale do czasu! Kiedy tylko poprawi się mu samopoczucie składa się z samych kłów i pazurów przy najmniejszej próbie podania mu leku!
    Przygotowania do Świąt daleko w lesie! A stale tyle się dzieje, że nie wiem czy w tym roku będzie coś poza chlebem (który mam nadzieję jednak upiec) do jedzenia! 🙁

  5. U mnie to samo. Nie wyjeżdżałam ale więcej pracowałam i do domu wracałam wieczorem. Kot się obraził i tak samo w nocy mnie budzi i miauczy. Mówię ci depresję ma. Od tego znowu sika co minutę, taki syndrom urologiczny na stres.

  6. Aniu moje dzieci wyjechały na studia i jakoś tak w niedługim czasie mój kot zaczął łysieć. Sierść wychodziła garściami, pod brzuchem i na bokach już nie miał nic, był zupełnie łysy – badania wszystkie OK a kot „chory”, pani weterynarz już rozkładała ręce. Ale podczas kolejnej wizyty gadu, gadu z weterynarzem i JEST , dzieci nie ma, a my z mężem mieliśmy długi okres intensywnych wyjazdów kot zostawał z nie bardzo lubianą osobą i zwyczajnie z rozpaczy i tęsknoty za nami wydzierał sobie sierść (babcia się śmiała, ze kot ma depresję, miał). Zajęliśmy się „gadem” intensywnie i bez leków sierść odrosła. Teraz pilnujemy , żeby zawsze był w centrum uwagi. W końcu to członek rodziny :). Jest piękny lśniący , jakby smalcem wysmarowany :). Może się ktoś śmiać , ale biedak faktycznie miał problemy psychiczne. Pozdrawiam

      1. od wyjazdu Jaja czy od wjazdu Babci?
        No dobra dyplomatycznie- od wyjazdu Jaja!
        I tak wniosek jest jeden zmieńcie antyalergeny na antydepresanty i dajcie biednemu kotu normalne jedzenie bo w jeszcze większa depresje popadnie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *