Porządek musi być!

Dostałam ostatnio takie zlecenie, które wymaga ode mnie wychodzenia z domu i między innymi przesiadywania za biurkiem. W dodatku obcym biurkiem.  Nieważne co tam robię, to zupełnie nieistotne. Ważniejsze jest to, że dom stanął na głowie, a Nutuś lekko się zirytował.

zdjęcia 054Pierwszego dnia wyszłam tylko na kilka godzin, Nutuś zniósł to dzielnie. Ba! Nawet Jajo i mężuś całkiem nieźle to znieśli. Oczywiście obiadu nie było, bo kiedy wszyscy znaleźliśmy się w domu, był już czas na kolację i nikt nie miał siły na gotowanie. Nawet zakupy zrobione tylko po łebkach. A co najważniejsze Nutuś musiał obejść się bez saszetki, którą dostaje od czasu do czasu, ale takim dziwnym trafem zawsze wie, kiedy POWINIEN ją dostać.

Drugi dzień też spokojnie. Jednak trzeciego dnia nerwy puściły.

Nutusiowi.

Wracam z pracy. A tam Armagedon. Nutuś wkurzony pozrzucał, co się dało z blatu, pobił, co się dało pobić. A przecież to taki grzeczny kot! I gdy weszłam do domu, Nutuś stał najeżony (jakby w lekkim rozkroku) i patrzył na mnie. Ale miał w oczach jasny komunikat: „Żeby mi to było ostatni raz! Mała! Jutro siedzisz na dupsku w domu i miziasz!” Zamerdał nerwowo ogonem, a potem jeszcze kilka razy wyskoczył na mnie zza rogu niczym wykastrowany ekshibicjonista (tylko bez płaszcza) z rozczapierzonymi łapami. Doskoczył do kolana, odbił się i uciekł na fotel. Jakoś tak nerwowo na mnie łypał okiem. A potem zaczął okupację moich kolan. Nawet do toalety za mną człapał i uważnie się przyglądał, co ja tam robię. Krępował mnie tym spojrzeniem, bo jakże to, człowiek sam na sam ze sobą chce w toalecie posiedzieć, a tu nic z tego. Dwoje błękitnych oczu wpatrzonych wyczekująco, aż skończę. Toż to tak jakby ktoś łomotał w drzwi. Od razu mi się przypomniało, jak kiedyś byłam przez kilka dni u mojej przyjaciółki, a tam sporo było akurat małych dzieci. Pójście do toalety to było wyzwanie. Nerwica murowana. Specjalnie człowiek wstawał o świcie, szedł na paluszkach do kibelka, siadał wygodnie, oddychał głęboko (ale nie za głęboko, by nie pobudzić dzieci), skupiał się na tym, aby załatwić czynność fizjologiczną w spokoju, bez nerwów, bo wiadomo, że w nerwach to nic nie idzie. I już prawie błogo się robiło… Gdy nagle: TRACH! Za klamkę ktoś ciągnie, a ktoś drugi wali w drzwi i krzyki: „Mama?!!!”. Wtedy następowało spięcie wszystkich mięśni.

– Nie, ciocia.

– Mama? – bo komunikat nie przekonał maluchów.

– Nie! Cioo-ciaa!

– Ciocia?

– Tak.

– Ciocia, ja chcę siku!

– Ciocia, a gdzie mama?

– Ciocia, ja chcę kupę!

– Ciocia, co tam robisz?!

No i bach. Koniec. Majty w górę i ewakuacja z łazienki.

Tak mniej więcej czułam się, jak Nutuś usadowił się naprzeciwko mnie na odpowiedniej wysokości, by zaglądać mi w oczy i dawać do zrozumienia: „Kończ waść! Głaskać trzeba!”

Nie, no wiadomo, że nie robi się tego kotu. Nie można go zostawiać samego w domu. Gdzie saszetka, świeże mleczko, mizianie i pogawędka? Bo przecież my z Nutusiem to pogadać sobie lubimy. A tak to co? Kot sam w pustym domu? Toż tego robić zwierzakowi nie można. W dodatku szlafroki pozawieszane wysoko na haczykach, sypialnia zamknięta, a w kominku nienapalone. Skandal. Oby tylko do poniedziałku. Potem wszystko wraca do normy. Nutusiowej normy.

 

0 thoughts on “Porządek musi być!”

  1. Mój kot też się wczoraj na mnie obraził, bo zaczęłam roztrzepywać jajko do panierki a skrawków kurczaka kotu nie rzucałam. Złamałam odwieczny porządek! Pokazuję sierściuchowi, że na obiad będą boczniaki, a ten tak się obraził, że w obawie jaki będzie odwet, szybciutko z lodówki wyjęłam kurczaka i obiad był w dwóch wersjach, ja cała a kot syty 🙂

  2. Spójrz prawdzie w oczy, zaniedbałaś Nutusia!
    Oj długo będziesz musiała przepraszać…
    A swoją drogą – jakiś to luksus w spokoju korzystać z toalety, kiedyś może sobie przypomnę jak to jest, bo obecnie głośne „mama” wyrywa mnie zawsze z błogości, która towarzyszy pewnym czynnością fizjologicznym. A kąpiel w spokoju – zdarza się raz na dwa tygodnie – gdy dziecko zaśnie (czytaj padnie) wyjątkowo wcześniej. Reszta kąpieli i pryszniców pod nadzorem. 😛

    1. Nutuś sobie odbije, to na pewno. 🙂 A co do toalety, to będziesz chyba musiała poczekać, aż dziecko podrośnie, a jak podrośnie i będzie nastolatkiem, to konieczna będzie druga toaleta, bo nie wiem, ale moja córcia spędza tam całe godziny. 🙂

  3. Do dobrego człowiek, a widać, że kot też, szybko się przyzwyczaja. Musisz wrócić do starych nawyków, bo pomyśl, co zrobi złe i obrażone Jajo, albo co gorsza Mąż, jeśli kot Armagedon w domu robi 😉

  4. Mój kot jest przyzwyczajony do tego, że do późnego popołudnia nie ma mnie w domu, no ale ma doskonałe towarzytstwo psa chociaż – sam nie siedzi. Jednak kiedy zdarza się, że od czasu do czasu wracam późnym wieczorem po całodziennej nieobecności, daje mi odczuć, że przesadziłam 😉 . No bo jakże to tak? Pozdrawiam.

    1. Mój kiedyś niby też był przyzwyczajony, bo tak długo pracowałam, ale od jakiegoś czasu, od kiedy pracuję w domu, przyzwyczaił się, że jednak ma mnie pod ręką i można wymagać miziania o każdej porze. 🙂 🙂

  5. HAha, moja córka akurat właśnie wczoraj wymyśliła nowy zawód,kiedy spytałam ją,kim chciałaby zostać w przyszłości. Profesjonalny miziacz kotów. Zajmowałaby się nimi,kiedy ludzie wychodzą do pracy. I nakarmiłaby,i pomiziała. Full service. Skoro są opiekunki do dzieci,to do kotów-czemu nie? Kompetencje ma i doświadczenie,mogę podesłać jakby co…

  6. Dokładnie, tego nie robi się kotu! 😉 A Nutuś towarzyski pieszczoch więc jak to tak tyle godzin sam w domu. Ale dobrze że zaraz wszystko wraca do normy, wszyscy się ucieszą 🙂

  7. Kota nie mam, ale co to nie móc w spokoju załatwić potrzeb naturalnych czy wziąć prysznica to wiem znakomicie. Jak tylko zasiądę na tronie to od razu któryś Dziec chce nocnik. Spod prysznica też wyjść nie dadzą, a ja okropnie nie lubię asysty… ale łazienka nie zamyka się od wewnątrz :///

  8. To mi przypomina mojego pieska, który jak wychodziłam do pracy gryzł mi buty i szczekał jak oszalały, a jak wracałam, tak się cieszył, że biegał po przedpokoju, tarzał się, wyrabiał cuda niewidy! Pozdrawiam

  9. Haha, to niezła rozruba w domu przez Nutusia była 🙂 Ja też mam kota, kotkę dosłownie, a nawet rybki, które ostatnio dostałam ją nie kręcą za bardzo. Zależy po prostu od charakteru kotka. Dodaję do ulubionych blogów i serdeczności ślę najpiękniejsze 🙂

  10. Fakt, domowe futrzaki obrażają się za nasze, wg nich, zaniedbania, doświadczyłam tego z psami.
    A w domu, nawet małym mieszkanku, trzeba koniecznie mieć dwa klozety – to też wiem z doświadczenia, którego opisywać nie wypada.

  11. Moj bez obrazy czy buntu spedza zawsze ze mna czas w tym miejsu, gdzie krol piechota chadza. One widac to lubia. Acha, i jeszcze jedno, zwierzeta nie maja poczucia czasu, gdy pancio badz pancia wychodzi z domu to one sadza, ze na zawsze.

  12. Może jest nadzieja w telewizorze? No wiem, że są programy dla psów, ale może wygodny fotel wyściełany szlafroczkiem pańci, da radę go przekonać?. Byle się nie uzależnił od tych psich rozrywek i nie nabrał psich nawyków. Jeszcze trzeba mu będzie jakiego gnata do obgryzania kupić.

    1. Ha, ha 🙂 Oby lepiej nie przyzwyczajał się do telewizora, bo potem nie będzie można nic obejrzeć. Jakże to tak zwierzakowi kanał zmienić? 😉 🙂

  13. Kurcze,ja nie wiem czemu tak jest,że jak człowiek idzie tam,gdzie król piechotą chodzi to nagle wszystkim się chce 🙂 .Człowiek sobie siedzi,kontempluje w skupienie aż tu nagle zza drzwi :Maamooooooo….i szlag nastrój trafił haha….
    A Natuś to niezły spaślaczek 😉

  14. He, he, przypomniałaś mi tą toaletą i dziećmi nasze pierwsze, wspólne z P wakacje 🙂 Może to na blogasa wrzucę, bo kurzem zarasta, a ja weny nie mam… A co do „nie robi się tego kotu” to ja się boję, że może się okazać, że nie robi się tego dziecku, bo za niecały miesiąc wracam do pracy… A Panna M nie 😉

  15. Nosz to jest po prostu szczyt wszystkiego, aby Nutusia zostawić samego w domu! Też bym narobiła bałaganu 😉 A tak serio, mój Florian strzela focha, jak wychodzę bez niego. I to dosłownie. Siada w kącie i nie patrzy na mnie, a kiedy chcę go pogłaskać na do widzenia szczerzy zęby, odwraca się tyłkiem i wychodzi… Uroki rozpieszczonych zwierząt, a mój Florek zdecydowanie do nich należy 😉

  16. powiedz mu, że ma szlaban na saszetki … za to potłuczone to i owo … na Tośke widmo braku saszetki działa całkiem nieźle, choć jeszcze lepiej sprawdza się postawienie (nawet otwartej) puszki z „intermarsza” … która wedle niej jest zwyczajnie niejadalna, a najlepszejsze są z kauflanda te z galaretą, bo te ze smalcem już nie… i ogólnie Tośka lekkie jedzenie preferuje – znaczy to z galaretką, musy (zwłaszcza drogie) niekoniecznie, a obrzynki z kurczaka, czy innego mięsiwa to po prostu raj na ziemi i nigdy ich sobie nie odpuszcza 😛

  17. Nasz pieseł jak zostaje sam, to w ramach protestu wynosi swoje legowisko do dużego pokoju i roznosi swoje misiaczki, najgorzej, że wie kiedy wychodzimy wszyscy i śledzi nas od rana trzęsąc się jak galareta, biedulek…

  18. Nie mamy kota, tylko wielgachną psicę – spojrzenie sarnie, rude futrzysko… Rano jak urzęduję w łazience to ona zalega w charakterze dywanika przy wannie i ani rusz, gapi się tymi oczyskami, jak pani korzysta z muszli – nieco to krępujące, ale kwestia przyzwyczajenia 😉 Jak zostaje sama to grzeczna jest, ale miała swoje wystąpienia, które zwaliły mnie z nóg w progu 😉
    Pozdrawiam 🙂

  19. Jakby to powiedzieć… kota nie mam, ale świnkę owszem. I mi się świnia obraziła, bo posprzątałąm jej królestwo. Takl wierzgałą tyłkiem, że wysypała resztkę trocni, którą wsypałam po porządkach. Nauka z tego taka, że zwierzowi trzeba wymieniać raz na tydzień, bez względu na to, czy cokolwiek zabrudzone czy „ło matko boska”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *