Śląsk przywitał mnie chlebem i solą

Nadszedł czas, by opowiedzieć Wam o moim kilkudniowym pobycie na Śląsku. Sporo wrażeń się nazbierało. Zacznę więc od najważniejszej sprawy – od Festiwalu „Czas na książki”. Zaproszono tam około trzydziestu autorek. Dla mnie to było niesamowite przeżycie. W ubiegłym roku również dostałam zaproszenie, ale musiałam odmówić. Tym razem wiedziałam, że muszę tam być. Bardzo chciałam poznać swoje koleżanki po piórze. Nie ze wszystkimi udało mi się porozmawiać, ale na pewno to kiedyś nadrobię.

Takie najważniejsze osoby podczas tego spotkania to oczywiście moja ukochana Magda Kordel – matka chrzestna mojego pisania, Krysia Mirek, Ania Łacina, Renata Kosin, Basia Spychalska-Granica, Ewa Bauer, Iza Frączyk, Beata Głąb i inni… i Sylwia Winnik – blogerka, pomysłodawczyni festiwalu.

Ząbkowice

Była oczywiście uroczysta gala i część mniej oficjalna. Można było się zintegrować.

Nagrodę dla najpopularniejszej pisarki dostała Magda Kordel. Niezwykłe było jej wzruszenie. Drżącymi rękoma odbierała nagrodę. Pięknie było na nią patrzeć.

A ja jak to ja – przed wyjazdem tak czytałam harmonogram, że nie zauważyłam, że będzie jakaś gala, więc kiedy zauważyłam, że Magda wyciąga z bagażnika auta piękną czerwoną sukienkę, zamarłam, bo ja żadnej sukni ze sobą nie wzięłam. Dżinsy owszem, koszulki również, niektóre nawet „dizajnersko” wydarte.

– A w co się ubieracie na galę? – zapytałam inteligentnie Magdę i Krysię.

– Na galę oczywiście galowo.

I tu mi lekko moja szczęka opadła, a rozczochrana nerwowo się skręciła. W panice zaczęłam szukać w pamięci, co wrzuciłam do walizy. Na szczęście na wszelki wypadek zabrałam białą koszulę i elegancki naszyjnik. Można więc było się odziać i nie robić wstydu Sakowiczom.

AAAAAA!!!!! Zapomniałabym o najważniejszej sprawie, bo gala galą, festiwal festiwalem, ale siedzę sobie z dupką na krzesełku w lekkiej tremie, bo na początku to czułam się jak mała sierotka, a tu nagle ktoś od tyłu łapie mnie za ramiona. Odwracam się z lękiem, a może i nadzieją, że to tłum czytelników zaraz rzuci się na mnie z prośbą o autografy. A tu widzę przed sobą wysoką szczupłą kobietę, w dodatku uśmiechniętą od ucha do ucha.

– To ja – mówi do mnie, a ja bezskutecznie szukam w pamięci tej twarzy i dużych okularów przeciwsłonecznych – Pani S.

– Woooooow!!! – prawie wrzeszczę. Podskakuję z radości i ściskam Panią S. Może niektórzy z Was nie wiedzą, ale Pani S. to blogerka (już niestety była), kreatorka mody, jednoosobowy kabaret, posiadaczka specyficznego tatusia, którego idealnie byłoby zeswatać z moją babcią. Loża starych tetryków byłaby ich.

Radość wielka!

Ale podczas tego kilkudniowego wypadu miałam okazję poznać jeszcze inne blogerki i moje czytelniczki! Dotknąć nawet! Okazuje się, że istniejecie naprawdę, po drugiej stronie monitora jest życie!

Dąbrowa

Spotkałam Justynę (Złośnicę Sympatyczną), a przede wszystkim Agulca i Joannę, z którymi wieczorna imprezka była CUDNA! No, i oczywiście mieszkałam u Kasi (Uli Brzyduli), która przywitała nas zgodnie ze staropolskim zwyczajem – chlebem i solą.

chleb i sól

Ba! W Ząbkowicach podczas robienia sobie zdjęć z czytelnikami jedna pani szepnęła do mnie, kiedy właśnie ustawiano nas do fotki, że piecze ciasto z jednego z moich przepisów.

Jest moc, nie?!

0 thoughts on “Śląsk przywitał mnie chlebem i solą”

  1. Matko jedyna!Jestem trochę sławna haha!!!
    Aniu-ja ciągle jestem pod wrażeniem!!!Szkoda,że taka odległość nas dzieli-bo normalnie chociaż raz w miesiącu mogłybyśmy się spotkać.Było cudnie,a Ty jesteś morowa babka!!!

    1. Krupnioka nie jadłam. Za to posmakowałam francuskich serów, hi, hi. 🙂 Jeden nam prawie wybuchł w aucie, bo ciocia nie omieszkała dać na drogę. 🙂

  2. A kiedy do Ełku przyjedziesz? Jestem akurat po lekturze „To się da. Wspaniale się czyta i czekam na dalszy ciąg.Masz Aniu lekkie pióra i potrafisz zaciekawić. Gratulacje!!!!

  3. No i fajnie! Podtrzymujesz w nas wiarę w ludzi i w to, że to sie da! Czekamy z utęsknieniem na nowa powieść. W końcu nie bez powodu pan Mąż przybił specjalna półkę na Twoje książki.

  4. Super, super! Jest moc.
    Nawet nasza „Uczta” mi się skojarzyła, tak, to prawdziwe te dusze po drugiej stronie monitora. I sympatyczne 🙂
    Myślę, że my te kiedyś się poznamy na żywca 🙂 A tymczasem pozdrawiam i życz dalszych sukcesów

  5. A jakże , ze jest życie po drugiej stronie i czytają nas żywe całkiem istoty 🙂 I ja cię dotknęłam i utwierdziłam się, że nie jesteś jakąs wymyślona postacią :))))) Biała koszula dobra na wszystko 🙂

  6. Ech, w takiej chwili żal mi, że unicestwiłam blogasa i nie mogę nic napisać 🙁
    Straszliwie się cieszę, że poznałam Was wszystkie trzy, a Ciebie szczególnie, bo do Ciebie mam w cholerę daleko 😉 Dziewczyny są na miejscu, a między nami cała Polska niemalże 🙁
    Ślicznie Ci dziękuję za dedykację w książkach! No i mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy! Uściski Aniu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *