Mojego dziadka pies zajmał

Ostatnio postanowiłam, że będę zapisywać teksty swojej babci. Toż to kopalnia zdań, których w życiu bym nie wymyśliła. Zaczęłam też podpytywać ją o przeszłość. Moja babcia rozwiodła się, w sumie Bóg wie kiedy, bo nie chce mówić o tym „tfu” „skurczybyku”. I ja nigdy jeszcze nie widziałam swojego „prawdziwego” dziadka, a przyznam, że nieraz byłam ciekawa, chociażby tego jak wyglądał. Nie znam z jego rodziny nikogo. Jak przez mgłę pamiętam tylko jego brata, bo zrobił mi kołyskę dla lalki. Ale bardziej pamiętam kołyskę niż jego.

Był moment, że nawet zaczęłam podejrzewać, że może babcia tego ślubu nie miała. Jej były mąż już nie żyje, więc na pewno go nie zobaczę. A imienia jego w naszym domu się nie wymawia, jedynie czasami można usłyszeć nazwisko poprzedzone splunięciem i siarczystym przekleństwem. Choć sprawa z nazwiskiem też śliska, bo po jego śmierci okazało się, że moja mama ma zapis przez „ch” w metryce, a on miał przez samo „h”.

Okazja się nadarzyła do wspomnień. Pytam babcię, czy ma jakieś zdjęcie, bo trzeba jej zmienić dowód osobisty.

– A pewnie, że mam – odpowiedziała i wyciągnęła pudełko ze zdjęciami. Grzebie tam i grzebie. W końcu mi podaje. Spoglądam i od razu parskam śmiechem.

– Babciu, ile tu miałaś lat?

– Dwadzieścia – odpowiada zadowolona. – I takie chcę mieć w dowodzie.

– Ale wiesz, mogą tego w urzędzie nie przyjąć, bo chyba powinno być w miarę aktualne – w domyśle dopowiadam, że nie sprzed siedemdziesięciu lat. Babcia więc szuka kolejnego. Znalazła jedno sprzed czterdziestu, ale i jedno sprzed dwudziestu. Biorę to najstarsze, najwyżej dopytam w urzędzie, czy może być. Babcia nie bardzo jest zadowolona, że wybieram najstarszą wersję.

Ale rozmowa schodzi na zdjęcia i wiek babci (w październiku skończy dziewięćdziesiąt).

– Ja zamierzam na razie żyć do 95, jak moja mamusia. A potem się zobaczy.

Mało co nie parskam śmiechem. Ale wiem, że jak babcia postanowi, to pożyje. I aż trudno mi uwierzyć, że kiedy zabieraliśmy ją do nas, była ledwo żywa. Teraz śmiga jak fryga (tylko że o lasce). Potem od razu dopowiada, kto ile w rodzinie żył, a że miała chyba z dwanaścioro rodzeństwa, to trochę to trwa. Przy okazji pytam o ojca mojej mamy.

– Masz może jakieś jego zdjęcie?

– A po co? Psia jego mać! Wycięłam go ze wszystkich zdjęć. I z portretu ślubnego też wycięłam.

– Ale nie zapodziało ci się jakieś? Chciałam zobaczyć, czy mama jest do niego podobna albo może ja.

Babcia splunęła dwa razy. Zaklęła pod nosem po swojemu, ale widzę, że szuka.

– Pies mu mordę zajmał. Po co ci on?

– Z ciekawości.

– Ciekawość to pierwszy stopień do piekła – odpowiada, ale w końcu podaje mi malutką czarno–białą fotografię. Przyglądam się mu, bo to przecież tata mojej mamy. Obojętnie kim był, co zrobił, to jednak we mnie też płynie trochę jego krwi. Patrzę na niego. I już wiem, że ten pokręcony łeb to po nim. I mama go ma, i ja, i brat. Taki znak rozpoznawczy.

Tak sobie myślę, że dobrze znać swoje korzenie. Dla mnie dziadkiem (ukochanym) był drugi mąż mojej babci. Innego od strony mamy nie miałam. Mężczyzna na zdjęciu jest mi zupełnie obcy, ale zawsze byłam ciekawa, jak wyglądał i czy zrobił w życiu choć jedną dobrą rzecz, bo niestety od babci nic dobrego o nim nigdy nie usłyszałam. Nie interesował się moją mamą, nie płacił na nią alimentów, nigdy nie próbował poznać swoich wnuków, a jednak jakaś część mnie chciała chociaż wiedzieć, jak wyglądał. To chyba naturalna rzecz, nie?

0 thoughts on “Mojego dziadka pies zajmał”

  1. Jak najbardziej naturalna. Ale fajną tą babcię masz. I jaki tekst. Nie znałam słowa „zajmał” :). Zanim was nie było chyba było jej smutno. A takie pamiątkowe zdjęcia sprzed 70 lat muszą być ładne. Mi się takie bardzo podobają.
    Ale czasem może lepiej nie dociekać, żeby nie mieć jeszcze gorszych wspomnień. Babcia się ich nigdy nie pozbędzie (powiedzmy), ale przynajmniej może o niej nich nie mówić i nie przypominać sobie smutku. Bo pewnie tak było jak był byłym i tak o nim mówi. Chociaż wiem, że ciekawość korci . Też bym pewnie podjęła próbę ;))

    1. Chciałabym kiedyś jednak poznać prawdę o moim dziadku, bo znam tylko jakieś urwane historie. Na przykład, babcia mówi, że on się oświadczał w mundurze generalskim (a był kapralem), podobno skądś „zajumał”. Trochę to brzmi niewiarygodnie. 🙂

  2. Ja swoich dziadków też tylko ze zdjęcia , bo obydwaj zmarli w miarę młodo. Moje wnuki też tak sie złożyło ,że mają jednego dziadka w mojej osobie wiec się staram . Ale najstarszy często pytał o drugiego dziadka , też chciał wiedzieć. Teraz przestał

    1. Ten „mój dziadek” zmarł chyba z dziesięć lat temu. Pamiętam to, bo babcia powiedziała mamie dwa dni po pogrzebie, żeby czasem ta nie pojechała. A jak później chciała, żeby pokazano jej grób ojca, bo jednak dzięki niemu istniała i chciała położyć kwiaty, to skończyło się to awanturą. 🙂

  3. Tak czasem jest też z dziećmi adoptowanymi, które nie znają lub nie pamiętają swoich biologicznych rodziców. Są kochane, mają dobry dom, szczęśliwe dzieciństwo a i tak w końcu przychodzi chęć poznania „skąd jestem”, jakie tak naprawdę są moje korzenie.

    1. Bo to jest chyba silniejsze od człowieka. Taka ciekawość, bo w sumie chyba ważne, skąd jesteśmy, jacy byli nasi przodkowie.

  4. Ciekawość determinuje chyba wiele naszych działań, więc dlaczego miałaby ominąć tę kwestię, zwłaszcza gdy nosi ona znamiona tabu i jest sukcesywnie przemilczana. Człowiek chce się dowiedzieć, a jednocześnie wyobraża sobie różne historie :).

    Mój dziadek zmarł wcześnie, ale babcia niechętnie o nim wspominała, choć podobno nieziemsko rozpieszczał moją mamę, niestety nie doczekał narodzin drugiej córki, gdyż zmarł 1,5 miesiąca wcześniej przed jej narodzinami. Moja babcia nie wyszła drugi raz za mąż, gdyż moja mama podobno sukcesywnie wszelkich adoratorów jej prześcigać potrafiła.

    Niestety nie ma na świecie już nikogo, kogo mogłabym zapytać o dziadka (przynajmniej ja nikogo takiego nie znam, ale zważywszy, że zmarł w maju 1953, to możliwym jest, że już nie ma nikogo kto go pamięta), za to z tego co od babci wyrwało mi się przypadkiem, wiem, że miał ciągotki do dziwnych tematów (wiesz czary mary i inne gusła), których moja babcia wiem, że się bała i nie rozumiała… cóż, wiem po kim mam ezoteryczne ciągotki przynajmniej 🙂 … a sprawa ta wyszła przypadkiem, gdyż będąc nastolatką zaczęłam przeglądać różne książki z biblioteki przytargane i jak babcia je zobaczyła, to na mnie nawrzeszczała, że tak samo mam niepoukładane w głowie jak dziadek i że mam to zostawić bo to tylko kłopoty są.

    Cóż, wydaje mi się więc, że dziadka rozważania nad ezoteryka były chociaż zabarwione próbą praktyki, a ja zostaję tylko przy teorii i ciekawości. 🙂

    1. To ja podobno miałam taką prababcię od strony taty. Była u siebie na wsi taką miejscową „czarownicą”, uroki potrafiła rzucać. Nie poznałam jej, bo zmarła, zanim mój tata zdążył się ożenić, ale wiele historii już o niej słyszałam, bo swojego czasu też miałam takie ciągoty ku tematom „magicznym”. 🙂

  5. A babcia wie, że została wyróżniona w Twoim wpisie? Zgodę masz? 😉
    Może też bym była ciekawa swojego dziadka, ale chyba nie korciłoby mnie aż tak, żeby go zobaczyć lub w jakimś stopniu poznać. Jednego swojego dziadka w ogóle nie znałam, bo zmarł zanim się urodziłam, ale każdy z nas jest inny 😉

  6. Babcia jest …no wymiata 😀

    a z wiekiem coraz bardziej lubię opowieści rodzinne, wiele to tłumaczy 😛 😀
    wiec warto znać swoje korzenie, zwłaszcza tak bliskie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *