Toniemy! Toniemy!

Wczoraj była feralna niedziela. Szczęście w nieszczęściu, że poranne z nas ptaszki. Po siódmej okazało się, że przez naszą piwnicę przepływa rzeka. Wody było po kolana. Sławek wlazł, by zakręcić zawór, a woda dalej zasuwała. Wtedy telefon na pogotowie, bo to gdzieś poza budynkiem. Babcia oczywiście zachowała się wzorowo, jak przystało na zawodową płaczkę. Lament i histeria były na najwyższym poziomie. Pełen profesjonalizm. Oczywiście panom z pogotowia wodociągowego dostało się, bo powinni być już, zaraz, natychmiast.

– Jak jest wypadek, to już powinni być! – lamentowała Babcia. Tłumaczymy jej, że to niedziela, że ludzie o tej godzinie śpią i zanim się faceci zbiorą, załatwią odpowiedni sprzęt, narzędzia, to potrwa. – Ale to tak, jakby ktoś umierał! – dodała Babcia.

– Chyba jednak dobrze, że nikt nie umiera – mówimy.

– To gorzej niż umieranie!

Czekamy więc. Woda sobie płynie. Szumi pięknie, jakbyśmy wodospad jakiś mieli w piwnicy. A Babcia oczywiście nie marnuje czasu, tylko sprząta w kominku. Po chwili człapie z miską.

– Co ty będziesz robić? – pytam, bo wcześniej jej wytłumaczyliśmy, że zawory zakręcone i że nie wiadomo, kiedy będzie woda i czy w niedzielę usuną awarię.

– Idę sobie wody do miseczki nalać, żeby umyć ręce – odpowiada zadowolona. No… żeż! A wody w czajniku oczywiście jak na lekarstwo. – Chyba że mi z piwnicy trochę nabierzecie…

Grrrr… Warczę? Nie! Tylko robię kilka wdechów i wydechów. Liczę do dziesięciu. Pomaga!

Nasze kalosze jak na złość w piwnicy. Wpadam więc na pomysł, żeby nałożyć grube skarpety, a na nie reklamówki sobie owinąć i wleźć ratować blaty od stołu. Nowiutkie przecież (dokładamy je do stołu, by go powiększyć)! I krzesła do tegoż stołu! Drewno po kilku godzinach w wodzie napęcznieje przecież!

akcja ratunkowa

No i wlazłam. Nie myślałam, że woda jest tak wysoko (i taka lodowata!!!). Stąpnęłam tak, że coś mi strzeliło w kręgosłupie (moja dyskopatia?!). Ponadto wody już nalało się ponad kolana, więc nie było szans na akcję wyławiania mebli.

Przyjechała wreszcie ekipa ratunkowa. Zakręcono wodę na całej ulicy. Wypompowano nasze jezioro. I okazało się, że awaria nie u nas, tylko na ulicy rura pękła, a woda postanowiła właśnie do nas wpaść z wizytą. Sąsiedzi widać, nie tak gościnni. Potem zaczęto sprowadzać większy sprzęt. Zamknięto ulicę. Sąsiedzi poprzestawiali auta, żeby móc wyjechać. Panowie koparą wielką dziurę wykopali. Oczywiście przez cały czas pracowali pod czujnym okiem Babci, która co chwilę przekazywała nam wieści z frontu. Tym sposobem dowiedzieliśmy się, że jedną taką krótką rurkę wyjęli, ale z powrotem jej nie zamontowali! I co teraz?

Z piwnicy woda wypompowana, ale oczywiście nie do sucha. Resztę Sławek szpadlem „zapędzał” do odpływu. A nagle nade mną stanęła Babcia i mówi:

– Idę do piwnicy po jabłuszko, bo mam ochotę…

No… żeż!

– Do piwnicy? Babciu, przecież tam jeszcze woda!

– Taaaaaaak? A ja mam taką ochotę na jabłuszko.

Trzymajcie mnie!

No, ale Babcia żyje! Nie zamordowaliśmy seniorki. Bo przecież jutro dalej będzie trwać naprawa rury i może wreszcie odzyskamy wodę (w kranie), a ktoś wieści z frontu musi przekazywać.

18 thoughts on “Toniemy! Toniemy!”

  1. Babcie proszę posadzić na trójnóg i okadzić – jak Pytię bo dobrze przyszłość przepowiada, co prawda prorokowała wojnę, ale przeciez walka z wielka woda to jak wojna a i zapasy sie przydadzą jak Was okopali.
    Współczuje sprzątania i trzymam kciuki żeby wielkich strat nie było.

    1. No! Bez zapasów się nie da. A jeszcze z tym prorokowaniem, to zapomniałam dodać, że Babcia miała sen. Mamusia się jej śniła, że biła dziecko po twarzy, a to ewidentnie zapowiada kłopoty. Miała nam powiedzieć, ale wiedziała, że nie uwierzymy. A przecież gdybyśmy wiedzieli, to na pewno byśmy się przygotowali na nieszczęście. (Przynajmniej psychicznie, hi, hi). 🙂

  2. Przepraszam Cię Aniu, bo to śmieszne nie jest…
    ale tak mi się wyobraźnia ruszyła na widok ciebie w reklamówce, że pomyślałam, że to świetny kawałek do książki jest :*
    Oczywiście, że współczuję i mi przykro więc to com wyżej napisała wybacz. Ewa.

    1. Myślę, że pomimo tragizmu sytuacji, jest śmieszne. Właśnie mnie przed chwilą podłączono do cywilizacji. Mamy wodę! Można się więc śmiać. Fakt, że sprzątania będzie dużo, jak to wszystko wyschnie, bo woda mułu naniosła. 🙂

  3. Mam nadzieję że ten koszmarny poranek się już nie powtórzy
    Dzielnie to wszystko znieslisxie a ty Aniu odpisałaś z humorem
    Babcie pozdrawiam
    Oj przykre są takie poranki

    1. Przykre, ale co zrobić. Akurat na to nie ma się żadnego wpływu. Najgorsze to błoto zalegające w piwnicy. Chyba muszę pomyśleć o kąpielach błotnych. 🙂 😉

    1. Dziękuję. Nieskromnie napiszę, że mnie też się podobają. 🙂 Pamiętam, jak je kupiliśmy – 118 elementów nam przywieziono. Mój mąż przez dwa tygodnie składał je niczym puzzle. 🙂

  4. Przeczytałem tytuł i pomyślałem, że wypieracie się czegoś gwałtownie: To nie My! Ale, zdaje się, że odnośnie rury macie czyste sumienie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *