Moc bajki

Jakiś czas temu pisałam, że powoli się spełnia moje kolejne marzenie… Czasami myślę, że przeniosłam się nie na Kociewie, lecz do równoległej, lepszej rzeczywistości.

Ci, którzy czytali „To się da!”, być może pamiętają, że Asia pisze tam bajkę dla dzieci o leniusiołkach. Ilustruje ją potem Jaromir. I przyznam, że tę bajkę napisałam, bo jeżeli już o niej wspomniałam, to jakoś tak w głowie się wyświetliła i szkoda było jej nie przelać na papier.

Napisałam, a po jakimś czasie odezwało się do mnie tutaj na blogu wydawnictwo, że poszukuje autorów książek dla dzieci, więc stwierdziłam, czemu nie. Wysłałam i całkowicie o tym zapomniałam. Po kilku miesiącach dostałam mejla z pytaniem, czy moja propozycja wydawnicza jest nadal aktualna, bo wydawca chętnie by książkę wydał, ale dopiero w przyszłym roku ujmie ją w plan. Wow! Ucieszyłam się, bo przecież mnie się donikąd nie spieszy. Bajka powstała w sumie jako „skutek uboczny” opowieści o Joannie. Zamarzyło mi się, żeby ożywić tę bohaterkę i udało się. Będzie prawie realna. A jak realna, to i honorarium podobnie jak w powieści powinno być przekazane dzieciom chorym na białaczkę. Tak by zrobiła Joasia. Poszperałam więc w necie, popytałam znajomych i podjęłam decyzję, że pieniądze przekażę Stowarzyszeniu Rodziców Dzieci Chorych na Białaczkę w Szczecinie. W końcu to w tym mieście się urodziłam, tam zostawiłam kawałek siebie.

I wiecie, co myślę? Że jest moc. Opowieść o Joannie powstała, gdy się przeprowadziłam i nie mogłam znaleźć pracy. Wymyślona bohaterka dała mi zastrzyk energii (i w sumie pracę). Trzeba więc się odwdzięczyć. Myślę, że Asia byłaby szczęśliwa. A dla mnie to będzie kropka nad trylogią kociewską. W marcu ukaże się jej ostatnia część, a na jesieni bajka o leniusiołkach. Historia zostanie zapięta na ostatni guzik.

Jak się z tym czuję? Cholernie dobrze. W ogóle stwierdzam, że robienie dobrego uczynku jest niesamowicie egoistyczne. Bo właśnie sobie robi się najlepiej. Nic nie daje takiej mocy. A Rockefellerem nie jestem. Finanse nie są moją mocną stroną. Musiałam zapytać o zdanie mojego męża, wiadoma sprawa, że takie rzeczy uzgadnia się we dwójkę. A że mój mąż to dobry człowiek, sprawa postanowiona i dogadana. Umowa podpisana. To podziękowanie dla Asi, która zmieniła moje życie.

0 thoughts on “Moc bajki”

  1. Uważam,że robienie dobrych uczynków wcale nie jest egoistyczne.To tylko efekt uboczny.I to taki całkiem przyjemny.Ale przecież nikt chyba nie myśli „pomogę-to mi będzie lepiej na duszy”Pomagać należy,jak tylko istnieje taka możliwość.
    Zaniosłam mamie Karoliny-to co zanieść miałam.Była bardzo wzruszona i podziękowaniom nie było końca.Jest Ci wdzięczna i powiedziała że dzięki takim osobom,jest nadzieja na lepsze jutro i że w sercu ściska wzruszenie.Jutro oglądaj „Sprawę dla reportera” E.Jaworowicz.

    1. To cieszę się, że mogłam dołożyć swoją cegiełkę. 🙂 Jutro mogę mieć problem z oglądaniem, bo przyjeżdża do mnie dzisiaj Demirja (blogerka, która tutaj też komentuje). 🙂

  2. Gratuluję! I sukcesów i dobrego serca – nie każdego stać na taki „egoizm” 🙂 Czekam i na marzec, i na bajkę o leniusiołkach,obie książki na pewno kupię 🙂

  3. 😀 Znam to uczucie… Jest cudowne! Czytając książkę zastanawiałam się czy to tylko fragment o bajce, czy rzeczywistość. Rzeczywistość przerasta naszą wyobraźnię! Tak trzymać 🙂

  4. ostatnio od Ciebie płynie najwięcej dobrych, uskrzydlających wiadomości 🙂 Fantastyczna sprawa, że leniusiołki zamieszkają na kartach papierowej książki 🙂 ciekawe czy to będzie miła znajomość 🙂
    Twoje książki zaczynają żyć własnym życiem 🙂

    gratuluję i dziękuję <3

    ps. spotykasz się czasem z osobami, które tu zostawiają swoje trzy grosze ( sama jestem tego przykładem , hi hi ) wspomniałaś, że tym razem zajrzy do Ciebie Demirja 🙂 i to mnie natchnęło 🙂
    W pewnym momencie Twój blog stał się taką internetową kawiarenką, gdzie można zamienić kilka słów z sympatycznymi osobami. Wiele z nich jest tu z Tobą niemal od pierwszych postów. Niesamowite mogłoby być " spotkanie komentatorów " myślałaś kiedyś o tym ? 🙂

    1. Myślałam, to mogłoby być niezwykłe przeżycie. Nie wiem tylko jak to logistycznie rozwiązać, ale muszę o tym pomyśleć, żeby Was zebrać wszystkich naraz. 🙂

  5. dziękuję za ten gest 🙂 z jednej strony w jakimś sensie nic Cię nie kosztował, poza czasem, który przeznaczyłaś na jego pisanie, bo opowiadanie jakby przyszło do Ciebie. Z drugiej strony kiedy okazało się, że można je wydać drukiem i dostać honorarium przekazujesz je dzieciakom, które bardzo potrzebują pomocy. Fikcja zbudowała piękną rzeczywistość, to niesamowite, jak książka z kart powieści sama stała się książką realną , ale cel pozostał ten sam. Ściskam Cię mocno i bardzo ciepło 🙂

  6. Proszę jak to fikcja literacka potrafi zmieniać się w rzeczywistość. Podziwiam Cię, że zdecydowałaś się na taki krok. Tylko uważaj na ilustratora… 🙂

    1. Ha, ha 🙂 A muszę Ci powiedzieć, że wczoraj właśnie widziałam pierwsze dwa rysunki. 🙂 Co prawda nie było zachwytu, bo to nie Jaromir ilustrował, ale myślę, że po poprawkach będzie dobrze. Mojej córce podobały się grube leniusiołki. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *