Kali jeść, Kali pić, ale po amerykańsku

Kiedyś pisałam, że uczę się angielskiego. Lepiej późno niż wcale, choć zdecydowanie lepiej byłoby zacząć wcześniej. Kiedy jednak rodzice namawiali mnie na naukę języka, ja wolałam tarzać się po macie z kumplami. Sztuki walki wydawały mi się atrakcyjniejsze. Nie, że żałuję, ale dzisiaj trochę czuję się jak kaleka.

źródło pixabayChodzę czwarty rok na kurs. Lubię te zajęcia, bo przy okazji towarzysko można się rozwinąć. Od tego roku jednak uczęszczam też na zajęcia indywidualne. Początkowo było to dla mnie krępujące, bo w grupie zawsze można się za kimś schować (choć z moją rozczochraną to raczej trudna sprawa), na indywidualnych nie bardzo. Face to face uczę się więc dodatkowo. Debila robię z siebie koncertowo, ale ostatnio odkryłam, że coraz większą przyjemność sprawia mi mówienie. Ciągle jest Kali jeść, Kali pić, ale chyba fajniej.

Ponadto oglądam bajki. Tak, to mój poziom.

Dostałam też na urodziny dwie książeczki po angielsku. Oczywiście są to bajki. Wiek odbiorcy to 9-10 lat, więc mniej więcej taki poziom prezentuję. Początkowo chciałam ambitnie. Wygrzebałam z półki w pokoju Jaja „Alicję w krainie czarów”. Poddałam się po pierwszym akapicie. Za trudne jak dla mnie, więc zeszłam na „trochę” niższy poziom. Mam jednak motywację.

Ostatnio jak mi Jajo opowiedziało o kontroli osobistej na lotnisku w Stanach, to ciary poszły po plecach. Przecież ja bym wtedy każdy papier podpisała (nie znając jego treści), wyrok śmierci bym podpisała, i wnioski kredytowe – wszystko, bo przecież w stresie to ja nie umiałabym powiedzieć, jak się nazywam. To mnie oczywiście zmotywowało, bo jak mi każą się do skarpetek kiedyś rozebrać, to żebym przynajmniej to zrozumiała. Jeszcze mogłabym pomyśleć, że celnik/policjant na mnie leci.  Wtedy mógłby dostać po twarzy za napastowanie niewinnej niewiasty.

Oczywiście oczyma wyobraźni zobaczyłam siebie w takie sytuacji. Paralizator policjantów poszedłby w ruch po ataku mojej paniki. Tak więc bez znajomości języka ani rusz. Trza przysiąść fałdów i uczyć się solidniej.

23 thoughts on “Kali jeść, Kali pić, ale po amerykańsku”

  1. Mój dawny szef, gdy poznał Niemkę(swoją przyszłą żonę), to uczył się niemieckiego, oglądając filmy w wersji oryginalnej i bardzo szybko doszedł do poziomu swobodnego porozumiewania się. Dlatego też Ty jako literatka możesz szlifować angielski na książkach. Korzyść podwójna: lepsza znajomość języka i bajek. Pozdrawiam, życząc z okazji zbliżających się Świąt spełnienia tego co w duszy gra.

    1. Ja filmy próbowałam, ale frustrowało mnie to, że nic nie rozumiem, więc przerzuciłam się na bajki. Małymi kroczkami dojdę do filmów. 🙂 🙂
      Pozdrawiam również bardzo świątecznie. 🙂

    1. Oj, zadziało się sporo, ale nie bardzo mogę zdradzać, bo by mnie Jajo chyba zakatrupiło, ale w tajemnicy Ci napiszę, że sprawy posunęły się naprzód i zostały przypieczętowane pierścionkiem, więc dzieje się u nas. 🙂 🙂

  2. Jakbyś pisała o mnie. Napisać przeczytać jeszcze tak, ale mówić to się zwyczajnie boję. Dorosły człowiek cyzeluje słowa i zdania jakby z porcelany były i głupio mu, że robi błędy. I kółko się zamyka. Nie mówisz, nie masz wprawy, jak nie masz wprawy, to nie mówisz.
    Jak ja zazdroszczę mojej córce łatwości w mówieniu. I wszystko jej jedno, jaki to angielski jest. Nie ma znaczenia wymowa i akcent. Rozumie, mówi, nawet jak popełnia błędy, to ma to w … Za wcześnie się urodziłam 😉
    Jesli chodzi o książki to są uproszczenia książek dla dorosłych. Różny stopień trudności i objętości książki. Ja na przykład czytałam tak Doriana Greya. Jak lubisz bajki to weź Harrego Pottera. W miarę prosty język, powtarzalność słów i znana hisoria.

  3. Jak czytałam spór dotyczący Alicji w Krainie Czarów i tego, które tłumaczenie najlepsze, to wiedziałam, że duuużo mi jeszcze brakuje, żebym próbowała się z oryginałem. Ale w 2. klasie LO też podeszłam ambitnie: Wichrowe Wzgórza. Ponieważ książkę znałam bardzo dobrze to po prostu z poszczególnych zdań wiedziałam, na którym etapie powieści jestem 😉
    Polecam zacząć od Harry’ego Pottera – i powieści wciągające i prostym językiem pisane.

  4. Młodzi mają zdecydowanie łatwiej pod tym względem, nie przejmują się. A my cedzimy słowa, bo boimy się, że będzie niepoprawnie. 🙂

    1. Ja sie gadac nie boje i słuchający mnie tez nie maja problemu dopóki w gronie nie znajdzie sie Polak, który wie lepiej od Anglika jak sie poprawnie mówi..

  5. Myślę, że tu bardziej niż wiek działa perfekcjonizm, duma własna i może też wrodzona gadatliwość i nieprzeparta chęć porozumiewania się z innymi. To ostatnie ma mój mąż, który nie ma żadnych oporów, a to pierwsze ja i siostra.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *