Latające Jajo i Kura nielotka

Każde jajo z czasem zechce polatać. Jak już tylko lekko skrzydełka przez skorupkę się przebiją, to fruuu. A moje osobiste Jajo to już w ogóle ma owsiki w tyłku, skrzydła jak u orła, więc ciągle gdzieś lata w poszukiwaniu swojego miejsca na świecie. Była już na Wyspach, odwiedziła też kraj skandynawski, a teraz niesie je jeszcze dalej. Oczywista oczywistość, że trzeba sprawdzić różne możliwości, zanim się będzie wiedziało, czego się chce, więc studia w planach są dopiero w październiku. A obecnie?

Obecnie Jajo odbyło staż jako grafik komputerowy, doszlifowało angielski, że mucha nie siada, zaczęło też uczyć się japońskiego, a przede wszystkim popracowało kilka miesięcy, by zarobić na wyjazd do USA. Wcześniej dwa miesiące było w Londynie. Takie to światowe to moje Jajo. Oczywiście mnie włosów siwych na głowie przybywa z prędkością światła. A wylot do Kalifornii to dla mnie to samo, co wylot na Marsa.

Wczoraj właśnie odbyłyśmy misję. Pojechałam z Jajem do Warszawy. Tam Jajo ustawiło się w ogonku i czekało na rozmowę w ambasadzie. Całe się spociło ze strachu, zbladło, oczy doznały dziwnego wytrzeszczu, ale na szczęście Jajo nie zemdlało, nie padło też trupem przed wejściem. A ja w tym czasie razem z innymi „wspierającymi” stałam pod daszkiem i szczękałam zębami, bo akurat zimno i mokro było przeraźliwie. Obok mnie dreptało w miejscu małżeństwo. Trochę się w tym dreptaniu i czekaniu zintegrowaliśmy. Z rozmowy wynikało, że ich osiemnastoletni syn stara się o wizę, a oni stoją tu i trzymają kciuki, by… jej nie dostał i lekko mu się noga powinęła w realizacji planów (aż chciałam zapytać, czy na mszę w tej intencji dali jak Pawlak).

– Dostanie, ja ci mówię, jak na złość dostanie – mówi matka.

– Eee tam, na pewno palnie coś głupiego, na bank – odpowiada ojciec. – Zobaczysz, nie poleci.

A ja sama nie wiem, za co trzymałam kciuki, czy żeby Jajo leciało, czy żeby zostało. Jednak przyznam, że sprytnie sobie to wszystko obmyśliło, kasę samodzielnie uciułało, więc szkoda by było. A niech leci! Tylko serce jakoś tak dziwnie coś ściska. Małe to było, krakowiaczka z przytupem tańczyło, a teraz co? Latać się zachciało? Ja Wam mówię, ciężki jest żywot rodzica. Bardzo ciężki. Gdyby mógł, to sam siebie by w roli spadochronu doczepił do pleców swojej latorośli, ale się nie da, więc niech leci na tych wątłych skrzydełkach, które chcą być orle, i wraca szczęśliwie (ocieram łezkę). A kura? A kura nielotka będzie czekać w domu z gorącymi gołąbkami i własnoręcznie ulepionymi pierogami…

0 thoughts on “Latające Jajo i Kura nielotka”

  1. Jajo rozwija skrzydła ale wróci do Mamy, bo kto najlepiej zrozumie Jajo? A przy okazji wszechstronnie się rozwinie. Trzymamy kciuki i za Jajo i za Kurę!

  2. Z Kalifornii do Warszawy podrużuje sie ok 15 godzin tyle co kiedyś pociągiem z Krakowa do Świnoujścia, a potem to juz tylko Pendolino i w domu. Co to dla młodego Jaja?

    1. Jajo wymyśliło wylot z Gdańska z przesiadką w Monachium. Fakt, że jak człowiek młody, to co to jest te kilkanaście godzin w samolocie. A w sumie kiedy ma podróżować, jak nie wtedy, gdy młody i bez zobowiązań. 🙂

  3. Jak wczoraj wrzuciłaś zdjęcia z Warszawy to ja takie przeczucie miałam, że Jajo się w świat wybiera. Mi do takiego momentu zostało jeszcze trochę, ale już się boję co moje dziecię wymyśli 😉

  4. Oj, mam nadzieję że dostała wizę i poleci. Ja, akurat, mam same miłe wspomnienia z ambasady w Warszawie. Kalifornia jest piękna i jest mnóstwo do zobaczenia i naładowania sie energią na zapas. Trzymam kciuki!!!

    1. Jest zgoda na wizę. Trafiła akurat na bardzo sympatyczną panią, ale jak czekałam na nią, to niektórzy wychodzili lekko podłamani. Kobieta nie dostała wizy, a chciała lecieć do córki. 🙁

  5. Jajo musi pamiętać że i tak najważniejsza jest weryfikacja przy przylocie. Wiza wizą a wpuścić nie muszą. Ale Jajo po mamie sympatyczne więc sobie da radę 😀

  6. koniecznie trzeba wspierać takie jajo, trzymać kciuki i w ogóle. jajo, które jest ciekawe świata, które już na starcie potrafi zadbać o swoje finanse jest jajem złotym, któremu trzeba pomóc, by wzniosło się na swoich jeszcze wątłych skrzydełkach.
    tyle się teraz czyta o młodzieży, której tak bardzo się nic nie chce, która najlepiej gdyby otrzymywała wszystko za samo siedzenie przed komputerem i klikanie na smartfonie/ajfonie i to najlepiej via ekran, że przy nich Twoje jajo wydaje sie mieć zadatki na jakieś mityczne stworzenie.

    1. Ha, ha 🙂 Najpierw, jak usłyszałam o roku przerwy w nauce (pomiędzy maturą a studiami), to prawie na zawał zeszłam, jednak teraz widzę, że miało to sens. Lepsze to niż wybieranie na chybił-trafił jakiegoś kierunku. To w sumie jest dobrze wykorzystany czas. 🙂

  7. O cholibcia! Z jednej strony cudownie, że córka Ci wyrosła na taką zaradną, ambitną kobietę, ale z drugiej….sama mam córkę i wiem, że serce może mocno trzepotać w takiej sytuacji! Choć moja ma dopiero nieco ponad sześć lat….. Ja nigdy nic tak odważnego nie zrobiłam i gdyby ona w przyszłości się zdecydowała…ze ściśniętym sercem, ale ….puściłabym ją 🙂

    1. Ja też niewiele odważnych decyzji podjęłam, w sumie chyba tylko dwie i z perspektywy czasu wiem, że czasami warto zaryzykować. A w sumie jak dziecko dorosłe, to „puścić” raczej chyba się powinno, jak jeszcze samo sobie uciułało. 🙂 🙂

  8. I tu się zgadzam całkowicie z Tobą. ciężki jest los rodzica. Serce się ściska.

    Jakoś to doskonale rozumiem.

    Życzę córci dużo szczęścia i powodzenia!!! Brawo!!!
    Niech się świetnie bawi i rozwija swój talent.
    Damy radę.

  9. I w taki sposób Jajo staje się Kurą 🙂
    Kalifornia jest cudna, więc i zdjęć dostaniesz gromadę. A, że nerwów przy okazji trochę, ehh taki los Rodziców 😉

  10. Oj, no CUDNIE 🙂 Żałuję, że nie mam 10 lat mniej i nie mogę tak sobie wybierać między studiami, wymianami studentów itp. To otwiera wiele drzwi, bo jak sama widzisz w Polsce nie jest dobrze…Fajnie, że jest taka odważna, świat będzie dla Niej przystępniejszy 🙂 A Ty, Aniu troszkę potęsknisz a Jajo wróci 🙂

    1. To prawda, że ma fajny czas, bo się okazało, że w Stanach są pieniądze na utrzymanie takich „prawie” studentów, którzy nie mogą się zdecydować i taki rok przerwy w nauce jest bardzo popularny. Z perspektywy czasu stwierdzam, że to nie był zły pomysł, bo i tak nie wiedziała, na jakie chce iść studia. 🙂

      1. własnie, w Stanach to normalka, że się robi taki rok przerwy na przemyślenie co się chce robić w życiu. I jak wcale nie jestem entuzjastką naśladowania wszystkiego, co amerykańskie, tak tutaj podpisuję się pod tym rękoma i nogami 🙂

        1. Pewnie to zależy od człowieka, bo jeżeli jest pewien, na co chce iść, to może bez przerwy. Moje Jajo jednak było niezdecydowane. Rozważało grafikę, ale po kilku miesiącach stażu już wie, że to nie to, co chciałoby robić przez całe życie. 🙂 🙂 Teraz sama uważam, że rok przerwy to był genialny pomysł, choć wcześniej prawie na zawał zeszłam. 🙂 😉

  11. Witam.
    No i pomyśl – wyturla się Jajo, a powróci – Kurczę!
    Albo i Orlę.
    Czy to nie brzmi dumnie?
    Życzę wytrwałości Twojemu Jaju i Tobie.
    Pozdrawiam. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *