Ja, przedstawicielka mniejszości, świętuję

W sobotę będziemy obchodzić Światowy Dzień Książki. Oczywiście należy się odpowiednio przygotować do świętowania. Na moim fanpejdżu autorskim zamieściłam wczoraj filmik. Oprowadzam po mojej biblioteczce. Niestety na blogu mam bardzo ograniczoną ilość miejsca, więc przepraszam te osoby, które nie mają konta na Facebooku. W sobotę też będzie można wygrać (niestety też tylko na FB) „To się da!” z piękną zakładką do książki (z aniołkiem). Ale spokojnie, myślę też o konkursie na blogu. Planuję coś na Dzień Matki. W końcu przecież mamom coś się należy od życia, więc będziemy świętować.

źródło pixabayA propos jednak książek. Macie swoje ulubione? U mnie to tak jest, że mam różne fazy na autorów i na gatunki. Od czasu do czasu lubię kryminał, a nawet jakieś lekkie czytadełko, a od czasu do czasu wyciągam coś większego kalibru, by zmusić się do wysiłku intelektualnego. Wszystko zależy od nastroju.

Pamiętam doskonale swoją fazę na Hemingwaya. Kiedyś nawet miałam w planie nie oddać jego biografii do biblioteki, tylko zapłacić karę i przejąć książkę. To było w czasach, kiedy nie było internetu i takich możliwości jak teraz. Zadowolona więc ze swojego cwanego planu przetrzymałam książkę chyba z rok. Wreszcie jednak sobie o mnie przypomniano, dostałam pismo wzywające do oddania woluminu lub uiszczenia kary. Chciałam to wziąć na klatę i zapłacić z kieszonkowego, które było ciułane właśnie na tę okoliczność. Jednak kiedy bibliotekarka podała mi kwotę, dostałam palpitacji serca i prawie trzeba było mnie reanimować. Nie pamiętam, jaka to suma o mało nie przyprawiła mnie o zawał, ale od razu bąknęłam, że może jeszcze raz w domu poszukam i przyniosę.

Książka oczywiście znalazła się od razu. Dumnie prężyła się na półce. I nawet dobrze jej u mnie było, ale mus to mus. Rozdzielono nas. Musiałam ją oddać.

Potem przyszła faza na Oscara Wilde’a. Pamiętam to jak dziś. Nawet przeczytałam „Teleny” i w tej miłości też przeżyłam szok, choć zupełnie inny niż przy próbie przejęcia biografii Hemingwaya. Ci, którzy znają „Teleny”, domyślają się o co chodzi. To najbardziej skandaliczna powieść erotyczna końca XIX wieku. Dla mnie to była pornografia w najczystszym wydaniu, więc szok był potężny, choć daleki od zawału.

Później moich miłości i fascynacji było dużo. Jakoś trudno dochować mi tutaj wierności. Chociaż chyba Marquez skradł moje serce na bardzo długo. Mam prawie wszystkie jego książki. To była wielka miłość. A z polską literaturą to bywało różnie. Na pewno była faza Chmielewskiej,  na pewno Gombrowicza, a dużo później Janusza Rudnickiego. Piszę o fazach, bo ja tak mam, że jak mi ktoś wlezie do serducha, to czytam pasjami wszystko, co ten ktoś skrobnął.

Jak tak patrzę na swoje doświadczenia czytelnicze, to muszę przyznać, że sporo było różnych fascynacji. A jak u Was? Macie takie miłości? Bo rozumiem, że też należycie do mniejszości „kulturowej” i zamiast serialu wybieracie książkę. Kurczę, normalnie, aż nie mogę uwierzyć, że należę do jakiejś mniejszości. Powinniśmy chyba zawalczyć o swoich przedstawicieli w sejmie!

0 thoughts on “Ja, przedstawicielka mniejszości, świętuję”

      1. A za mną chodzi Sakowicz – polecam!
        Miałam poczytać na urlopie ale za szybko minął a teraz dopadła mnie szara rzeczywistość i znajdź tu człowieku czas na delektowanie się książką!

    1. Ja mam fazę! Na taką jedna pisarkę.. czekaj jak jej było..
      a już wiem .. SAKOWICZ! 😀

      Lubię wszystko i nic.
      Misz masz-ale niepodzielnie rządzi u mnie Mistrz i Małgorzata 😀

  1. Najdłuższą fazę miałam na Chmielewską i Agatę Christie. Pierwsze wzruszenia przechodziłam z Danielle Steel. Przenosiła mnie ona do innego lepszego świata, choć wielu powie, że to literatura niskich lotów. Uwielbiałam jako młoda dziewczyna Musierowicz i Szwaję. A największą moją fascynacją była Ania z Zielonego Wzgórza.

    1. Literatura „niskich lotów” też jest ważna. Nie zawsze chce się czytać poematy, czasami potrzebujemy prostych wzruszeń. 🙂
      A ja właśnie „Anią z Zielonego Wzgórza”nigdy się nie fascynowałam, lubiłam, owszem, ale kompletnie nie rozumiałam zachwytów. W tym czasie bardziej mnie porywał Juliusz Verne. 🙂

      1. Oprócz imienia mamy podobne „przejścia” czytelnicze 😉
        „Anię” mam w całości i lubię wracać. Podoba mi się jej poczucie humoru i opisy społeczeństwa na przełomie XIX i XX wieku. Niektóre postacie są świetne! Trzeba wziąć poprawkę na epokę i nie marudzić, że Ania nie zrobiła kariery jako pisarka, tylko „utknęła” jako żona wiejskiego lekarza i matka sześciorga dzieci (jakoś nie podobało się to twórcom filmu i wysłali Anię na wojnę ;))
        Gdybym tylko miała czas na czytanie książek! 🙁

          1. O, a do syna trafia jeszcze Verne? Bo dla dzieciaków to już „starocie”. Dzisiaj młodzież chyba fascynuje się fantasy.

          2. Przeczytał „Podróż do środka ziemi”. Fantasy? Nie wiem, czyta rzeczy w stylu Tolkiena albo kronik Narnii, sagę mitologiczną Riordana (ja też wsiąkłam), i takie tam. Dobrze, że w ogóle czyta!
            Młodsze też lubią, na szczęście. Średnia chce, żeby jej czytać przed snem. Mała sama „czyta” sobie książeczki. Dobrze się zapowiadają 😉

    1. Ha, ha 🙂 Pięknie brzmi, aż parsknęłam w monitor. 🙂 🙂 Ale serio, to fajnie by było, żeby ktoś (oprócz mojego męża) miał na mnie fazę. 🙂 😉

  2. Nie będę raczej jakaś wyjątkowa, gdy napisze, że jedyną książką, do której wracam i której jestem wierna od szkoły podstawowej (chyba od siódmej, a może od ósmej klasy) to „Mały Książę” (zawsze jednak mam dylemat, czy na końcu tytułu powinnam napisać e, czy może jednak ę).

    Co do reszty, to wszystko czytam o ile uznam, że jest dobrze napisane, czyli w sposób w jaki lubię. Łatwiej jest mi wymienić to czego nie jestem w stanie czytać. Bo takiego np. Sienkiewicza niestety czytać nie jestem w stanie. Zwyczajnie, najnormalniej, po kilku stronach mózg mi się wiesza i nie rozpoznaje literek.

    Przez lata czytałam wiele książek naukowych (lub pretendujących do tego miana), z racji musu i przymusu, z różnych dziedzin na dodatek… i mi to zostało, gdyż teraz, nawet jak nie muszę, to jakieś dyrdymały, typu rozprawy doktorskie, albo badania „naukowe” sobie przeglądam, zmieniła się tylko dziedzina „z muszę” na „chcę”.

    A dla relaksu, uwielbiam lekkie fantasy. 🙂

    1. A ja Sienkiewicza swojego czasu pochłonęłam. Mój tata jest jego fanem, więc kiedyś jak byłam chora (a miesiąc leżałam w łóżku), to przeczytałam, bo u nas w domu nie wypadało gardzić Sienkiewiczem. 🙂

  3. Fascynacji książkowych była cała masa 🙂 Kiedyś tam Lucy Maud Montgomery (dziewczęce fascynacje – wiadomo!). Lalkę Prusa to naprawdę przeczytałam chyba ze 20 razy. Wracam do tej książki co jakiś czas i chyba ją zabrałabym w pierwszej kolejności na bezludna wyspę. Był czas Whartona, Johna Irvinga, Hemingwaya też 🙂 Od kilku lat pochłaniam i zgłębiam polską literaturę, zarówno tę współczesną jak i moją miłość – okres międzywojenny – Gałczyński i Tuwim są dla mnie niewyczerpanym źródłem inspiracji do tworzenia programów artystycznych z młodzieżą.
    Dobrego dnia życzę wszystkim – z książką 🙂

  4. Wiele z cytowanych wyżej książek wywoływało u mnie fascynacje w różnych okresach życia. Jest jedna do której wracam jak chcę sobie poprawić nastrój to „Błękitny zamek” Lucy Maud Montgomery. Pierwszy raz słuchałam tej powieści w radio, czytanej chyba przez p. Martę Lipińską. Potem udało mi się ją kupić. W tej chwili jest zupełnie zaczytana (część kartek wypada). Dodam, że nikomu jej nie pożyczam, inne książki tak, tej nie.

  5. Ponadczasową i totalną miłością darzę „Mistrza i Małgorzatę” (pamiętam dokładnie gdzie kupiłam swój pierwszy, własny egzemplarz) i „Idiotę” Dostojewskiego. Poza tym jak każdy czytelnik mam fazy. Zaczytywałam się Chmielewską i Christie, Tołstojem, Gałczyńskim,Murakamim, Marquezem i Cortazarem, a nawet Karolem Mayem. To, co ominęło mnie szerokim łukiem to Ania z Zielonego Wzgórza w dzieciństwie i „50 twarzy Greya” w dorosłości. Obu nie żałuję :-). A przy okazji z tego co pamiętam „Teleny” jest przypisywany Wilde’owi, ale pewności nie ma. Też zresztą mi się nie podobał, ale nie ze względu na temat tylko nadęty styl. O książkach mogłabym bez końca…

    1. A mnie właśnie, jeżeli chodzi o styl, to „Teleny” się podobał, tematyka trochę mnie przerosła. 🙂 O, zapomniałam o Dostojewskim, którego też uwielbiam. Jeszcze Nabokow! Oj, można by wymieniać bez końca. 🙂

  6. Tak się zastanawiałam czy napisać komentarz czy nie, bo zazwyczaj nie zostawiam śladów mojej obecności ;). Ale książki uwielbiam i czytam je zdecydowanie za szybko. Uwielbiam kryminały i fantastykę, ale też lubię od czasu do czasu przeczytać ksiazki obyczajowe. Tytułów ulubionych mam zbyt duzo, żeby wymieniać, a też lubię wracać do przeczytanych książek. Niedawno przeczytałam Pani książkę Szepty dzieciństwa i dobrze mi się ją czytało, zmusiło do refleksji, a niedługo zabiorę się za Zlodziejkę marzeń.
    Pozdrawiam!

  7. Wczesną młodość poświęciłam Krystynie Boglar,Krystynie Siesickiej,Irenie Jurgielewiczowej,Ewie Lach,Małgorzacie Musierowicz,Natalii Rolleczek….Długo by wymieniać 🙂 .Potem i do teraz Chmielewska,Pilipiuk….i hmmmm.,kurcze-jak jej było ?A!Sakowicz 🙂
    Ale często czytam jakieś pożyczone książki i zdarza się że nawet nie zapamiętam autora.Wiem,że mój gust nie jest jakoś nastawiony na poezję ,tematykę międzywojenną -ale ja potem nie śpię jak się o tragediach naczytam 🙁 .

  8. Ja mam różne fazy odnośnie czytania. Najbardziej lubię kryminały, książki obyczajowe, historyczne i biografie. Czytam dużo. Przez ostatnie 4 lata dużo obracam się również w literaturze dziecięcej 🙂 Też jestem w mniejszości ale tak sobie myślę, że niebawem będziemy większością 🙂

  9. A ja jestem stała w moich gustach, jak mam coś ulubionego – książki, muzykę, filmy, to na długie lata 🙂
    P.S. Muszę Ojcu na Szczycie o tym dniu książki powiedzieć, chyba jakiś prezent się z tej okazji żonie należy 🙂

    1. A ja szykuję dzisiaj niespodziankę dla męża. 🙂 🙂 (Oczywiście sama dla siebie też mam prezencik – mam nadzieję, że kurier dziś dotrze). 🙂

  10. Właśnie wrócilam z biblioteki z książkami dla córki-to jest prawdziwy mól książkowy! Ja nie mam chyba ulubionych autorów, czy książek. Lubie bardzo nasze rodzime publikacje. „Szepty dzieciństwa ” leżą spokojnie na półeczce i czekają na mnie 🙂

  11. Powinniśmy- tyle, że w sejmie chyba nie ma takich jak my. Chora miłością uwielbiam książki Stephena Kinga- te straszne, nie te fantasy. Mam ich z 50 i zbiór wciąż rośnie, mam słabość do Jonthana Carrola, Chmielewską lubię ale tylko wczesną. Dobry serial też jest mi bliski ale taki na prawdę dobry, nie telenowela. No Żółta Tabletkę lubię- wytrzęsła ze mnie duszę:-)

    1. Fakt, że czasami zdarzają się dobre seriale. Co prawda nie oglądam, bo nie mam czasu, ale podobno można też je oglądać w necie, więc może kiedyś zasiądę do jakiegoś. 🙂
      I cieszę się, że udało mi się z Ciebie wytrząsnąć duszę. 🙂 🙂

  12. Ja nie czytam teraz tak dużo, jakbym chciała – wcale nie dlatego, że nie mam czasu, po prostu za dużo jego pochłania mi internet… Z drugiej strony – w tym internecie to też dużo ciekawych rzeczy piszą, można pooglądać filmy o potworach z oceanicznych głębin (mam na myśli prawdziwe zwierzęta, nie krakena 😉 ), blogi poczytać, ze sztuką wizualną się zapoznać… Wszystko więc zależy od tego, jak kto z sieci korzysta.

    Jeśli chodzi o książki – czytałam od najmłodszych lat. Ponoć już w wieku czterech lat umiałam czytać proste książeczki dla dzieci. Na wakacjach czytałam lektury potrzebne do następnej klasy (a potem na lekcjach się nudziłam). Pierwsze moje ulubione książeczki, przeczytane po kilkadziesiąt razy: „Dziennik pierwszoklasistki”, „Przygody Filonka Bezogonka”, „Dzieci z Bullerbyn”. Potem płakałam podczas czytania „Chłopców z Placu Broni”. Do Sienkiewicza się musiałam bardzo zmuszać, zupełnie mi się nie podobał. Z perspektywy czasu wiem, że to wyśmienity pisarz, ale i tak nie chcę do niego wracać (podobnie mam z paroma innymi klasykami).

    Podstawówka i gimnazjum: przeczytałam jednym tchem serię książek o Ani Shirley oraz kilka powieści Verne’a, z biblioteki tonami wypożyczałam przygodowe kryminały/horrory dla nastolatków i romansidła dla młodych kobiet. Potem coraz częściej wybierałam poezję. W liceum lektur czytałam coraz mniej (bunt nastoletni 😉 ), choć zdarzyło się kilka, które mnie zafascynowały, jak „Mistrz i Małgorzata”, „Dziady cz. III” czy „Ferdydurke”.

    Pasjami za to pochłaniałam Agathę Christie, trochę Jonathana Carrola, dużo Stephena Kinga. Teraz najbardziej lubię biografie, książki popularnonaukowe („Jak dawniej leczono(…)”, „Ziołowy zakątek(…)”).

    Do tej pory zawsze śmiało twierdzę, że moją ulubioną książką jest „Mały Książę”, a ulubioną poetką – Halina Poświatowska 🙂

    Pozdrawiam,
    Ewa

    1. To jest właśnie dziwne, że wiele osób wskazuje szkołę średnią jako kryzys czytelniczy. U mojej córki też to zaobserwowałam, ale niestety w liceum nienawidziła polskiego. 🙁 A wcześniej to był ulubiony przedmiot.
      Pozdrawiam również 🙂

  13. Czytać lubię i często zarywam noce. Dzięki Fb i różnym blogom wiem „co w trawie piszczy”. Ostatnio mam fazę na Ałbenę Grabowską i Sakowicz (Szepty mnie zauroczyły). Wracam chętnie do Dżumy i Mistrza i Małgorzaty … Moje dziecię ma fazę Świnki Peppy… W księgarni od razu mamę prowadzi do odpowiedniej półki 😉

  14. Pierwsza fascynacja: Alfred Szklarski. Pisałam nie raz i pewnie nie raz napiszę: to dzięki nie mu przeszłam od razu z abstynencji w nałóg. Wszystkie Tomki (z wyjątkiem grobowców faraonów) i trylogię Złoto Gór Czarnych przeczytałam. Jemu zawdzięczam pierwszą swoją literacką (i chyba nie tylko) fascynację – Indianie Północnoamerykańscy.
    Tak zupełnie ostatnio: wszystko co się da o PI i o islamizacji Europy. A jeśli idzie o czytanie uszami to zgłębiam twórczość Pratchetta.
    O innych fascynacjach mogłabym dużo… chyba nawet za dużo jak na cały wpis na blogu by było.
    I takie pytanie dotyczące Wilde’a: jesteś pewna, że Teleny to jego? Opinie są sprzeczne a sam Wilde się nigdy nie przyznał do autorstwa. Przynajmniej mnie nic o tym nie wiadomo. Niektórzy twierdzą, że „toż to oczywiste, że to Wilde”, inni – „przecież od razu znać, że to nie on”. Sarasti: „Sprawia wrażenie, jakby kto „pisał Wilde’m” ewentualnie jakby Wilde był współautorem. Jeśli jednak jest to jego powieść, to jak na niego wyjątkowo słaba”. Oczywiście „słaba jak na Wilde’a” nie oznacza, że słaba w ogóle, bo jak na porno, to bardzo dobra… Lepsza do deSade’a no i oczywiście nieporównywalnie lepsza od Christiana Greya.

    1. Pewnie, że nie jestem pewna, ale zakładam, że on. I masz rację, że jak na porno to bardzo dobra. 🙂 Fakt, że też mi jakoś nie pasowała do Wilde’a, ale książkę wydają z jego nazwiskiem, więc przyjmuję, że on. 🙂
      I prawda, że o książkach można by długo. 🙂 🙂

      1. Ja się raczej przychylam do stanowiska jednego z moich znajomych, też miłośnika i znawcy literatury: jeśli autor nie przyznaje się oficjalnie do jakiegoś dzieła, to też nie zaliczam rzeczonego dzieła do jego dorobku.

        1. No, prawda, ale co zrobić, jak autor dawno nie żyje i głosu nie ma, a książki wydawane są z jego z nazwiskiem? Umownie można przyjąć chyba, że on to on. 🙂

  15. Nie mam za dużo czasu na czytanie dla siebie :(. Ze względu na wiek córki- 13 lat i ostatni jej wybór (koleżanka jej pożyczyła Greya :O bo jej mama mówiła, że dobra :O) wprowadziłam cenzurę i pierwsza czytam książki. Wróciłam więc rykoszetem do lektur dla nastolatek, ostatnio chyba z 15 tomów Zwiadowców, ze 4 tomy sagi Zmierzch (też nie byłam przekonana czy powinna) no i dziękuję Bogu, że czasami słucha moich podpowiedzi. Teraz zaczęła czytać po kolei Musierowicz, potem może Szweję spróbuję „podłożyć”. Przede mną leży „Gone” ale nie mogę się przybrać 🙁 w przerwie ogarnęłam Dziewczynę z pociągu…

    1. Ha, ha 🙂 To kiedy moja córka sięgała po „Zmierzch” (gimnazjalistka jeszcze wtedy), też przeczytałam, by wiedzieć, co czyta. 🙂 🙂 I u niej podobnie, potem była faza na Musierowicz. 🙂 „Gone” też przeczytałam, bo córcia też się fascynowała. Polecam też trylogię: „Atramentowe serce”, „Atramentowa krew” (o ile nie pomyliłam tytułu) i „Atramentowa śmierć”. Świetna lektura dla młodzieży. Sama pochłonęłam z przyjemnością. Opowiada między innymi o „wyczytywaniu” i „wczytywaniu” postaci z i do książek. 🙂

  16. Ja w kwestii chyba formalnej. Rozumiem, że mamom coś się od życia należy, ale tatusie to co? Sroce spod ogona wypadli?
    Całe szczęście, że Szwejk mnie ukształtował, bo inaczej byłoby mi przykro…

  17. o rany: Chmielewska. Irving, Steinback, King,
    yyyyyyy lubie ćzytąc, i to w roznych gatunkach i kierunkach 😀
    😀
    – Męzu wymień pisarzy, których mamy na półkach!
    – King, Orwell, Sakowicz, Lem, Dostojewski, Wiśniewski, Tołsoj,

    Tak,to co jest na naszej półce to jest naj dla nas

    :DDDD

    (ps. dostałam zakaz kupowania kksiązek, mam się przerzucić na ebooki ….a ja taka stara tradycyjna jestem ,,,,buuu:P 😀 )

    1. Ha, ha 🙂 Ale mi zapewniliście sympatyczne towarzystwo. 🙂
      Ja niektóre książki też kupuję w wersji elektronicznej, szczególnie kryminały, bo je zawsze czyta się tylko raz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *