O psich kupach będzie

Wiem, wiem, wiem. Miał być dzisiaj konkurs z tajemniczym gadżetem. Niestety gadżet nie dotarł, więc trzeba konkurs odłożyć. Szkoda bardzo, ale gadżet musi być, bo związany ze „Złodziejką marzeń”.

A jak jestem w temacie książek, to jeszcze jednym chciałam się z Wami podzielić. Czasami niektórzy mnie proszą o opowiedzenie jakiejś anegdoty związanej z książkami. Ostatnio mnie to zastanowiło, bo w sumie chyba nic takiego się nie dzieje, co można by uznać za anegdotę. Jednak dla mnie zawsze rewelacyjne są momenty powstawania pomysłów. Tak było ze sceną w sex-shopie w „Złodziejce” i tak ze sceną z „bydlakiem” w „Szeptach”.

dogJechaliśmy z Mężusiem samochodem, a w radiu leciała audycja o tym, jak to właściciele czworonogów nie sprzątają po swoich pupilach. Wypowiadały się różne osoby. Mówiono o „sprzęcie” potrzebnym  do sprzątania. A mnie wtedy nagle w głowie wyrósł wielki dog z biegunką. I jak nie parsknę śmiechem. Oczywiście, Mężuś już się przyzwyczaił, że ni stąd, ni zowąd mam głupawkę, ale dla innych mógłby być to sygnał, że trzeba wzywać karetkę. Na szczęście byliśmy sami w samochodzie. Rechotałam jak głupek, bo od razu widziałam, jak kobieta/facet (ze względu na gender obraz dokładnie się nie wykrystalizował) stoi z całym osprzętem w pogotowiu, by sprzątnąć psią kupę, a ten niestety ma biegunkę. Może się zdarzyć? Może. Przynajmniej teoretycznie. Nieprzypadkowo też w wyobraźni był to dog (ratlerek nie jest tak spektakularny). Zastanawiałam się jeszcze nad jakimś owczarkiem podhalańskim, ale chyba dog pasował idealnie. I jak takiej genialnej sceny nie wykorzystać w książce? No jak? A że Baśka ma sąsiada, któremu lubi dokuczyć, to niech ten sąsiad ma też doga. Z biegunką w dodatku.

Ostatnio koleżanka (Jolu, pozdrawiam) powiedziała mi, że kiedy poszła na spacer ze swoim wielkim psem i sprzątała nieczystości po nim, to od razu pomyślała: „Ania byłaby ze mnie dumna” (była świeżo po lekturze „Szeptów dzieciństwa”). I to prawda. Jestem dumna z każdego, kto sprząta. Przyznać się więc, kto jest w pełni odpowiedzialny za swojego pupila (i jego kupy). Ja z ręką na sercu mogę przyznać, że po swoim kocie zawsze sprzątam. Nie jest to miłe zajęcie, ale trzeba. Nutuś wtedy zawsze nadzoruje tę czynność. Siedzi obok kuwety i obserwuje. Pewnie w jego głowie rodzi się plan, że jak tak systematycznie TO zbieram, to naprodukuje jeszcze trochę, bo kiedy wsypię świeży piasek i ledwo zniknę za zakrętem, Nutuś usadawia swoje dupsko w samym środku kuwety.

Gdybym miała psa, też bym po nim sprzątała. Jestem tego pewna.

Tak jeszcze myślę, że jeżeli ktoś wrażliwy na nieczystości, to może powinien wziąć pod uwagę to, że ich rozmiar może być wprost proporcjonalny do wielkości psa.

No to jak? Łapka w górę, kto sprząta. Reszta się poprawia.

0 thoughts on “O psich kupach będzie”

  1. Byłam świadkiem sceny jak w parku wielki sznaucer olbrzymi zabrał się za robotę. Siwowłosy właściciel przygotował co trzeba a pies jak nie pryśnie, aż sam się pobrudził. Mina starszego pana bezcenna. Myślałam, że się popłacze. Wyglądał sympatycznie, nie chciałam mu dokuczać. Ostatecznie zasypał wszystko i zawstydzony wracał do domu z osranym psem 🙂
    A ja sprzątam po moich psach w mieście, bo na wsi na której mieszkamy to załatwiają się w lesie, na łące, ściernisku i innych takich otwartych przestrzeniach.
    A raz jak byliśmy nad morzem, na psiej plaży to jeden z psów wzbudzał wszystkich zachwyt bo taki był wyszkolony i różne sztuczki umiał i właściciel popisywał się psem. Aż pies nagle przerwał zabawę i biegnie do morza. Pomyśleliśmy, że zapragnął kąpieli a ten przybrał odpowiednią pozycję. Pan biegnie za nim, ale za późno już było. A potem miał zabawę w wyławianie 🙂 Taki to sprytny ten pies był, niech się pan też wysili 🙂

  2. Klik dobry:)
    Na moim osiedlu nie widziałam ani jednej osoby sprzątającej. Pańcie z sąsiedniego bloku pod swoimi oknami mają klomby więc przyprowadzają psy pod nasz blok, gdzie jest tylko trawa. Zwracanie uwagi nic nie daje a i człowiek się tylko naraża. Walka z gównem ciężka jest, bo nierówna. Na mnie jedną – kilkanaście gównianych pańć ze swoimi szczekającymi miłościami życia, nie daję więc rady.
    Pozdrawiam serdecznie.

    1. Dobry 🙂 To niestety pewnie powszechne. W moim mieście też nie zauważyłam niestety ani jednej osoby sprzątającej po psie. Nie wiem, ile wieków musi minąć, by zmieniła się ludzka mentalność. A walka, jak piszesz, nierówna.
      Pozdrawiam również.

  3. Utwierdziłaś mnie w przekonaniu, że muszę przeczytać tą książkę.

    Mam 4 psy i trzy koty, mieszkam co prawda w domku z ogródkiem i można powiedzieć, że ,,załatwia się na moje ” i nic komuś do tego, ale zawsze sprzątamy, bo inaczej mieszkalibyśmy na kupach 🙂
    Jak idę na dłuższy spacer, też sprzątam, przecież wystarczy tylko torebka foliowa 🙂

    1. To też właśnie dziwne, bo jak ktoś ma psa przy domu, to zawsze sprząta, a ci, którzy wyprowadzają do parku, niekoniecznie już czują obowiązek.
      No, ale Ty porządna firma jesteś. Cztery psy i trzy koty to całkiem niezłe stadko. 🙂

  4. Witam
    Mam pieska i kotka . Kotek te domator tematy załatwia w kuwecie i wiadomo chciał, nie chciał musisz sprzątać, bo smrodek 🙂 Pieska wyprowadzam na zbocze za parkingami w lekkim oddaleniu od bloków. Mam przy sobie woreczek w razie gdyby mój piesek z jakiś powodów zrobił to na chodniku lub w miejscu przechodnim ale gdy robi to na zboczu, to nie sprzątam tego. Zasadniczo sprzątam tylko dla proformy, bo mój piesek zawsze na luźno to robi 🙂 i tak naprawdę nie ma jak tego posprzątać.

        1. Ja mam na szczęście miejsce wyprowadzania z dala od ludzi i niekolidujące z niczym a drugie szczęście, że mój piesek załatwia się tylko na trawiastych płaszczyznach. Gdyby było inaczej to musiałabym chodzić za nim z wiadrem wody i mopem lub szczotą 🙂

          1. Hi, hi…
            A co, jak nie ma trawy?

            I wyszły scenki do ksiązki dla Ani.
            Ludzie z wiadrami i mopami wyprowadzający psy oraz trawnik np. w salonie.
            🙂 🙂 🙂

          1. No nie wiem czy tak z kotami dobrze. Chyba, że nie wychodzą do ogródka sąsiadów. W moim starym domu mieliśmy sąsiadów co mieli trzy koty. I te koty jak na złość uparły się, żeby robić w moim ogródku warzywnym. Ziemia ładna, spulchniona, odchwaszczona. Co ja się nacudowałam. Aż w końcu popiół z papierosów wysypałam i koty odpuściły. Tylko ile ja się tego popiołu naszukałam 🙂 Tylko dwoje znajomych pali i mi odsypywali popiół z popielniczki. A po jakimś czasie odwiedziłam inną sąsiadkę zza płota. Zawsze przy płocie gawędziłyśmy ale tym razem kulturka, zaprosiła mnie na kawkę. Aż tu nagle zalatuje odór jak z kuwety. Zaskoczona pytam, czy jednak zdecydowali się na kota, a ona na to, że koty sąsiadów od kilku tygodni zrobiły sobie u niej pod oknem kuchennym kuwetę. Ode mnie do niej się przeniosły. Koty okazały się zmora okolicy. Na szczęście moja kotka jest dzikuską i nie chodzi po ogródkach sąsiadów, bo nie wiem czy zniosłabym ilość bluzgów jakie leciały pod adresem kotów sąsiadów. Mam też w domu kuwetę na wypadek, gdyby naszej kotce coś się odmieniło, ale na razie chadza tylko głęboko w pole kukurydzy. A jeśli tak za kilka lat przyjdzie sprzątać po kocie ta ja nie wiem jak to będzie. Chyba z jakimś wyszukiwaczem skarbów trzeba będzie ruszać w pole 🙂

          2. A widzisz, mój Nutuś wychodzi do naszego ogrodu, ale do sąsiadów nie chodzi. Pisałam kiedyś o tym, że Mężuś zakładał siatkę na płot, żeby kot nie przeskoczył. Ma chyba za grube dupsko, bo nie próbuje tej przeszkody sforsować. Kotka sąsiadów do nas za to wpada od czasu do czasu, ale w sumie nie wiem, czy nam się nie załatwia, śladów nie zauważyłam na szczęście. 🙂

    1. Nie tylko do palenia.
      Przerabiają także na papier 🙂 I robią ozdobne ramki dla turystów. Moja szwagierka-pilot wycieczek po egzotykach przytargała coś takiego bodaj z Birmy 😀

  5. Kiedy byłam dzieckiem miałam psa-wtedy nikt nie słyszał o sprzątaniu po pupilu.Ale i mało było zwierzyny na osiedlu.Kiedy brat 4 lata temu wyjechał na wczasy-ja wychodziłam z jego psem.Akurat się pochorowała psinka(w końcowym efekcie okazało się że trzeba uśpić bo to rak…)Więc okazało się że sprawa jest rzadsza-ale dzielnie zbierałam woreczkiem to co się dało.Teraz jest straszna moda na psa-jestem jedyna z kręgu moich znajomych która nie posiada sierściucha.Ludzie trzymają nawet po 2-3 psy w blokach….masakra!Psie odchody są wszędzie-aż się słabo robi.Gdy byłam dzieckiem to przecież leżało się na kocyku pod blokiem,na trawie grało się w piłkę-teraz to nie jest możliwe bo na butach byłyby koturny z psich odchodów…

    1. Koło mojego bloku jest plac zabaw oznakowany z wszystkich stron – nie wyprowadzać psów. Ludzie mają to w dupie i chodzą z tymi stworami choć naprawdę w mojej okolicy jest gdzie wyprowadzać tak by nie kolidować z ludźmi i dziećmi

    2. Teraz leżenie na kocyku na trawniku to niezłe ryzyko. Najciekawsze, że właścicielom psów to nie przeszkadza. Najlepiej to widać po zimowych roztopach.

    1. To pewnie wkurza każdego, nie wierzę, żeby właścicielom psów to nie przeszkadzało, dlatego tym bardziej się dziwię. 🙂

      1. Kiedyś jeden pan ( będący pod wpływem %) zwrócił jednej pani uwagę, że na placu zabaw się psów nie wyprowadza a jeśli już to się po nich sprząta…pani na to, że pies jest bardziej czysty niż on i sobie poszła zostawiając to co piesek zrobił…

  6. Mój kot, gdy po nim sprzątam, patrzy z zachwytem na ową czynność, a w jego oczach można wyczytać zawsze to samo pytanie – Ładne perełki ci zrobiłem ???

  7. Nie rozumiem w ogóle zamieszania wokół sprzątania po swoim psie – przecież to powinno być naturalne i normalne – taki zwykły obowiązek jak ma się zwierzaka w domu – kotu sprzątasz kuwetę, rybkom zmieniasz wodę itd. Jak widzę takiego niesprzątającego pana albo panią mam ochotę powiedzieć żeby sobie wdepnął w to co na produkował jego piękny pies i z tak brudnymi butami poszedł do swojego domu.

  8. Ja sprzątam. No chyba, że akurat jesteśmy w lesie, na polach to wtedy nie, ale w każdym innym miejscu tak. A mój bydlak może dogiem nie jest, ale kupę potrafi walnąć 😉

  9. Aniu, fakt, po psie posprzątałam bo znajdowałam się w parku obok lecznicy, jakoś mi się tam nie śpieszyło, bo psa mieli pokroić….Ale mimo, że przez moment byłam z siebie dumna, pies tużprzed wejściem na salę operacyjną zwymiotował.Na szczęście rzecz miała miejsce tuż przy studzience kanalizacyjnej, ale nie bardzo miałam jak posprzątać ekstrementy.Lekarz weterynarz uspokoił mnie, że mam się nie stresowac, teraz ratowanie życi apsa najwazniejsze, jak pies chory to niekontrolowane zabrudzenie może się zdarzyć i ze mam się nie martwić, bo pani sprzątająca gabinet miała być za kilka minut w pracy. Czułam się niezręcznie, coś tam próbowałam zetrzeć wilgotnymi chusteczkami z podłogi…Właścicielom czworonogów radzę nigdzi enie ruszać się be paczki wilgotnych chusteczek i woreczka. A scena z dogiem i biegunką, niestety, wkurzyła mnie, a nie rozśmieszyła, bo wczułam się w stres właściciela i byłam wkurzona na bohaterkę:))

    1. Bo ta bohaterka to taki złośliwiec jest. 🙂 Mnie wkurzała strasznie podczas pisania.
      A co do psów. Masz rację, że jak chory zwierzak, to też nie da się wszystkiemu zapobiec. Pamiętam śmierć mojego psa. Zjadł trutkę na szczury. Kiedy wiozłam go do weterynarza autobusem, to miał zawiązaną reklamówkę na tylnej części ciała. Rodziców nie było w domu, a taksówkarze nie chcieli mnie zabrać. Pamiętam to do dziś, straszne przeżycie. Piesek niestety nie przeżył.

  10. Ja jak widzę,że pies składa sie do zrobienia kupki a właściciel nie wyciąga torebki na odchody,to wyciągam oficjalnie aparat telefoniczny (chyba każdy go ma) i „składam” sie do kamerowania.W 90% skutkuje bo… pan (lub pani) wie,że nagram zdarzenie i zgłoszę straży miejskiej Jeszcze tego nie zrobiłam ,ale …mam mniej zafadane okolice.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *