Kobiety (nie)walą w ryj

Niedawno w telewizji śniadaniowej, bo jako przyzwoita kura domowa taką telewizję od czasu do czasu oglądam, odbyła się dyskusja na temat wyników badań jakiejś amerykańskiej pani profesor. Podobno okazało się, że najbardziej agresywne kobiety, to Polki. Nie wiadomo, czy badała Polki mieszkające w Ameryce czy w Polsce. Ale czy my, polskie kobiety faktycznie jesteśmy takie złe? Nasza agresja podobno też nie polega na waleniu w ryj (nie mówimy o gimnazjalistkach oczywiście), ale długofalowym „podgryzaniu”. Chociaż ja muszę przyznać, że raz miałam ochotę przyłożyć swojej koleżance, na szczęście mnie przytrzymano, bo zamiar był całkiem poważny. No, ale na karby młodości „durnej i chmurnej” mogę to zrzucić, dzisiaj już zupełnie spokojny człowiek ze mnie. Podgryzać też mi się nie chcę, za dużo wysiłku.

Mama zawsze mnie uczyła, że koleżankom nie można ufać. A ja słucham mamy. No, oczywiście mam przyjaciółki (chociaż lepiej, jakbym użyła liczby pojedynczej, by nie nadużywać tego słowa), którym wierzę, ale myślę, że u każdego człowieka jest jakiś zdrowy odruch zachowania przynajmniej leciutkiego dystansu.

Czy my potrafimy być solidarne? Moje jajo kilka razy rzuciło hasło dotyczące solidarności jajników. Oj, to chyba lekka przesada. Dlaczego my tak bardzo chcemy tę naszą solidarność manifestować? To podejrzane, bo czy ktokolwiek słyszał o solidarności jąder? Zresztą faceci mają prościej, jak coś im nie pasuje, dadzą sobie po twarzy i idą na piwo. My – kobiety obrażamy się śmiertelnie i wtedy knujemy. A knuć potrafimy, oj potrafimy.

Ponadto nic tak nie cieszy, jak nieszczęście koleżanki, na przykład nadwaga (bo to dla nas już nieszczęście). Prawda? Niby radzimy, pocieszamy, że świetnie wygląda, a w duszy chichoczemy z radości, że jest grubsza od nas. I w sklepie niby tak niechcący podsuwamy jej do przymierzenia spodenki w rozmiarze dużo za małym. A potem: „Ojej, nie martw się, poszukamy większych”. I na urodziny przynosimy jej największe opakowanie czekoladek, jakie znalazłyśmy w sklepie. A co? Niech jej idzie w biodra!

Żeby zbadać temat agresji wśród kobiet dogłębniej, poszperałam na forach internetowych, by sprawdzić, jak z tą agresją jest. Oniemiałam z wrażenia. Wpisy niektórych pań budzą zgrozę. O, jak ja sobie wzbogaciłam słownictwo podczas czytania dyskusji na forach… Możecie tylko pozazdrościć.

A może kobiety mają problem z własną osobowością? Tak bardzo wymaga się od kobiety, by była silna, niezależna, robiła karierę i do tego jeszcze zajmowała się dziećmi. A jak temu nie może podołać? Bo przecież ma prawo. To co? Gorsza jest?

My kobiety nabieramy coraz bardziej męskich cech, musimy przebijać się w tym przecież ciągle męskim świecie. I jak tutaj się nie denerwować? A wiadomo, potem trzeba na kimś to rozładować. Moja babcia miała taką sąsiadkę. Bardzo niską kobietę, której mąż natomiast był bardzo wysoki. I ona go biła, jak ją wkurzył. Przynosiła taboret, a on karnie czekał, właziła na mebelek, a potem mężowi z liścia tyle razy, na ile zasłużył. Taka agresywna kobieta to była. Cała kamienica o tym mówiła. Niby to wieki temu było, a wystarczy sprawdzić statystyki. Przemoc kobiet wobec mężczyzn rośnie. A może my tak odbijamy sobie wieki traktowania nas jak istoty gorsze? Może…, kto wie. Z tego wynika, że jednak na początku wpisu nie miałam racji. W ryj też dajemy częściej niż kiedyś… A pamiętacie bohatera filmowego, który prawie płakał, mówiąc, że kobieta go bije? Moja mama mojego tatę też straszy: „Chcesz z liścia?”, „Chcesz kopa?”, „Chcesz z łokcia?” (zależy co przeskrobie). Ale nigdy jeszcze nie chciał…

* zdjęcie z Wikipedii

0 thoughts on “Kobiety (nie)walą w ryj”

  1. Coś w tym jest, że widzimy w kobietach rywalki… dlatego bardzo się cieszę, że pracuję w takim miejscu, w którym otaczają mnie głównie mężczyźni… 😉

    Ja do mojego Piotrka mówię : „Chcesz fangę?!” Też się jeszcze nigdy nie skusił 😉

  2. W jednym się z Tobą nie zgodzę.Ups…mam nadzieję,że nie dasz mi w ryja?:)

    Piszesz:”Tak bardzo wymaga się od kobiety, by była niezależna, robiła karierę i do tego jeszcze zajmowała się dziećmi. „.Nie zgadzam się z Tym stwierdzeniem,ponieważ obsewruję,ze to kobiety same się do tego garną.Chcą robić karierę,mieć dzieci,a potem dają je nawychowanie rodzicom,by dalej robić karierę.A potem szczyci się taka jedna z drugą,że jakie to one biedne sa,bo tu dziecko,tam praca(czytaj kariera).Kobiety same chcą być niezależne.
    Jeśli natomiast chodzi o to,że od kobiet wymaga się by były silne,to jest to na 50% prawda.Bo często się zdarza,że partner(mąż)rodzina chce,żebyśmy były silne i twarde,ale naturalnie są sytuacje,które nas przerastają,nie dajemy sobie z nimi rady.
    Często też to właśnie kobiety,same od siebie chcą być silne,chcą pokazać,że one sobie poradzą,że nie ma dla nich trudnych sytuacji.

    „Baby,ach te baby,czym by bez nich był ten świat…”;)

    1. Same chcą, owszem, ale to często wynik nacisku (takiego nawet podświadomego), chęci zaimponowania, ambicji, mody itp.

    2. Osobiście sama nie chciałam…
      ale niewiele miałam do powiedzenia, kiedy moją ośmiomiesięczną córeczkę dawałam do żłobka. Kredyt, utrzymanie – z jednej pensji nie do wykonania! Więc nawet jakby ktoś ode mnie wymagał (kto? nie bardzo wiem, bo chyba nie mąż) robienia kariery, to gdybym miała mozliwość, to sama zadecydwałabym czego chcę. Dla większej jasności dodam, iż swoją pracę lubię, i prędzej czy poźniej bym do niej wróciła, ale może nie tak szybko. Teraz czekam na drugie jajo, wyklucie na dniach, i wiem, że też pójdze w ślady siostry drogą żłobkową, i to nawet wcześniej, bo wtedy jeszcze nas było stac na 3 miesiące wychowawczego, a teraz nie ma najmniejszych szans (roczny urlop mnie najprawdopodobniej ominie – jestem matką I kwartału).
      Jeszcze jedno napiszę, może juz niekoniecznie na temat, żłobek nie taki zły, córcia zadowolona, nie wiem czy sama w domu bym jej wymysliła tyle atrakcji ile ma tam (sądzę, że nie). Zdecydowanie wolę żłobek niż opiekunkę np.
      I jeszcze jedno, ostatnie już, nie szczycę się (albo nie żalę) przed nikim, że ja tu ona tam, takie życie, każdy ma „jakieś”.

      1. Moja córcia też ma za sobą żłobek i przedszkole. Znosiła to bardzo dzielnie. Ale teraz czasami się śmieje, że innych rodzice kochali i nie oddali ich do żłobka. Na szczęście żartuje. Musiałam pracować i chciałam. Kochałam swoją pracę. Ale z czasem człowiek się wypala. I praca coraz mniej cieszy. Też nie wyobrażam sobie siedzieć w domu przez całe życie. Dałam sobie rok na odpoczynek, potem szukam pracy. Ale takie zwolnienie, zatrzymanie uczy. Tu, w domu zauważyłam, że trochę żałuję, że nie posiedziałam tak, jak moja córcia była mała… I zauważyłam, jak bardzo demonizuje się „bycie kurą domową”. 🙂

  3. Kobietki, ale o jakiej karierze wy mówicie? takich karierowiczek może jest jakiś mały procent. Większość kobiet pracuje, bo musi. Nie stać ich na siedzenie w domu, jakiejś emerytury też kiedyś wypadałoby się dorobić… Ja osobiście emerytury nie będę miała nigdy, mogłabym nawet nie pracować, jakoś dalibyśmy sobie radę. Jednak dobrze jest mieć jakieś własne pieniążki, z których nie trzeba się nikomu spowiadać.
    Co do agresji: niektóre nie tylko, że agresywne, to jeszcze bezczelne! W ubiegłym roku znajomego mojego kuzyna pobiła konkubina. Śmiał poprosić ją, żeby posprzątała! Mieszkają w przyczepie, jakieś 30m2… Tak go pobiła, do spółki z 12-letnim synem (jej własnym), że miał złamany nos i wstrząs mózgu, Zostawiła go nieprzytomnego i pojechała na policję założyć mu niebieską kartę. On schronił się u kuzyna, który w nocy zawiózł go do szpitala.
    Śmiem twierdzić, że ta agresywność zależy też od wykształcenia kobiety…
    Muszę lecieć odebrać starsze jajo ze szkoły…

    1. Pewnie też… Ale uśmiałam się z tej kobiety. Niezła 🙂 A kariera karierze nie równa. Fakt, że nadużywa się tego słowa. Bo dla każdego znaczy co innego. Mnie się kiedyś wydawało, że w swoim zawodzie zrobiłam „karierę”. Teraz widzę, jakie to bez znaczenia było. A fakt, że dobrze pracować, by też mieć poczucie niezależności. Druga rzecz, że z jednej pensji trudno wyżyć 🙁 Ja teraz odpoczywam, łapię nową energię, ale jak ruszę w rynek pracy, to jak rekin…!!! 😉

      1. Powodzenia, rekinie! 😉

        Niestety, temu facetowi chyba raczej nie chciało się śmiać. No i najgorsze, że mają też wspólną córeczkę, coś koło roku (teraz). Ona poszła gdzieś do domu samotnej matki z obojgiem dzieci, nie wiem czy ojciec będzie miał jakieś szanse na widywanie albo opiekę nad dzieckiem. (Ciekawe, czy w domu samotnej matki pozwolą jej kręcić papieroski dla syna…)

    2. Napisałaś:”Większość kobiet pracuje, bo musi. Nie stać ich na siedzenie w domu”…to chyba ja wokół siebie niestety mam inne towarzystwo.Mam taką koleżankę,która w maju wyszła za mąż.Nabrali kredytów:na kupno mieszkania i remont oraz na ślub.Remont przecież musieli zrobić „wypasiony”i wszystko na raz.Ta koleżanka żyć nie może bez pracy-sama to przyznała.Chce mieć dziecko,a najlepiej odrazu dwójkę(jednak jest z jednym w ciąży),parę miesięcy z nim posiedzieć w domu i do pracy.Na wczasy też jeżdżą i to za granicę ostatnio był Egipt-2 tygodnie!I wybacz,ale nie uwierzę, że ona pracuje,bo musi,bo jej nie stać na siedzenie w domu,skoro stać ich na wczasy za granicą,na remont wypasiony,na kilka dni na nartach co jakiś czas i jeszcze kilka „wypadów” dla przyjemności.I nie przemawia za mną zazdrość,bo nie zazdroszę nikomu życia z kredytami ponad 20 lat,albo więcej.Poprostu nie pojmuję sposobu myślenia ludzi w dzisiejszym świecie.

    3. „takich karierowiczek może jest jakiś mały procent. Większość kobiet pracuje, bo musi.”- to prawda, kobiety to w większości lenie, jakby mogły to by tylko siedziały w domu, oglądały seriale i pasożytowały na mężu wyciągając do niego ręcę po pieniądze. Zero ambicji.

    1. Znosi to dzielnie, nawet humor mu dopisuje. Chyba w piątek będzie miał operację. Na razie jeszcze robią badania i czekają na profesora, który ma go operować.

  4. Taka nasza kobieca natura. Zamiast wykrzyczeć wszystko, podrapać się i później uspokoić, wolimy udawać, że wszystko jest w porządku, a w zaciszu domu już szykować laleczkę voodoo 😉

  5. A może to po prostu wasza kobieca natura (harpi, modliszek i żmij), którą przez wieki poskramiał kościół, wielodzietność i patriarchat. W czasach demokracji, internetu, rewolucji sexualnej i niebieskiej karty tłumiona ciemna strona kobiecości przebiła się przez pancerz na światło dzienne. 😉

    1. My nie mamy ciemnej strony! Kobiety to aniołki, które zstąpiły na ziemię dla was mężczyzn. 🙂 A rewolucja seksualna? Powinniście się cieszyć, że takie wyzwolone jesteśmy! 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *