Czy to fatum jakieś?

Kocham nasz kraj i nasz naród oczywiście! Kiedy otwieram rano oczy, pycho samo mi się śmieje, że znów będzie wesoło. Wczoraj, jak wiecie, pojechałam po tatę do Szczecina. I jak niektórzy radzili, wybrałam inny środek lokomocji – samochód. Ja jako pasażerka, mąż jako kierowca. No, ale przecież ze mną w podróży nie może być normalnie. Najpierw do kontroli zatrzymała nas straż graniczna i straż leśna. Już miałam nadzieję, że za łanię przemycaną z lasu mnie wzięli, ale nie…

Potem trafiliśmy na strajk (zaczynam podejrzewać jakieś fatum), tym razem rolników. W traktorach otuleni w barwy biało-czerwone powolutku pomykający po drogach krajowych! No, ale tutaj ani śmiem krytykować czy ironizować, przecież oni walczą o polską ziemię, a ja patriotka jestem! I w tym momencie coś zanuciło mi w głowie „Rotę”, a potem przyłożyło z drugiej strony „Mazurkiem Dąbrowskiego”. To ja co? Baczność! Przyładowałam pustą łepetyną w dach samochodu, aż mi się wszystkie unijne gwiazdki zapaliły na żółto. To mnie doprowadziło do porządku. Dodatkowo mąż zgromił, że jak będę mu samochód demolować, to więcej z domu na przejażdżkę nie zabierze. Już nawet w jakieś pole buty mi wystawił dla „przestrachu”.

Usiadłam więc cichutko na swoim siedzeniu i zaczęłam przeglądać przez telefon mój blog. A tam zatrzęsienie komentarzy. Jeden szczególnie mnie oświecił i zainteresował. Ktoś napisał, że pewnie mam rodzinę w Onecie, dlatego mój tekst trafił na główną stronę. I tu główka zaczęła pracować. Bo może to prawda? To ja w główce to odpowiednio przetwarzam, zwielokrotniam. Wyciągam notesik i długopis z torebki i dawaj drzewo genealogiczne rozrysowywać poczynam. Tak się zaangażowałam, że do wieków średnich dotarłam, a tam oświecenie! W sensie, że dotarło do mnie… Znalazłam wspólnego przodka z właścicielem Onetu. Dawno temu żył niejaki Portalus Internetus herbu Dywiz, zawołania „OooNet!”. To musiał być ten! A więc mam wujaszka! A wuj to wuj (to nic, że w naszych koligacjach rodzinnych połapać się może tylko scenarzysta brazylijskiej telenoweli)! A więc ja teraz sobie małą prywatę pouskuteczniam, bo jak mam tego wuja w Onecie, to trzeba korzystać. Drogi Wujaszku, jakbyś szukał kandydata na stanowisko jakiegoś prezesa, dyrektora, no niech będzie też redaktora, to nie zapomnij o mnie. Nieważne, że nie pierwszej młodości jestem i nie pierwszego talentu, ale rodzina! A rodzina to rodzina! No, a jak nie masz wakatu, to chociaż tytuł „Blogu Roku” i skuterek załatw. Taki skuterek to fajna sprawa! Nie musiałabym na nóziach do sklepu, mogłabym pomknąć przez miasto… Wiatr we włosach, robale na twarzy… Czyste szaleństwo! Rozmarzyłam się…

Wuju, to jeszcze na koniec rycerskim pozdrowieniem się przypominam „OooNet!” i dodam z przytupem „Hej!” (tak w ramach ukłonu do prostego ludu, co by nie myślał, że my paniska jakieś).

0 thoughts on “Czy to fatum jakieś?”

    1. Nie zaszkodziły mu na szczęście. Bałam się, że może bita śmietana być za ciężka, ale tata nie mógł sobie odmówić. Mamie też bardzo smakowały. Chyba będę musiała teraz do domu zrobić, bo wszystkie zawiozłam rodzicom, ale część ciasta włożyłam do zamrażarki. Myślę, że kruchemu to nie zaszkodzi. Odmrożę w weekend i upiekę. A dzisiaj chyba zrobię karpatkę 🙂 (dawno nie robiłam)

  1. I tak blisko Stargardu…na kawę trzeba było zajechać, rozgrzać się 😉
    Chociaż widzę że w aucie było gorąco i na drogach gorąco…Pozdrawiam 🙂

    1. Nawet nie przejechaliśmy przez Stargard, bo jechaliśmy przez Kołobrzeg (sprawy zawodowego mojego kochanego mężusia). Ale będę w lutym, to chętnie wpadnę na kawkę 🙂

    1. Nie, ja się nie przejmuję, w życiu się tak nie ubawiłam. 🙂 Serio, serio 🙂 Dzięki temu miałam piękny wpis 😉 nowy temat, wena… wiesz, jak jest 😉 Na niektórych działa Sejm 😉 a na niektórych komentarze 🙂

    1. Jasne, bodźców nigdy za wiele. Ja lubię jak się coś dzieje. Nic nie sprawiało mi większej radochy niż ten blog (no, chyba że mój mąż) 😉

  2. Nasi kochani rolnicy, ludzie którzy pracują by wyżywić wszystkich Polaków, nawet tych którzy ich nie lubią, gardzą nimi, wyzywają, śmieją się z nich. Wielu naszych rolników jest prostymi ludźmi, ale bez nich Ci najbardziej wyniośli musieli by tynk ze ściany obgryzać. Po za tym to jak jadą sobie powolutku przez plac Kościuszki, czy Bramę Portową w Szczecinie ma swój urok… No chyba że się jest hieną konsumpcyjną, bez ideałów nastawioną na żywienie się w fast foodach, i wyżeranie ze śmietników egzystencji ludzkiej…

    1. Pewnie, że ma to swój urok, jeszcze jak się tak otulą na biało-czerwono. 🙂 Ani śmiem z nich żartować, mój dziadziuś też miał gospodarstwo, ale traktora nie posiadał, tylko konika – Baśkę 🙁

  3. można się zasiedzieć na tej Twojej grzędzie;) ja goszczę tu od wczoraj i jeszcze nie mam dość, myślę,że będę częstym gościem o ile pozwolisz:) Blog rewelacyjny! autorka również, pozdrawiam ciepło:)

  4. Luty mam wolny 😀 . Zwróciłaś uwagę jak twoi goście na blogu ładnie piszą? Wszyscy stawiają ogonki :)Używają polskich znaków, przecinków…pełna kultura w słowie. Doceniasz to? 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *