Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle

Moja kuchnia się za mną ostatnio stęskniła, więc wczoraj postanowiłam nadrobić zaległości. Ciacha żadnego nie było, bo rodzicom zawiozłam wszystkie rurki. Szybki rzut okiem na zawartość lodówki. Jest pomysł! Będzie tiramisu. W pucharkach, jak deser. A niech się ta moja kochana rodzinka cieszy, że ich tak rozpieszczam. I kiedy sobie tak pichciłam, przygotowywałam się do rozpieszczania jaja i mężusia, zadzwonił telefon. Mama. I tu się posypało, cytować nie będę, ale opowiem spokojnie, bez kpiny i żartu, zupełnie na poważnie.

Jak pisałam wcześniej, mój tatuś po operacji wrócił do domu. Wrócił z receptą na lekarstwa. W szpitalu poinformowano go, że nie refunduje się pampersów, więc nie dostanie na nie recepty. Ot, polska rzeczywistość. No, ale to jeszcze jakoś można przeżyć.

Wrócił obolały, zmęczony, z cewnikiem, bo w szpitalu łóżko trzeba było zwolnić dla następnego pacjenta. I jakoś to do mnie dociera. Rozumiem, nie buntuję się. Przecież niepierwszy raz mam do czynienia ze służbą zdrowia.

Tata w domu szczęśliwy. Emocje puszczają. Natchnienie do pisania wierszy jeszcze nie wraca. Ale jest przynajmniej apetyt. Rurki, które mu przyrządziłam podjada ze smakiem i tylko się oblizuje. No, ale że polska rzeczywistość skrzeczy, to wszyscy wiemy, dlatego tak wesoło co dzień, kiedy można pośmiać się z absurdów naszego życia. Gorzej, jak one dotyczą zdrowia, bo wtedy tak wesoło już się nie wydaje.

Mama poszła do apteki wykupić recepty, które tata otrzymał w szpitalu. A muszę dodać, że to szpital renomowany, jednej z uczelni medycznych, więc tam prawie samo profesorstwo. A jak profesorstwo, to wiadomo, do papierków nie ma głowy. I wypisali mojemu tacie receptę na druku, który już nie obowiązuje. Mama w aptece doznała lekkiego szoku, kiedy aptekarka skomentowała: „Gdyby pani te leki wypisano na kartce wyrwanej z zeszytu szkolnego, to recepta miałaby mniej więcej taką samą wartość. Te druki nie obowiązują już od dwóch lat.”. „Jak to? Przecież profesor…, klinika uczelni medycznej…, to jak nie obowiązują, jak obowiązują?” No, ale trafili na moją mamę. Komunikat zadziałał jak czerwona płachta na byka. O zdrowie męża chodzi! To jakby bili naszych! A wiadomo, gdzie diabeł nie może, tam babę pośle. I poniosły moją mamę nogi. W nastroju bojowym. Najpierw w głowie plan, strategia. Bo na wojnę bez planu nie można. Pierwsze kroki do przychodni, po radę, a potem 80km do Szczecina i jak ją wywalą drzwiami, to wejdzie oknem. Z oknem, jak trzeba będzie. Nozdrza już wyczuły zapach krwi. Ruszyła. A tam zdziwienie, bo w przychodni, oczywiście jak swoje kilka godzin odsiedziała, lekarka pierwszego kontaktu z uśmiechem, spokojem, stwierdziła, że wypisze nową receptę, że niepierwszy raz się z tym spotyka… Emocje zeszły, białka powróciły do pierwotnego koloru, zapach krwi z nozdrzy uleciał. Jest zwycięstwo! Jest recepta! Są leki i to refundowane w części! I jeszcze pani doktor powiedziała, że na pampersy też się da, powiedziała, gdzie i jak starać się o dodatek do emerytury, bo jak się ma raka, to się należy. I co? Można? Można.

0 thoughts on “Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle”

  1. Ale swoją drogą to profesorostwo mogłoby przerzucić się na aktualne druczki i nie podkręcać ludziom ciśnienia niepotrzebnie. Żeby to jeszcze na miejscu… Plus dla lekarki pierwszego kontaktu! (poza kilkugodzinnym czekaniem, ale to chyba chleb powszedni 🙁 )

    1. No, właśnie, gdyby to chociaż było na miejscu… Z moim tatą leżał facet z Zielonej Góry, ciekawe, jak jemu wypiszą recepty i czy w razie co, będzie miał szczęście w swojej przychodni. Bo z Zielonej do Szczecina trochę kilometrów jest 🙂

    1. Bo moja mama bardzo jest waleczna. Kiedyś gościa rozłożyła na cztery łopatki na peronie, ale to inna historia. Ludzie bili jej brawo, bo w obronie sprawiedliwości stanęła 🙂

  2. Brawo dla mamy i dla pani dr pierwszego kontaktu. Natomiast dyrektor szpitala powinien pomyśleć o zmianach w administracji ,i zatrudnić kogoś kompetentnego.Przecież pan profesor nie może zajmować się papierkami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *