Mniszkowo-sosnowe słodkości

W tym roku postanowiliśmy ze Sławkiem solidnie się przygotować do zimy. Po tej grypie, która nas dopadła w poprzednim sezonie, musimy zaopatrzyć się w odpowiednią broń. Skorzystaliśmy z doświadczeń poprzednich pokoleń i zmajstrowaliśmy syrop z mniszka lekarskiego, a syrop z pędów sosny jest w trakcie produkcji.

syropy

Babcia nie może przeżyć, że nie da rady pojechać z nami na łąkę i pomóc w zbieraniu kwiatów. Codziennie nam przypomina, że ciągle mamy za mało zapasów i powinniśmy jeszcze dozbierać mniszka, bo zaraz będzie za późno. Kiedy nalałam syrop w słoiczki, seniorka stwierdziła, że ma kaszel i potrzebuje taki jeden słoiczek. Wylizała też garnek, coby nic się nie zmarnowało.

Potem zabrała słoik miodku mniszkowego i zniknęła w swoim pokoju, bo przecież nagle dopadł ją kaszel i trzeba było się leczyć. Obiecała też, że będzie sobie go oszczędzać i spożyje tylko w razie choroby, po czym się rozkaszlała.

Syropu wyszło mi niewiele, zostały cztery słoiczki i przyznam, że musiałam je schować w piwnicy wysoko na szafce, bo nie dotrwałyby do zimy. Obiecałam jednak babci, że jeżeli będzie pogoda, to oczywiście jeszcze narwiemy.

Mam w planie zrobić jeszcze soki z kwiatów czarnego bzu. Dostałam w tamtym roku dwa słoiczki od Demirji (blogerki) i tak nam posmakowały, że musimy je mieć. Zbieram też pokrzywę i suszę. Pijemy ją również w koktajlach. Przeprowadziłam kilka eksperymentów. Raz zrobiłam koktajl: sok pomarańczowy + banan + garść świeżej pokrzywy. Wszystko zmiksowałam i wyszedł przepyszny szejk. Innym razem wrzuciłam do wyciskarki cztery jabłka, trzy garści świeżej pokrzywy i pół cytryny. Pycha! Ma specyficzny pokrzywowy smak, ale nam on pasuje. Doskonały napój.

Czytałam na FB, że można zrobić też syrop zamiast z mniszkiem z kwiatami stokrotek. Podobno ma landrynkowy smak i nie trzeba go zbyt długo gotować. Ktoś próbował?

Aha, zrobiłam też lemoniadę z mniszkiem. Zostało mi trochę syropu, którego było za mało na słoik, więc zalałam litrem wody, wcisnęłam cytrynę i dosłodziłam do smaku miodem. Pychotka.

A Wy macie jakieś ziołowe plany, by sobie zapasy na zimę przygotować?

 

 

PS  We wtorek można się ze mną spotkać w Policach. W związku z tym postu w środę nie dam rady przygotować.

Serdecznie zapraszam:

Police

37 thoughts on “Mniszkowo-sosnowe słodkości”

  1. O, udało mi się, dziś tu jestem pierwsza 🙂 Aniu, same wspaniałości czynicie! Dla urody i dla zdrowia, zwłaszcza te porzywy, no i mniszek, storotki patrz, od zwierząt się uczymy, to krówki smakoway, a myśmy piły mleczko…. a teraz my to musimy same zbierać, bo krów nie ma, a chcemy przecież zdrowe być.Hahaha
    Ale to całkiem inny temat jest a że wczesna pora to takie mnie naszły myśli. A Wasza babcia wie, co dobre. Podziwiam Was, kiedy na to wszystko macie czas? Na zbierania, na pieczenie, na spotkania, na rowery….i na prowadzenie blogów. Plakat cudowny, bardzo piękny.

    1. Plakat robiła biblioteka, dziękuję. A co do syropów, to w tym roku robię pierwszy raz. Moi rodzice zawsze zapasy na zimę robili. Kiedyś śmiałam się z tego, bo zawsze u nich w słojach coś dojrzewało, a teraz sama chętnie to robię. Po co kupować potem lekarstwa, jak natura pod ręką. Tym bardziej że jeździmy rowerami w miejsca oddalone od ulic, więc warto wykorzystać przejażdżkę. 🙂

      1. Babcia stosuje profilaktyke!!! Mam nadzieję, że słoiczki bezpiecznie przetrwają zimę i nie będą potrzebne- chyba, że profilaktycznie…
        A zbieranie kwiatkow w miłym towarzystwie Mężusia dodaje im magicznej mocy!!!

  2. Coś ostatnio modny ten syrop, już na którymś blogu go widzę 🙂
    Ja nie mam zapału i cierpliwości do takiej produkcji, ale moja mama z dziadkiem czasem robią takie mikstury 🙂

    1. Moi rodzice zawsze ten syrop robili z myślą o wnuczkach. Moja córcia, kiedy była mała, uwielbiała go. 🙂 Zawsze mi się wydawało, że jest z tym dużo pracy, ale przekonałam się, że naprawdę to mały pikuś. Najwięcej czasu chyba zajmuje rwanie kwiatków. 🙂

  3. Przyznam się szczerze,że ja do takich robótek mam wstręt i dwie lewe ręce.A zresztą ryzykować w tak zanieczyszczonym środowisku nie ma co takimi cudami.Bardziej by pewnie zaszkodziły niż pomogły 🙂

  4. Niby w dzisiejszych czasach absolutnie nie ma potrzeby, żeby pracowicie przygotowywać własne ziołowe leki i zapasy na zimę, ale jaka to wielka satysfakcja! No i zaspokaja w nas jakiś atawistyczny popęd.

    1. potrzeby może i nie ma, ale różnica w jakości jest przeogromna – co przygotowanie w detalu, to w detalu, a nie w hurcie i z chemicznymi dodatkami

    1. Ha, ha 🙂 Ale już jest pomysł seniorki, by te pędy po odlaniu syropu zalać jeszcze procentami, by nic się nie zmarnowało. 😉

      1. seniorka ma dobry pomysł 😛 i powiem więcej – jest to mój sprawdzony pomysł :p … sama wiesz już jak to smakuje w pewnym sensie 😛

  5. To chyba znak, że czas iść na łąkę. Już po raz drugi dzisiaj natknęłam się na syrop z mleczy. Odporność słaba, więc chyba czas spróbować. 🙂

  6. to jak już zlejesz ten syrop ze sosnowych pędów, to je zalej alkoholem 🙂 będzie pyszna i gęsta nalewka sosnowa 🙂

    Mało tego jeśli było dużo cukru w syropie, to spokojnie możesz 2 razy te pędy sosnowe zalać alkoholem 🙂

    najlepiej byłoby uzyskać około 50 %, ale 40% czystej też może być 🙂 🙂 – ile alkoholu – ano tyle ile wejdzie ci do słoja pod szyjkę od nakrętki 😛

    a jak zrobisz cytrynówkę i pomieszasz w proporcji 1 do 1 nalewkę cytrynową i sosnową – to klękajscie narody – nie ma nic lepszego na rozgrzewkę w paskudne jesienno zimowe wieczory, kiedy człowiekowi coś zaczyna chodzić po kościach 🙂 🙂

    i pokrzyw nazbieraj 🙂 🙂 jest na nie urodzaj 🙂

    można też zrobić nalewkę zdrowotną na mniszku i pokrzywie, ale ona jest dla cierpliwych 🙂 🙂 bo nastawiasz w maju, a pijesz w zimie 🙂 ( około 100 kwiatów mniszka, 1,5 szklanki drobno posiekanej pokrzywy zalać 2 – 2,5 litra alkoholu i odstawić do jesieni, a jak się przypomni (przełom września i października zlać nastaw i doprawić miodem do pożądanej słodkości (ja daję wielokiwatowy lub lipowy), na tym etapie może być jeszcze mało przyjemna w smaku, z miodem odstawić do grudnia, albo dłużej – im dłużej stoi tym jest smaczniejsza 🙂 🙂

    z moich nietypowych zimowych zapasów to – kwiaty bzu czarnego – sok z nich i suszone kwiaty (kiedy je się suszy okropnie śmierdzą, ale uwielbiam ich smak w herbacie i nie tylko, bo smakują mi również w smażonych powidłach truskawkowych 🙂 🙂 )

    1. No właśnie taki mam zamiar, bo przyznam, że mnie uratowałaś, kiedy miałam grypę. Sok z kwiatów czarnego bzu był rewelacyjny, więc na pewno zrobię. Sosnę zaleję alkoholem, bo aż szkoda to wyrzucić, tyle cukru tam pewnie zostanie. 🙂 I dobrze podpowiadasz, by nasuszyć kwiatów. W tym roku idę po całości. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *