Dwoje wariatów biegających za książką

W weekend wzięliśmy ze Sławkiem udział w grze miejskiej Książka GO! organizowanej przez Wojewódzką i Miejską Bibliotekę w Gdańsku. To jedna z tych imprez, którą wpisaliśmy sobie do kalendarza na stałe.

Zabawa rewelacyjna. Za każdym razem robimy około 10 km po mieście, buszujemy w krzakach, kopiemy na plaży czy wchodzimy do bunkrów (na przykład zakłócając mir koczujących tam panów).

W tej edycji niestety nie znaleźliśmy żadnej książki, choć byliśmy bardzo blisko. Nerwy też były, szczególnie mojego męża. Okazuje się, że czasami się denerwuje. Przeczytałam mu wskazówkę do jednej książki i się przejęzyczyłam, zamiast próg odczytałam róg, szukaliśmy więc gdzie indziej. Kiedy się poprawiłam, mój mąż prawie mnie nie rozszarpał (tak, ten spokojny Sławuś) i pędziliśmy zaraz w inne miejsce. Oczywiście chichraliśmy się, bo absurdalna sytuacja. Jak można się zdenerwować z powodu jednego przejęzyczenia? Czuliśmy się świetnie, biegnąc przez park, by dopaść plaży, a tam potem iść wzdłuż betonowego murku i rozgrzebywać piach. Dla osób niewtajemniczonych, obserwujących nas z leżaków, musiało to wyglądać zabawnie. Dwoje podstarzałych (ale tylko lekko) wariatów z obłędem w oczach, krzyczących do siebie coś o betonowym rogu i progu. Około pięciu godzin biegaliśmy w poszukiwaniu książki! Może nawet byliśmy najstarszymi uczestnikami, bo wszędzie na szlaku spotykaliśmy samych młodych ludzi.

Dotarliśmy nawet na Westerplatte, gdzie wpadliśmy w krzaki i w jakimś żelaznym czymś (pozostałość po uzbrojeniu) szukaliśmy książki. Znaleźliśmy przypadkowo inne gadżety z jakiejś innej gry, ale je pozostawiliśmy innym graczom. Potem szukaliśmy ciężarów dla świętej Barbary, by na końcu opaść z sił. Poddaliśmy się. Poszliśmy na pizzę, by zakończyć dzień. Ale ile radości nam ta bieganina sprawiła, nie da się opisać.

Lubicie gry miejskie? Braliście w nich kiedyś udział?

Ta gdańska wymaga bardzo dobrej orientacji w mieście, bo wskazówki są bardzo niejasne, np.: „Podnoś ciężary dla świętej Barbary”. Oczywiście w Gdańsku jest ulica, kościół i park tej świętej. Trzeba było pobuszować, bo więcej wskazówek w zasadzie nie ma. Dopiero po prośbach graczy ukazała się kolejna wskazówka, że sąsiadem Barbary jest Józef. I bądź tu mądry. Ale łamigłówka genialna! Zabawa wyśmienita.

Podobno statystyki dotyczące czytelnictwa słabe, a stado wariatów przez dwa dni biegało po mieście w poszukiwaniu 50 książek!

gra

22 thoughts on “Dwoje wariatów biegających za książką”

    1. Bardzo! Dla mnie to jest niezwykłe, bo ja słabo znam Gdańsk, więc mózgiem operacji jest Sławek, ale uczę się topografii miasta i odkrywamy czasami świetne miejsca na ukrycie książki. 🙂 🙂

  1. Osobiście nie brałam udziału w takiej grze.Ale są u nas organizowane i nasz wspólna znajoma Kasia-wraz z Piotrem,biorą w nich udział.Nawet ostatnio dzwoniła do mnie,czy kojarzę gdzie to może być…:)

  2. 🙂 ten ogień w oczach i wiatr we włosach, obłęd z ruchów bijący, walka z czasem… prawie to widzę 🙂

    Szkoda, że nie zdobyliście ani jednej książki 🙁 grunt, że zabawa jednak była przednia. 🙂

  3. Byłam przekonana, że uznana pisarka, to będzie goniła za sławą, a nie za książką, bo tych ma pod dostatkiem. Pozdrowienia „dla starych(nie za bardzo, jestem starsza) ale jarych”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *