Kiedy człowiek potrzebuje przyjaciół…

Poszłam wczoraj do przychodni po leki dla Babci. Pech chciał, że lekarka miała akurat przerwę śniadaniową, więc trzeba było poczekać. Przede mną była jedna kobitka, mniej więcej w moim wieku. Usiadłam koło niej na ławce i wyciągnęłam z torebki książkę. Niewiele jednak poczytałam, bo moja sąsiadka miała ochotę porozmawiać, a że ja zawsze z przyjemnością urządzam sobie takie pogawędki, odłożyłam książkę.

Każdy taki napotkany przypadkowo człowiek to ciekawa historia. Ta była jednak smutna.

Kobieta zaczęła opowiadać o swojej matce, która trzy lata temu miała udar i od tamtego czasu leżała w domu, a jej córka zajmowała się opieką.

– Wie pani, co jest najgorsze? – powiedziała do mnie. – Że odwrócili się ode mnie wszyscy przyjaciele i znajomi. Nikt już do mnie nie dzwoni, jakbym umarła. Kiedy pracowałam, zawsze ktoś był, by pogadać albo wyciągnąć mnie na kawę. Teraz nawet w moje urodziny kompletnie nikt nie pamiętał. – Otarła ukradkiem łzę. – Nawet nie mam komu się wygadać. Przed mamą udaję, że jestem silna i daję radę. Podejrzewam, że ona ma już i tak depresję. Nawet żeby lekarz przyszedł, to trzeba prosić, bo nikt takim chorym się nie przejmuje.

– Nie ma pani żadnej pomocy? – spytałam.

– Jak idę do lekarza, tak jak teraz, po leki dla niej, to sąsiadka chwilę posiedzi. A tak to nie ma nikogo chętnego do pomocy. A ja bym tak chciała czasami pójść po prostu na kawę, oderwać się trochę od zmieniania pieluch… Nie… Ja nie narzekam, bo to moja mama, ale ja nawet dodatku pielęgnacyjnego nie dostaję. Nie wiem, co będzie w przyszłości, co z moją emeryturą…

– Przykro mi bardzo – mruknęłam banał, ale było naprawdę cholernie przykro. Dlaczego przyjaciele i znajomi się odwrócili? Bali się? Nie wiem. A ona właśnie teraz najbardziej ich potrzebowała. Widać było po tej kobiecie, że jest zmęczona.

Wracając do domu, myślałam o niej. Smutno. Straszni jesteśmy czasami. Jak są kłopoty, to zwijamy się z czyjegoś życia, bo tak prościej.

*

*

PS  Serdecznie zapraszam na moje spotkania autorskie:

15.03.2017 r. godz. 18.00 – Empik w Galerii Bałtyckiej w Gdańsku;

16.03.2017 r. godz. 16-18 – Księgarnia BookBook przy Rynku w Starogardzie Gd. (podpisywanie książek);

24.03.2017 r. godz. 18.00 – Empik w Manufakturze w Łodzi.

28 thoughts on “Kiedy człowiek potrzebuje przyjaciół…”

  1. Straszne to jest…niestety nasze społeczeństwo tak funkcjonuje. Boją się, że poprosisz o pomoc, że wypad na kawę skończy się opowieściami o chorującym itp. Podobnie jest w momencie, kiedy kobieta zostaje matką. Większość wyparowuje- nie ma imprez, temat dzieci się pojawia. Człowiek potrzebuje się wygadać a nie ma komu. Co innego narzekanie na pracę, szefa, itp. wtedy każdy chętny do rozmowy. Wylałam trochę żalu…

    1. Masz rację. Ludzie nie chcą słuchać o czyichś problemach, nie chcą się angażować. Smutne to. Strasznymi egoistami jesteśmy. 🙁

  2. Ja też zawsze wysłucham i wracam do domu z czyimiś problemami. Gdybym pracowała w domu opieki, to chyba bym adoptowała każdego staruszka. Przykre, że wszyscy się od tej pani odwrócili. Uważam, że to nie byli przyjaciele, tylko znajomi. Obcy ludzie, którym jest obojętna. A jakiekolwiek wsparcie, nawet wspólna kawa by jej pomogły… Smutny ten twój wpis 🙁

  3. Cóż, takie jest życie
    Opieka nad osobami starszymi wymaga niestety wyrzeczeń. Coś o tym wiem. Od dwóch lat opiekuję się mamą. W listopadzie skończyła 89 lat. Do niedawna jakoś się udawało utrzymać ją w dość dobrej kondycji. Były ciągłe wizyty u różnych specjalistów i kilkudniowe pobyty w szpitalach.
    Przez to nie mogłem wyjechać na żaden urlop.
    Niestety 2 tygodnie temu trafiła do szpitala i stan jej się bardzo pogorszył. Nawet jeśli z tego wyjdzie będzie wymagała opieki. Ja pracuję, bo właściwie ja głównie utrzymuję rodzinę, a mam do emerytury kilka dobrych lat.
    Na razie do pomocy w szpitalu (tam też trzeba być codziennie i wszsytkiego dopilnować) zgłosziła się moja żona, ale ona też od ponad roku pracuje.
    Zobaczymy co będzie dalej. Siostra od lat mieszka w Francji. Może wynajmiemy jakąś opiekunkę.
    A to, że nikt do pomocy w takich sytuacjach się nie pali, to nic dziwnego, bo „obsługa” staruszków to ciężka harówka, bez wdzięczności i zapłaty.
    pozdrawiam

    1. A pewnie, że to niewdzięczna „fucha”. Mam w domu 92-letnią babcię. Co prawda jest sprawna i samodzielna, ale i tak nie jest łatwo na co dzień. W tym przypadku, który opisałam, wystarczyłoby od czasu do czasu zainteresować się tą kobietą, wyciągnąć na kawę, porozmawiać, to już by było dużo. Ale pewnie znajomi boją się, że mogą być zaangażowani w opiekę.

  4. Gdy ja doświadczałam tego opiekując się moją mamą wydawało mi się, że tylko ja tak mam. Okrutne to, ale chyba lepiej mi się robi kiedy słyszę, że innym też wydaje się, że znikają, że opiekując się ukochaną przecież osobą czują jak umyka życie. Ale uwierzcie- teraz gdy mama odeszła i tak wydaje mi się, że moglam dać z siebie więcej i tęsknię za choćby jednym dniem razem Takie to przewrotne życie, a może to nasza ludzka natura?!

  5. W przypadku każdego potknięcia w naszym życiu, dramatycznego wydarzenia odmieniającego nasze dotychczasowe życie , zawsze weryfikujemy nasze pozorne przyjaźnie . Wystarczy podupaść na zdrowiu , stracić pracę , mieć kłopoty osobiste . Czy możemy liczyć na innych? Często możemy ale liczba osób nam życzliwych i oddanych nagle okazuje się znikoma . Gorzej gdy tych najbliższych w naszym otoczeniu , nie ma wcale . Każdemu życzę prawdziwych przyjaciół wokół siebie

    1. Prawdziwych przyjaciół ma się niewielu, czasami też zbyt pochopnie używamy tego słowa i być może stąd się biorą rozczarowania. Wierzę, że prawdziwy przyjaciel sprosta zadaniu.

  6. To jest bardzo smutne, ale niestety często spotykane. Dopóki nie masz na głowie miliona problemów, znajomi lgną do ciebie jak nigdy. A gdy kłopoty przychodzą, to znajomi odchodzą… Albo się boją, albo nie chcą się emocjonalnie angażować, albo wolą po prostu żyć w złudnym przekonaniu, że życie to same przyjemne chwile. Wolą się otaczać innymi osobami o takich samych złudnych przekonaniach. Sama nie jestem święta, bo czasem z braku czasu nie zadzwonię do przyjaciółki, chociażby na chwilę, by zapytać jak się czuje. Ale szybko się opamiętuję! Przypominam sobie sytuacje, gdy ona dała mi mnóstwo wsparcia, uśmiecham się sama do siebie na to wspomnienie i tam w środku, w sercu – obiecuję poprawę. Przyjaźń to cenny skarb, trzeba go pielęgnować. A dobre gesty zawsze do nas powrócą. W słusznym czasie.

    1. To prawda. O przyjaźń trzeba dbać. 🙂 Też zauważyłam, że właśnie co niektórzy wolą nie wiedzieć, że wokół siebie mają też cierpienie, samotność, choroby. Może lepiej udawać, że wszyscy są szczęśliwi. Smutne to, bo za chwilę to my będziemy cierpieć lub zachorujemy.

  7. Teraz, jak już jestem na podyplomie związanym z dzieciakami z autyzmem i aspergerem. I tak myślę sobie, że mnóstwo rzeczy w Polsce jest niesprawiedliwych. Na przykład takie właśnie dzieciaki, które są zamknięte w swoim świecie, nie są w najmniejszym stopniu samofunkcjonujące, są zupełnie zależne od swoich rodziców. A ci z kolei otrzymują pomoc tylko do momentu, gdy dzieci kończą te dwadzieścia kilka lat. I potem… rodzice zostają sami z „problemem”. Smutne.

  8. Czasem w obliczu choroby, śmierci, tragedii ludzie nie wiedzą, jak się zachować. Unikają kontaktu, żeby coś nie poszło źle. No bo jak, nic nie mówić?, głupio, bo jednak cos się stało, rozmawiać o tragedii? też źle, bo to może drażliwy temat. Rzadko mamy odwagę się do tego przyznać. A czasem wystraczy zwykła rozmowa… Tu jednak myślę, ze problem tkwi w czym innym. Może tak zwani przyjaciele, boją się że kobieta zwyczajnie poprosi o pomoc. O zakupy, o zastąpienie na chwilę, o posprzatanie. Są zajęci, wygodni, bezpiecznie jest zerwać kontakt i nie mieć kłopotu….

    1. Pewnie bezpieczniej. Bo to, że czasami nie wiemy, jak się zachować, można zrozumieć. Gorzej, jak się od kogoś odwracamy z wygody.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *