Prawie liryczna rozmowa

Stoję na przystanku tramwajowym. Sprawdzam rozkład jazdy. Rozszyfrowuję sposób dojazdu do Stadionu Narodowego.

– No, co ku.wa, myślisz, że księżniczką jesteś?!

pijakPodskakuję w miejscu. Ups. Jaka księżniczka? Zwykła polska kura. Taka, co to pazurem od czasu do czasu skrobie. Spoglądam w kierunku źródła głosu. Siedzi na ławce. Do słuchawki się tak wydziera.

− Dlaczego tak długo nie odbierałaś, ku.wa?! Mam ci przype.dolić?!

Nie dasz rady przez telefon – myślę sobie i przyglądam się facetowi, który zwraca na siebie uwagę. Wypierdek taki. Nawet nie mamuci. Ot, zwykły, pospolity wręcz. Dwudziestoparoletni. Siedzi na ławce w wiacie tramwajowej. W twarzy ma tylko coś dziwnego. Oczy mu się rozbiegły. Każde w innym kierunku. Może pognały w poszukiwaniu rozumu.

− Nie drzyj się! Ludzie tu są!

Znów spoglądam ze zdziwieniem. Dobrze, że zauważył, że nie jest sam.

− Bo jak wrócę, to tak ci przype.dolę!

Chyba zaczął się powtarzać. Dźwignął się z ławki. Trochę go zawiało. Wiatr przecież. Zachwiał się, ale równowagę złapał i dalej wygrażał komuś po drugiej stronie. Pewnie dziewczynie. Pewnie ukochanej. Tej jedynej.

− Nie, nie piłem!

I znów lekkie zachwianie przy każdym kroku. Dokądś idzie. Nie, no pewnie, że nie pił dzisiaj… mleka. A jak już, to tylko niskoprocentowe. To wiatr powoduje, że się zatacza. I dochodzi z przystanku tym swoim slalomowym krokiem, zapewniając dziewczynę, że jest trzeźwy, a jak tylko wróci do domu, to jej „przypie.doli”, w końcu sama się prosi, bo nie odbiera na czas telefonu, wydziera się, denerwuje go i czepia się, że pił.

A mnie taka refleksja mała dopada. Jak to jest, że istnieją dziewczyny/kobiety, które mimo wszystko decydują się na bycie z takimi kreaturami. Ba! Jeszcze święcie wierzą w to, że one ich zmienią. Naprawią. I będą żyli długo i szczęśliwie.

Zastanawia mnie jeszcze jedno, jakie walory musi mieć ten osobnik, że ktoś chce z nim dzielić życie. Bo jakieś chyba mieć musi, nie?

I jeszcze na koniec jakiś złośliwy chochlik zestawia mi podsłuchany „dialog” z „Rozmową liryczną” Gałczyńskiego:

− Powiedz mi jak mnie kochasz.
− Powiem.
− Więc?
− Kocham cie w słońcu. I przy blasku świec.
Kocham cię w kapeluszu i w berecie.
W wielkim wietrze na szosie, i na koncercie.
W bzach i w brzozach, i w malinach, i w klonach.
I gdy śpisz. I gdy pracujesz skupiona.
I gdy jajko roztłukujesz ładnie –
nawet wtedy, gdy ci łyżka spadnie.
W taksówce. I w samochodzie. Bez wyjątku.

Smutne to takie… W kontraście wyraźniejsze…

0 thoughts on “Prawie liryczna rozmowa”

  1. o matko jedyna….
    zainspirowałaś mnie właśnie do wieczornego wpisu. Jak ja się cieszę, że nie rozumiem tutaj ludzi ;))
    a tego „dżentelmena” szkoda rozkładać na kawałki i go analizować, bo z dwóch bezrefleksyjnych części „on – off” jakie pewnie posiada, nie wiele się da złożyć.
    Straszne.

  2. Ja też tego nigdy nie mogłem zrozumieć, ale tak niestety jest. Są kobiety uważające ,że jak nie bije to nie kocha itp ale to nie mój rejon więc nie rozumiem

  3. Podobną sytuację widziałam i słyszałam mijając na chodniku parę i tak jak Ty Aniu zastanawiałam się, dlaczego ta dziewczyna z nim jest. Dlaczego znosi takie poniżenie? . Pozdrawiam 🙂

    1. Niby dzisiaj tyle się mówi o wyzwolonych kobietach, feministkach, kobietach spełnionych, znających swoją wartość, a tu się okazuje, że jeszcze sporo w temacie do zrobienia.

  4. Może dziewczyna wychowała się w takim otoczeniu, że tego typu traktowanie jest normą. Innej po prostu nie zna. Albo zna gorsze i takie traktowanie wydaje jej się zupełnie w porządku.
    Może gustuje w takich „silnych mężczyznach”.
    A może wie, że jak przyjdzie zawiany to ona jemu przyp… ale przed ludźmi gra ważniaka. Zwłaszcza że jest pod wpływem… wiatru.
    Takie moje gdybania kury, która życie zna bardziej z książek niż z życia.

  5. Znam kobietę-która mając dobrego,spokojnego męża- zostawiła właśnie dla takiego dziada(wiedząc o tym że ma pociąg do alkoholu,a i rękę ciężką dla kobiet) Normalnie na głupotę nie ma rady….

  6. Palantów i buraków nie brakuje. Coś takiego wynosi się z domu niestety, a takich patologii też nie brakuje. Nie trzeba daleko szukać, bo są blisko nas.

  7. Znam dziewczynę z wyższym wykształceniem, ogólnie mądra a jednak tkwiła 16 lat w toksycznym związku i pozwalała znęcać sie nad sobą psychicznie i fizycznie bo pan i władca wmówił jej że bez niego sobie nie poradzi i dopiero dzieci zmotywowały ją do zakończenia tego związku. Teraz z perspektywy czasu sama nie może uwierzyć że tyle lat pozwalała sie tak traktować.

    1. Pewnie to nie zależy od wykształcenia, ale bardziej od psychiki. Są pewnie takie osobowości, które nie potrafią się wyzwolić z toksycznych układów.

  8. Wszechobecna propaganda związku robi swoje. Kobietom wmawia się, że ich atrakcyjność zależy od tego, czy mają faceta, czy nie. No to wiążą się z byle jakim, żeby tylko udowodnić światu i, co gorsze, sobie, że zasługują na miłość. A potem pojawiają się dzieci, domy, kredyty i wiążą. Czasem na tyle, żeby znieść upokorzenia, brak szacunku, a nawet więcej.

  9. nie wiesz? przecież to siła, charyzmy, jak jej może wpierd..li to i całemu światu, tak, ze postawa obrońcy, przy takim człowieku można czuć się bezpiecznie ……taki mniej więcej jest mechanizm, albo inny jeszcze mniej zrozumiały, ale z pewnym rzeczami trzeba sie urodzić, by do pewnych rzeczy dążyć…. w każdym bądź razie kiedyś tak odpowiedziała mi laska, kiedy zapytałam się dlaczego mózgu nie ma……bo ja za cholerę tego nie rozumiem ……chyba, ze diabeł tkwi w szczegółach …hm…

  10. Przykre to. Ale moze ona nie zna innego wzorca zachowań?

    Może w takim środowisku sie wychowała?

    Znam dziewczynę co tak właśnie się odzywa.. do meża, do innych którzy ją”atakują”…

  11. Jeżeli to tak zwana patologia, to jeszcze jakoś człowiek stara się zrozumieć… że wychowanie, albo raczej jego brak… że środowisko… Ale co można pomyśleć, gdy takie dialogi prowadzą ludzie, rzekłabym na nieco wyższym poziomie? .. znam osobiście taki przypadek.

  12. Nie rozumiem takich związków, chyba, że ta kobieta jest na jego utrzymaniu i bez tego faceta nie miałaby środków do życia. A może też są takie, które lubią być poniżane.

    1. Nie mam pojęcia. Młodzi pewnie oboje, więc myślę, że mogłaby znaleźć pracę, choć nie wiem, może jej tak wygodnie. Któż to wie?

  13. W takich sytuacjach myślę dokładnie o tym samym. To, że gościu jest jaki jest – trudno, jego sprawa i tylko przez chwilę mój problem. Tylko skąd się te dziewczyny, żony, matki? Byłam kiedyś świadkiem podobnej sceny z udziałem całej rodziny. W pewnym momencie dziecko pyta: „tatusiu, a czy ty mnie kochasz”. A ten na to drze się do matki „widzisz jakżeś ją k***a wychowała? Po ch*j mi z takimi pytaniami wyjeżdżacie co chwilę?”

    Nie znoszę takich scen. Kobiety często nie potrafią zawalczyć o siebie. Ale jak już nie potrafią o dzieci, to mnie aż telepie ze złości…

  14. Cierpienie podobno uszlachetnia, a kobiety chyba mają słabość do facetów w typie maczo, tylko dość często mylą ten typ z dobrze zakamuflowanym burakiem, a gdy odkrywają prawdę często są zbyt mocno zaangażowane uczuciowo by ot tak to skończyć. Smutne, ale prawdziwe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *