Sierściuch na gigancie

Gdyby ktoś był zainteresowany, co słychać u Babci Żelaznego Szopa Pracza, to donoszę, że po złamaniach ani śladu. Nie ma też śladu po wnioskach, które powinna wyciągnąć ze swojego wypadku. Seniorka znów prowadzi życie na krawędzi, doprowadzając nas do palpitacji serca. Oczywiście dalej wszystko wie najlepiej i robi po swojemu, według zasady „bo ja tak lubię (albo nie lubię)”.

Przedwczoraj mnie prawie do zawału doprowadziła. Nie widziałam, kiedy wyszła z domu (!!!) posprzątać przed płotem (powyrywać chwasty, zamieść chodnik itp.). Jak się domyślacie, była to typowa samowolka. Oczywiście nie myślcie, że wzięła ze sobą kulę albo chodzik. A schody? Toż to mały pikuś. Bo przecież rehabilitantka nic nie wie, a lekarz dziecinny (tu Babcia też poglądów nie zmieniła). Pootwierała drzwi w domu i w garażu, a ja zauważyłam to, kiedy chciałam pojechać rowerem do sklepu. Wyjechałam z garażu i wołam do Babci, a ta oczywiście patrzy w niebo, kompletnie nie wie, że ja stoję za nią (nie dosłyszy). Nie wspomnę o tym, że jest dumna z siebie.

Wtedy spadło na mnie oświecenie, że pootwierane wrota równają się ucieczce Nutusia. Zaczęłam go szukać. Cały dom przeleciałam od piwnicy po dach.

− Babcia, Nutusia wypuściłaś!

− Ja? Nie! Gdyby koło mnie przechodził, to na pewno bym go widziała. To nie ja.

No, oczywiście! Mnie z rowerem nie widziała, ale Nutusia na pewno by wypatrzyła.

Serce mi zaczęło bić jak szalone, bo Nutuś jednak z domu na tę stronę nie wychodzi, w dodatku jest ufny, nie zna zagrożeń. Nie wie, co to samochód i ulica. Wołam go i nic. A on zawsze przychodzi na mój głos!

Niestety nie znalazłam go (szukałam około 30 minut). Wróciłam do domu, już łzy w oczach. Znów szukam po całym domu, a Babcia tylko powtarza, że to nie ona. Noż! Sam sobie pootwierał i wyszedł na spacer.

Wreszcie po kilku minutach znów otwieram drzwi, by ruszyć na poszukiwania, a tu nagle pod nogami śmiga mi kot. Oczom nie wierzę. Wpada do przedpokoju i od razu się kładzie. Pysk otwarty, z niego ślina kapie. Serce mu wali. Jest brudny. Macam, czy cały. Nie chce wstać. Ręce mi się trzęsą. A babcia oczywiście, że ja ją okłamuję, bo kot pewnie wcale nie wyszedł, tylko był w domu. No, jasne! O niczym innym nie marzę, tylko o okłamywaniu seniorki.

Nutuś wreszcie na chwilę wstaje, robi kilka kroków, ale ledwo chodzi. Znów się kładzie. Jest wystraszony i zmęczony. Nigdy go w takim stanie nie widziałam. Co mu się przydarzyło, nie wiem. Potem spał trzy godziny, nie jadł, nie pił, nawet na łóżko nie wszedł, tylko jak się walnął na podłogę, tak leżał. Dopiero wieczorem poczuł się lepiej i na wszelki wypadek nie opuszczał nas w nocy na krok.

Dla Babci oczywiście to zwykły sierściuch, którego miejsce jest w stodole, dla mnie ktoś więcej niż kot, to członek rodziny. Martwiłam się o niego. Serce by mi chyba pękło, gdyby mu się coś stało. Na szczęście Nutuś jest cały i zdrowy. Na drugi dzień nie było śladu, że coś mu się przydarzyło.

20 thoughts on “Sierściuch na gigancie”

  1. Aniu, koty są niesamowite. Ja dawno temu miałam kotkę, która była jeszcze młoda. Kiedyś przy otwartym szeroko oknie postanowiła zapolować na wróbla, siedzącego na pobliskim drzewie. Niestety wróbel uciekł a ona wylądowała na chodniku ruchliwej ulicy. Tak jak Ty przeżyłam to strasznie. Ubrałam się i postanowiłam iść jej na ratunek. Kiedy otworzyłam drzwi moja ukochana była już za nimi. Do tej pory nie rozumiem skąd wiedziała, że trzeba wejść do bramy a potem po schodach na pierwsze piętro. Pozdrawiam serdecznie Ciebie i uroczego sierściucha:)

    1. Niby się mówi, że kot zawsze znajdzie drogę do domu, ale bałam się, że może ktoś mu zrobił krzywdę. Niestety są ludzie, którym sprawia frajdę męczenie zwierząt.

  2. Znam ten ból, tylko był to piesek york. Kiedy mieszkałam jeszcze w mieście, Patrycja była dziewczem chodzącym do podstawówki, kiedy byłam w oracy opiekowała się nią moja sąsiadka, złota kobieta. Pewnego dnia dzwoni do mnie moje jajo i mówi, że nie może znaleźć Beti, naszej 2 kg suni yorka, a przyszła Pani Helenka i na bank Beti się wymknęła i jest na gigancie. Ciśnienie 500/900, prawie już schodząca na zawał,ze łzami w oczach proszę kolegę z pracy, o podwózke, pomógł a jakże,pomagał nawet w poszukiwaniach. Wpadam do mieszkania, no nie ma, no jak mogłyscie wypuścić Beti, ona malutka bezbronna, ktoś potrąci, zabierze. Czarna rozpacz, biegam szukam nie ma, bie ma mojej ukochanej suni. Wróciłam do domu, już w zamyśle, drukowania ogłoszeń, usiadłam szlochając na podłodze w sypialni, sąsiadka płacze, dziecko płacze. Masakra. A tu po malutku otwierają się drzwi od szafy i wychodzi kto, no kto Betusia zaspana, zdziwiona, ale o co chodzi,otworzyła sobie szafę i spała tam w najlepsze, a mnie w życiu nie przyszło do głowy jej tam szukać. Taaa, była duże czekoladki dla sąsiadki, a kolega jeszcze dziś czasem wspomina psa na gigancie w szafie.

  3. Może inny kocur go dopadł, a może i samochód lekko przetrącił, ważne, że nic mu nie jest. Głaszcz go intensywnie i patrzy czy nic go po cichu nie boli, koty lubią ukrywać ból. Na seniorki nie ma rady, zawsze wszystko wiedzą najlepiej, mam nadzieję, że wszystko będzie u Was w porządku 🙂

    Pozdrawiam z Podlasia,
    Ewa

  4. Ależ Wam Babcia rozrabia! Dobrze że Nutuś cały i zdrowy, pewnie bidula mocno sięprzestraszył, może musiał gdzieś uciekać, może jakiś kot albo pies go wystraszył? Najważniejsze że wiedział jak wrócić ale co przeżył to jego.

  5. Biedny Nutus co przeżył to jego, teraz głaski i mizianki długo trwajace co by traume zapomniał!
    Babci niedtety nie zmienisz wiec przyjmij do wiadomosci, że wszystko co złe to twoja wina i czepiasz sie biednej, chorej seniorki…

    1. Jak są przyzwyczajone, to nie ma kłopotu. A Nutuś pierwsze 7 lat swojego życia przeżył w mieszkaniu w bloku, nie wychodził w ogóle na dwór. Nie umie więc sobie radzić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *