Wsiąść do pociągu…

Wczoraj rozmawiałam z koleżanką, która ma mnie odwiedzić w weekend. Będzie jechała pociągiem z daleka. Zaniepokoiło mnie, że z powrotem u siebie na dworcu będzie po północy. Ciarki po plecach. Od razu przypomniała mi, że ja nie lubię jeździć po nocy. Boję się. Po pierwsze pociąg wygląda jak z horroru. Szaro i ponuro. Za oknem jeszcze ciemniej. Nic nie widać.

Odtworzyłam w myślach swoje podróże po nocy. We wspomnieniu zobaczyłam siebie siedzącą wyprostowaną niczym struna z walizką w dłoni, bo przecież za godzinę będzie moja stacja. Strach, by jej nie przegapić, zaglądał w oczy. A jeszcze zawsze jakiś podejrzany osobnik w przedziale powodował większe napięcie. Wszystkie sceny z horrorów odtworzyły się w głowie.

Potem druga trauma: czy dam radę otworzyć drzwi? A co, jeżeli nie dam i nie zdążę wysiąść? Zacznę płakać, na bank.

Moja koleżanka opowiadała mi dla odmiany, jak to potrafi wsiąść nie do tego pociągu co trzeba. Ja jej na to, że wyrywkowo pytam jednych podróżnych, dokąd ten pociąg jedzie, a innych czy jedzie do mojej stacji. Bo oczywiście jestem na dworcu dużo przed czasem odjazdu. Potem sprawdzam napisy na tablicach i jeżeli wersje się zgadzają, wsiadam, ale niepewność towarzyszy mi do pierwszej kontroli biletów. Dopiero konduktorskie oko mnie uspakaja. Nie wyciągnął za czuprynę i nie wykopał z pociągu, to znaczy, że jadę w odpowiednim kierunku. Mogę odetchnąć do czasu, kiedy zacznę myśleć o zbliżającej się stacji.

Za to zgodnie stwierdziłyśmy, że nasza wspólna podróż mogłaby być ostatnią podróżą w życiu. Zawał byłby murowany, tak byśmy się nakręciły. 😆

 

24 thoughts on “Wsiąść do pociągu…”

  1. Haha!No to raczej pewne 😉 .Muszę się przyznać,że pociągiem nie jechałam już dobre 20 lat.Głupio mi jakoś,ale tak wyszło.Chociaż bardzo lubiłam podróżować tym środkiem lokomocji,lecz na raczej krótsze trasy-a chodzi o to żebym czasami nie musiała korzystać z toalety.Bo wtedy to traumę przechodzę.Do dzisiaj smród tego przybytku pląta mi się w zakamarkach mojego łba 🙂

  2. Aniu ja mam identycznie. zawsze się boję czy zdołam otworzyć drzwi i czy nie przegapię stacji. Kończy się to tym, że już dwadzieścia minut wcześniej stoję z walizą na korytarzu w pełnej gotowości i z przyspieszonym tętnem 🙂
    Raz zagadałam się z poznaną w pociągu panią i szczęśliwa byłam, że jadę z osobą, która Międzyzdroje odwiedza kilka razy w roku. Kiedy powiedziała wysiadamy, to wysiadłam za nią bez zastanowienia. Okazało się, że to jeszcze dwa przystanki, na szczęście zdążyłyśmy z bagażami wtarabanić się powtórnie do pociągu. Moja towarzyszka specjalnie się tym nie przejęła. Oświadczyła nawet, że przecież można by było zadzwonić po taksówkę.
    Cóż – gdybym miała dwa apartamenty, jeden w Międzyzdrojach a drugi w Świnoujściu, to pewnie i u mnie stres byłby mniejszy 🙂

    1. Ha, ha 🙂 Też tak myślę, że tutaj zasobność portfela zmniejsza stres, zawsze można pojechać taksówką albo przespać się w hotelu. 🙂

  3. Chyba dletego ,że jestem gruboskórny przeżycia jakie opisujesz są mi obce. A może jest tak dlatego ,że już bardzo dawno nie jechałem pociągiem?

  4. mam to samo,na szczęście rzadko jeżdżę pociągiem…
    i chyba my kobiety mamy bogatszą wyobrażnię
    która odbiera nam radość z podróży zamieniając ją w traumę:)

  5. Uśmiałam się 🙂 Jako dwudziestolatka jeździłam na trasie Opole – Kraków i z powrotem, często w nocy.
    Zdarzyło mi się wysiąść w Krakowie zanim zaczęły kursować tramwaje i spędziłam chyba 2 godziny rozmawiając z panem, który tam spędzał chyba noc. I bardzo ucieszył się z mojego towarzystwa. I o dziwo nie bałam się. Dzisiaj chyba umarłabym na serce.
    Kiedyś zdarzyło mi się wsiąść do złego pociągu. Konduktor mnie nie wygonił, ale i tak musiałam zawrócić. Wysiadłam więc na jakiejś stacyjce, gdzie był tylko jeden peron i wystraszona pani na dyżurze, która nie wpuściła mnie do tej swojej budki. Spędziłam pół nocy na ławeczce. Wtedy się bałam, ale nic się nie stało. Byłam tylko potwornie wściekła na samą siebie, bo przecież miliard razy sprawdzałam tablicę. A z drzwiami też zawsze umierałam ze strachu, bo nie miałam siły ich otworzyć, zawsze się cholery zacinały. Z kolei, kiedy zdarzało mi się jechać z córkami, to zawsze umierałam ze strachu, kiedy wsiadały i wysiadały, bo wyobrażałam sobie ( ostatnio nie jeżdżę), że z tych schodów zlecą i wpadną pod pociąg. Teraz jeżdżę samochodem i też sobie dużo wyobrażam . Nigdy człowiek nie ma spokoju 🙂

    1. To prawda, wyobraźnia czasami mogłaby się wyłączyć. 🙂
      A noc na ławce na tej małej stacyjce pewnie na zawsze zostanie w pamięci. Już sobie wyobrażam, jak musiało być straszno.

  6. 🙂 🙂 lubię jeździć pociągami 🙂 nie mam takich obaw jak Ty 🙂 jedyne co mi w nich przeszkadza to odorek przy wyższych letnich temperaturach 🙂 oj, ten potrafi być bardzo mocno wpływający na mój komfort jazdy 🙁

  7. Ja w zasadzie tylko raz jechałam sama nocnym pociągiem, ale za to był to pociąg do Wiednia, który zawiózł mnie w nowe życie 😀 Gdyby nie tamten pociąg (bo nie chciałam do niego wsiąść!) może nigdy nie zaczęłabym pisać 🙂

  8. Kiedyś często podróżowałem pociągiem . mogę stwierdzić że było o wiele groźniej . Częste kradzierze w pociągach i na dworcach . Teraz tego nie ma i się o tym nie słyszy . W większości przypadków pomogła technika , kamery są wszędzie . Obecnie największym zagrożeniem na ulicy jest pijany osobnik , takich osób należy unikać .

  9. Całe przedmałżeńskie życie podróżowałam pociągami. I raz zdarzyło mi się przejechać stację właśnie dlatego, że nie byłam w stanie otworzyć drzwi. Tylko że ja myślałam, że Gdynia jest stacją docelową, a do pociągu do Wroc. miałam chwilę, więc się nie przejmowałam… dopóki pociąg z Gdyni nie ruszył dalej, do Wejherowa. Jakoś tam SKMką wróciłam do Gdyni, przeczekałam do następnego pociągu… tylko po tym, jak wysiadłam już we Wroc. doszłam do dom, wzięłam prysznic, wypiłam kawę i poszłam do pracy. Dało się.

    1. Pewnie, że się da, bo jak człowiek to weźmie na zdrowy rozsądek, to przecież nic strasznego się nie stanie, ale jednak czasami wyobraźnia tak ponosi, że strach się włącza. 🙂 Z drzwiami też miałam raz problem. Byłam z córką, nie mogłyśmy otworzyć, na szczęście popędziłyśmy do następnych, prawie w ostatniej chwili udało się wysiąść. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *