Dowody wdzięczności dla nauczycieli

Nareszcie koniec roku szkolnego. Dzieciaki odetchną, nauczyciele odpoczną, wszyscy nabiorą sił przed nowym rokiem szkolnym. A mnie naszło na refleksje. Jak koniec roku, to wiadomo kwiatek wychowawcy kupić trzeba.

koniec rokuTemat prezentów i dowodów wdzięczności dla nauczycieli wraca pewnie co roku jak bumerang. Pamiętam kiedyś w prasie niezłą nagonkę na belfrów właśnie z tego powodu. Hmmm. Nasz naród przecież jest taki, że ma poczucie wdzięczności wobec różnych osób, wobec nauczycieli również. Na co dzień często w domu się im podrywa autorytet, mówiąc o głupich babach, co się uwzięły, ale jak przyjdzie co do czego, to zrzutkę zrobić trzeba. I przyznam, że szkoda mi nauczycieli. Sytuacja żenująca, krępująca i wstydliwa.  Jak nauczyciel powie na zebraniu rodzicom, że nie życzy sobie żadnych upominków na koniec roku, to co? To znak, że się dopomina. Tak to skomentują rodzice. Zdarzało mi się słyszeć takie interpretacje. Hmmm. Jak weźmie prezent, to potem jedna pani z drugą panią w gazecie go opiszą. I tak źle i tak niedobrze. A moim zdaniem z tą durną tradycją należałoby skończyć. Nauczyciel bierze pensję za swoją robotę. Małą czy dużą, nie ma to znaczenia. Bierze. Fakt, że ten z powołaniem będzie robił też to, co niekoniecznie do jego obowiązków należy. Połowę serducha odda szkole. I rozumiem, że chce się mu podziękować. I rozumiem, że chce mu się dać kwiatka. Ale tutaj bym już skończyła. Stop. Mamy takie piękne słowo w naszym języku: „dziękuję”, nauczyciel je rozumie i docenia, i z pewnością ucieszy się jak wariat, kiedy je usłyszy. A jeszcze jak mu się wychowankowie po latach na ulicy ukłonią, toż jakby w totolotka wygrał.

Nie róbmy z nauczycieli dziadów. Stać ich, żeby sobie kołdrę czy lampkę kupili. Pochodzę z nauczycielskiej rodziny i wiem, jak wyglądał koniec roku w naszym domu. Wiadra z kwiatami poustawiane w każdym kącie. A na szafach kryształy z wygrawerowanymi tabliczkami, wazony. Ba! Nawet się mojej mamusi kochanej jeleń na rykowisku piękny dostał. I jak stoją tak rodzice z dzieciakami dumni, że prezent kupili, to nie wziąć głupio, bo się przecież postarali.

Kiedyś jedna z nauczycielek odmówiła przyjęcia prezentu. Powiedziała, że nie i kropka. Wróciła do domu. Siedzi, kawkę pije. Szczęśliwa, że dzieciaki posłuchały. Nagle dzwonek do drzwi. Otwiera. A na wycieraczce wielka paka i kartka, że to dla pani profesor w podziękowaniu za trud i wychowanie. Ręce jej opadły. W paczce była mikrofalówka! Kto wpadł na tak genialny pomysł?

Inny przypadek. Pamiętam, jak Jajo kończyło jeden etap edukacyjny i rodzice główkowali, co kupić. Sugerowałam kosz kwiatów. Ofuknięto mnie, bo jakże to, za mało. I podobno ktoś podpytał kogoś. Wymyślono: kołdra! No, kurza twarz? I potem ten nauczyciel jak przysłowiowy dziad z tą kołdrą do domu będzie pomykał? A może następnym razem to i piżamkę dostanie w załączeniu? Na szczęście udało się wybić to z głowy i w końcu wychowawczyni dostała talon do jubilera (czego też nie pochwalam).

A, i jeszcze jeden ciekawy przypadek. Rodzice i uczniowie naciskali na nauczycielkę, by coś jej kupić. Ta w końcu wymiękła i stwierdziła, że jak już, to niech jej kupią starą filiżankę. Pokazała nawet w inetrnecie którą. Przychodzi koniec roku, a dzieciaki z wielkim pudłem. Dziwi się nauczycielka, bo filiżanka się jej raczej tradycyjnych rozmiarów wydawała. Bierze paczkę z wahaniem. A na to jedna z mam:

– Tamta filiżanka była strasznie stara, kupiliśmy pani nowiuteńki komplecik.

No, mina belfra w tym momencie bezcenna.

Ba! A znam przypadki, kiedy do prezentu dołączało się kartkę podpisaną tylko przez tych, którzy się złożyli! Toż nie wiadomo wtedy, czy śmiać się, czy płakać.

I tak myślę. Czy naprawdę trzeba? Czy ładny bukiet (jeden od całej klasy) nie wystarczy? A może zdjęcie klasowe podpisane przez wszystkich? Albo filmik nagrany przez uczniów? Gwarantuję, że bardziej to ucieszy nauczyciela niż kolejny jeleń na rykowisku czy komplet biżuterii.  A wiem coś o tym, bo przecież wiadomo, że belferską karierę mam w swoim CV.

***

PS  Nauczycielom i uczniom życzę miłych wakacji. Odpoczywajcie, bo się Wam należy. 😆

0 thoughts on “Dowody wdzięczności dla nauczycieli”

  1. Aniu ja też nie pochwalam. /ten talon do jubilera/ Nie wiedzieć czemu akurat nauczycielom mamy być wdzięczni, przecież to praca, jak każda inna. Dlaczego np.sprzątaczce nie…….., przecież też powinniśmy być wdzięczni, że w szkole jest czysto i nasze dzieci nie zarażą się brudem. Ostatecznie kwiaty, ale i tu mam mieszane uczucia. Pozdrawiam

    1. Przeciw kwiatom nie mam chyba nic przeciwko (oczywiście tutaj też rozsądek powinien decydować), bo czasami nauczyciele naprawdę chce się podziękować za serce, ale w czerwcu można przecież takiego kwiatka w ogrodzie zerwać, bo przecież to słowo „dziękuję” powinno być najważniejsze.

      1. też jestem za kwiatkami z ogródka 🙂

        zanim nasz pies na Włościach wykończył ogródek to Nielat zawsze domowe kwiaty nosił (przez większą część podstawówki), kupowałam tylko jakąś kokardę i było 🙂 i Pani jedna i druga to doceniała 🙂 ale mieliśmy farta do Wychowawczyń, no może z 2 potknięciami (obecna, już była wychowawczyni, miała nr 7… zmiany szkół, klas i choroby nauczycieli mocno to grono poszerzyły)

  2. Mamy podobne zdanie, co do takich prezentów. Kiedy ja chodziłam do szkoły, też zawsze był problem na koniec roku i również była kartka z podpisami osób, które na ten prezent się złożyły. Ja się buntowałam i zawsze byłam gorsza przez to. Kwiaty wystarczą.

    1. Myślę, że ważny temat, bo wszystkim się wydaje, że nauczyciel oczekuje tych „dowodów wdzięczności”, a największa wdzięczność, to jak uczeń powie „dzień dobry” po latach, pogada z belfrem, zda egzaminy itp.

  3. Przez ostatnie dwa lata studiów byłem nauczycielem na cały etat i na myśl o końcu roku dostawałem drgawek. Zwyczajnie opuszczałem ten dzień i tyle.A uczniowie kłaniali sie jeszcze długo potem jak skończyłem pracę i to była największa frajda.

    1. Właśnie. Uważam, że to cieszy najbardziej. Jeszcze wieści, że sobie dobrze w życiu poradzili, że się czegoś ich nauczyło. To cieszy najbardziej. 🙂

  4. Zazwyczaj pojawia się grupa inicjatywna, która wpada na pomysł i przyciska do ściany resztę rodziców. I nie ma zmiłuj! Tak długo jęczą, łażą i naciskają, aż reszta ulega. Ale po kątach mówi swoje.

    1. I właśnie potem to mówienie po kątach jest głupawe, bo jak się dadzą przycisnąć i nie potrafią się postawić, to niech potem nie komentują.

  5. Podpisuje się pod tym, co napisałaś wszystkimi kończynami! Ja przed laty dostawał seksowną satynową koszulkę nocną i peniuarek… Miałam jednak kiedyś klasę( w tym roku zdawali maturę), z którą rozumiałam się bez słów. Dzieciaki na koniec roku zebrały jakąś kwotę i wpłaciły na moje nazwisko na jedną z organizacji charytatywnych… Gdy to wspominam, jeszcze dziś mam łzy w oczach… To była Klasa z Klasą… I Rodzice z Klasą.

  6. Najgorsza w tym temacie jest „urawniłowka”: Jak inni dają to my też, i nie możemy być gorsi – to uczniowie, i rodzice. A nauczyciele: Jak inni biorą, to my też. Wszelkie protesty nie mają szans, bo wszystkie mogą być opacznie zrozumiane. To powinno być odgórnie uregulowane. Ja mam w domu kilka książek, i kilka plakietek, które dostałem od dyrekcji szkoły, kuratorium, i jedną z resortu, i to są najmilsze pamiątki ze strony urzędu/pracodawcy.
    Na szczęście tam, gdzie pracowałem przyjęta była zasada, że tylko kwiaty i to wspólne od całej klasy (bukiet, kosz).

  7. szczerze – też wolałabym dostać jedną starą filiżankę niż cały NOWY komplet 😛 … ale ja mam pofertane pod sufitem

    nie,m nauczycielką nigdy nie byłam i pewnie już nigdy nie będę, ale podzielam Twoje zdanie w temacie 🙂 i wiesz co, klasa Nielata nie pomyślała nawet o kwiatku… a kwiatek, akurat uważam, że się należy, bo poza dziękujemy Pani profesor to całe to stado 30 chłopa powinno jeszcze powiedzieć DZIĘKUJEMY Pani profesor, bo atrakcji jej nie oszczędzali i choć Nielat ich opuszcza (pierwsza klasa mu się cholernie spodobała widać), to ma kupionego 1 badylka i ma na „do widzenia” ładnie podziękować Pani, bo cóż, nie oszukujmy się, gdyby go nie lubiła (pomimo wyskoków różnych) to nie byłaby to pierwsza klasa technikum drugie podejście, tylko zawodówka albo, zmiana szkoły.

    Kwiatki jak najbardziej, bombonierka też, byle duża, bo jak do tej pory, to te Panie, które miały wychowawstwo w klasach Nielatowych, zawsze otwierały te bombonierki i uczniowie razem z nimi je konsumowali, a często bywało ( Pani Ela z gimnazjum), że jeszcze torba cukierków od wychowawcy lądowała na stole 🙂 … ale jak pisałaś, to nauczycielka, która miała 2/3 serca dla swoich uczniów przeznaczone, a to dzisiaj zdarza się nieczęsto.

    Natomiast, moja znajoma, w klasie córki swojej ma panią Wychowawczynię, która co roku (klasy 4 – 6) mówiła rodzicom dokładnie, co maja jej na prezent kupić i… była tam tez nowa mikrofalówka, a poza tym: wypaśna suszarka i wielkie lustro do przedpokoju… i kupowali to, bo bali się, że Pani się pastwić nad dzieciakami będzie, albo nie wyda im świadectw, bo prezenty miały zjawiać się u niej w domu na 2 – 3 dni przed rozdaniem świadectw…

  8. Więc tak edukacje z dawaniem prezentów zakończyłam jakies 6-7 lat temu i pamiętam że zawsze kupowaliśmy piękny kosz kwiatów na zakończenie edukacji i zestaw z parkera ale tot ylko jak sie rozstawaliśmy z jakims wychowawcą chcoiaż szczerze na koniec liceum nasz wychowawca dostał tylko kwiaty za to nasza polonistka dostała od nas mase rzeczy jakąś książke którą wiedzieliśmy że ja zainteresuje zestaw piór piękny ale ona an to zasługiwała po dzis wspominam polski z ta panią i twierdze że jest jednym z najlepszych nauczycieli u nas w miescie jeśli nie w ogóle :). Wydaje mi się ze mikrofalówki biżuteria czy kołdy zestawy filiżanek są niekoniecznie na miejscu. Ja np zabiłam śmiechem moją mame mój brat konczy 3 klase SP dziś i mamusie wymyśliły zakup czytnika Ebooków jakby nie było dla mnie prezent bez sensu powód banalny a nawet 2 po 1 może go już posiadać po 2 nie każdy lubi ksiązki z czytników niektórzy wolą papierowe (patrz ja) i dla mnie jest to bezsensowny prezent

    1. Ponadto taki czytnik to chyba jednak za drogi prezent. Nie wydaje mi się, że to dobry pomysł. Lepiej kwiatek i szczere dziękuję, a nauczyciel na pewno doceni.

  9. Temat też dla mnie trudny. Jestem w dwóch trójkach i siłą rzeczy organizuję składkę na kwiaty. Mam kilka koleżanek nauczycielek i wszystkie przyznają, że wolą jeden większy bukiet niż potem w domu, tak jak piszesz, w każdym kącie trzymać kwiaty. A gdy kończy się pewien etap nauki, np. dzieci przechodzą z przedszkola do szkoły, to przyjęte jest, że pani kupuje się prezent. I tu się zaczyna to o czym piszesz. Podobał mi się pomysł dwóch mam, które zrobiły foto książkę ze zdjęciami dzieci, rysunkami. Cudowna pamiątka. Zainspirowały mnie na przyszły rok, bo też czeka mnie koniec przedszkola.
    A prezenty typu kołdry, mikrofalówki, garnki, to wręcz obraźliwe dla nauczyciela.

  10. Pamiętam, że nauczycielce w gimnazjum cała klasa kupiła zestaw pościeli z poszewkami z bardzo drogiego materiału. Każdy składał się po 50 zł na sam prezent, plus na kwiaty.. a było osób 27 więc policz ile to kosztowało… Nie każdego było stać, ale nikt nie chciał być ośmieszony w postaci wspomnianej przez Ciebie karteczki…

  11. Z podstawówki to pamiętam, że były tylko kwiaty. I wkurzało, jak zdarzyło się, że klasa się umawiała i składała na wspólny bukiet, a paru i tak się znalazło, co kwiaty indywidualnie przynieśli. Nie będę się upierać, że w LO prezentów nie było, bo po prostu jakoś nie pamiętam jak te zakończenia wyglądały.
    A to, że jak ja sobie życzę antyk i nie dostanę go: bo po co ci stara filiżanka (tudzież zabytkowe wydanie książki), skoro stać nas na całe pudło nowych… to już prymitywizm do bólu. No, ale w czasach młodości rodziców (czyli i mojej młodości) zajęć z czytania/słuchania ze zrozumieniem nie było. A szkoda.
    A, przeciwniczką kwiatów ciętych to ja w ogóle powoli się robię. Więc tak jeden sensowny kwiat doniczkowy od całej klasy, to byłoby coś. Najlepiej kwiat nie wymagający szczególnej troski, np. jakiś kaktus, który w dodatku raz na jakiś czas kwitnie.

    1. Co do kwiatów doniczkowych też może być różnie, bo nie każdy lubi, może nie ma już na niego miejsca, a tak bukiet włoży się do wazonu i już. 🙂

  12. U syna w zerówce właśnie zostawiliśmy taki prezent – kwiaty i album ze zdjęciami dzieci, pożegnanie było wzruszające – rodzice i nauczyciele się popłakali, synek miał wspaniałe panie – takim paniom po prostu warto podziękować bukietem kwiatów czy innym prezentem, ale własnie w takim stylu wspomnieniowym czy sentymentalnym. Ale to to jeszcze nic – podstawówka czy szkoła średnia – a pamiętasz jakie były pomysły prezentów dla promotora na studiach?

    1. A u nas właśnie na studiach był spokój. Promotor dostał tylko kwiaty i już. Nawet nie słyszałam, żeby ktoś coś innego robił. Podobno zaoczni bawili się w prezenty, na dziennych biedni studenci nie mieli kasy. 🙂 😉

  13. I ja uważam Aniu, że zwykłe – dziękuję, jakiś słodki upominek i serdeczny uśmiech wystarczy. Ludzie kupują mnóstwo kwiatów, a te z racji swej mnogości lądują w wannie i tylko kłopot z nimi. Nauczyciele to zawód jak każdy inny. Owszem podziękować im należy za wspólny czas, za serdeczność, za dobra pracę. Ale kołdra? prezenty od złotnika? mikrofalówka? to może jeszcze łóżko, pralka i nowy narzeczony do kompletu i miałaby taka nauczycielka full wypas.
    Paranoja, która uczy dzieci niewłaściwych zachowań.

  14. Ja w swojej pracy mam do czynienia z dzieciakami – prowadzę z nimi zajęcia z edukacji leśnej, ot taki „leśny nauczyciel” i czasami zdarza się, że po zajęciach dostaje od dzieciaków np czekoladę, ale kilka „prezentów” szczególnie zapadły mi w pamięć – własnoręcznie zrobiony koszyk – żółwik przez dzieci niepełnosprawne, zrobione z plasteliny leśne zwierzątka przez jedną z dziewczynek, która specjalnie mi to przyjechała wręczyć, naklejony na drewnianym plastrze koziołek sarny, ozdobiony szyszkami i gałązkami, duuuuży łabędź z papieru albo zrobiony przez dzieci witrażyk – zielony anioł. Mam je wszystkie do dzisiaj, aniołek wisi na oknie w sypialni. I o ile przy czekoladzie czuję się głupio, to przy tych wszystkich rękodziełach jest mi szalenie miło i wiem, że to co robię ma sens 🙂 No ale to chyba co innego niż zastawa stołowa czy inne prezenty 😉

    1. Masz rację, jak człowiek jeszcze sobie uświadomi, że dziecko włożyło sporo trudu w to, żeby zrobić coś specjalnie dla nauczyciela, to aż serce ściska z radości. 🙂

  15. Mój syn właśnie skończył gimnazjum i była składka na prezent. 90% uczniów jego klasy chodziło razem od przedszkola, co za tym idzie rodzice też się znają od wielu lat. Trójka klasowa stała od przedszkola. No i składka była odpowiednia, bo i dla dyrekcji. No cóż, prezent tani nie był, ale powiem, że takiej wychowawczyni jeszcze mój syn nie miał. Oddała im nie pół, 3/4, a całe serce. W problemach z Młodym wykazała się dużą mądrością i wsparciem. Dzisiaj ze świadectwem każdy dostał słonika „na szczęście” i było zaproszenie do domu, na ognisko, na pieczenie ciastek, itp.
    Ale tak naprawdę to wszystko to siedzi w nas, w naszej mentalności, wydaje się nam, że nauczyciel oczekuje tego od nas. A im jest miło, gdy się pamięta.
    W przedszkolu Panie dostały właśnie album ze zdjęciami i opisem, kim dzieci chcą zostać i tak powinno być.

    1. Pewnie, że jest im miło, kiedy się pamięta, ale niekoniecznie trzeba wyrażać to prezentami. 🙂 A zaproszenie na ciacho i ognisko, super! 🙂

  16. Witaj Aniu. Ja właśnie wróciłam z zakończenia roku u mojego syna. Powiem szczerze że wychowawca naszej klasy co roku dostaje od nas prezent ale nie są to prezenty tego typu o których pisałaś. Jest on nauczycielem historii i zaszczepił bakcyla naszym dzieciom miłość do tego przedmiotu. Więc już drugi rok z rzędu dostał od nas książkę związaną z historią. W książce wszystkie dzieci się podpisały. Jest to młody człowiek który niedawno założył rodzinę, ma wydatki a jak wiemy książki są drogie. Dlatego zawsze na koniec roku robimy taki prezent. Ten rodzaj prezentu chyba świadczy o tym jak cenimy go za to czego uczy nasze dzieci. Pozdrawiam

    1. Książka też chyba jest dobrym prezentem, pod warunkiem że nie jest zbyt kosztowna. A i niezła pamiątka, bo z podpisami dzieci. 🙂
      Pozdrawiam również 🙂

  17. Jeszcze rok temu zgodziłabym się z tobą w 100, w 200%, ale w tym roku….. Młody trafił na taką wychowawczynię, że jeszcze w rękę bym ją pocałowała i na obiad zaprosiła. Wspaniała kobieta. Ciepła, mądra, konsekwentna, stanowcza, szczera, ludzka. Na dodatek ładna, modna, szczupła i elegancka więc dziewczynki wpatrzone w nią jak w obrazek. Nie zawsze się z nią zgadzałam, było to niezmiernie rzadko, ale po czasie zauważyłam jaki miała cel w swoim postępowaniu i przyznałam rację. Dlatego zgadzam się z postem w 50%. Bo mikrofalówka, kołdra czy coś w tym stylu jest wręcz żenujące, ale kosz kwiatów, taki ogromny i kartka z podpisami dzieci i rodziców – wg mnie fajna sprawa 🙂

    1. Wiesz, niech ten kosz będzie, ale jeden od całej klasy. Tutaj się zgodzę, bo są czasami tacy nauczyciele, dla których chciałoby się pół kwiaciarni wykupić. 🙂

  18. Ot, jakiż to mądry wpis. Zawiera wszystko, co ja sama myślę na ten temat. A w odniesieniu do sytuacji, która miała miejsce dzisiaj w mojej szkole – znaczy w szkole moich dziewcząt, to dziękuję Ci Aniu za niego. W mojej szkole wybuchła powiem afera związana z moim ostatnim wpisem, dotyczącym „balu” szóstoklasistów. Rodzice są oburzeni, zniesmaczeni i naobrażani. Czym? Tym, że ktos nie godzi się z ich standardami i ideologią życiową – w tym przypadku związaną właśnie z dowodami wdzięczności dla nauczycieli
    Pozdrawiam i ściskam gorąco za ten właśnie wpis, który udostępniam właśnie na FP mojego bloga 🙂 W ogóle wpis powinien trafić na główną onetu, mimo, że wiem ile pomyj wyleje się Anno na Twą kudłatą głowę 🙂

  19. Wybraliśmy dla naszych dzieci tryb edukacji domowej, więc ten temat nam odpadnie. Jednak w moim LO kupowaliśmy nauczycielom czekoladę a każdy dodatkowo przynosił jakis kwiatek czy coś tam. Moja mama była nauczycielką i pewnie stąd kupowanie czekolad – sama co rok przynosiła kwiatki.
    Afer prezentowych nie pamiętam ale teraz rodzice faktycznie przeginają – koleżanka w klasie syna zrzucała się na wypasiony grill a rok wcześniej na jakieś drogie kosmetyki.

    1. Grill? Nieźle. To już przesada.
      A co do edukacji domowej, to podziwiam, wiele czytałam na ten temat, ale nie wiem, czy umiałabym sprostać wyzwaniu.

  20. Coś w tym jest, że coraz bardziej przerasta cena nad sens. Na szczęście jeszcze nie wszędzie dotarły takie działania. Dwie róże, orchidea, rafaello i czekoladki – ot, podziękowanie dla mnie. I wystarczy, a nawet i to za dużo.

    Inna rzecz, gdy szósta klasa żegna się z wychowawcą. Wtedy warto kupić mu coś… cenniejszego sentymentalnie. By zapamiętał. Ale to chyba jedyny taki wyjątek.

    1. Bo w tym wszystkim powinno chodzić właśnie o wartość sentymentalną i wcale nie trzeba tego kupować, można zrobić własnoręcznie na przykład album ze zdjęcia itp.

  21. Jak chodziłam do podstawówki to mama zawsze kupowała kiwatka czy czekoladki – bo tak wypadało, w gimnazjum miałam lekki bunt przeciwko nauczycielom więc pieniądze, które przeznaczone miały być na kwiaty dla nauczycielki – wydawałam na cole pod sklepem a w liceum ? Z tego co pamiętam to kwiaty dostali w trzeciej klasie wszyscy nauczyciele, którzy po konsultacji z całą klasą na to zasłużyli. Nie lubię tej ,, tradycji” – bo przecież jak słusznie zauważyłaś nauczyciele dostają za swoją pracę pieniądze to czy za mało czy nie to już inny temat do dyskusji – bo w naszym kraju mało kto zarabia dobrze. Pozdrawiam 🙂

  22. SERDECZNIE DZIĘKUJĘ ZA ŻYCZENIA …
    EEECH WYJECHAŁAM DO TEGO SANATORIUM Z PIĘCIOMA KRZYŻYKAMI A WRÓCIŁAM I MAM SZEŚĆ TROCHĘ KIEPSKIE CZARY-MARY ALE CO TAM, KURA W MALINACH, TO JEST TO !!!!
    —————————
    pamiętam swoje dzieciństwo, zawsze strasznie przeżywałam, bo chciałam swojej pani coś ofiarować. To były inne czasy, nie było w sklepie bombonierek, zdobyć „takie coś” to prawie był cud. Pamiętam jak moja Mamusia bardzo chciała coś mi dać dla mojej ukochanej Pani. Kupowała celofan, taki jak do kwiatków a do tego czekoladki, malagi i kawowe kostki. WYSYPYWAŁA NA CELOFAN A POTEM ZBIERAŁA caps zawiązywała kokardą. Fajnie wyglądało a ja byłam szczęśliwa, że mojej pani się spodoba i posmakuje. Tak na prawdę te czekoladki luzem były o wiele smaczniejsze od tych w ekskluzywnych bombonierkach

    1. Też pamiętam, jak w klasach 1-3 chciało się zawsze czymś panią poczęstować. Wtedy mały człowiek był dumny, że jego kochanej pani coś posmakowało. 🙂

  23. My tez dziś z Pyzolem byliśmy na zakończeniu roku u mojej młodszej siostry 🙂 Za kilka lat będe takim rodzicem który będzie właśnie zaczynał planować wolny czas swojej pociechy 🙂

  24. hej, no niezle przypadki tu opisujesz, u nas na wsi to tylko kwiaty dawalismy. a moje dzieci nic nie daja, w ogole nikt nic nie daje!!!! za to zawsze na koniec roku szkolnego nauczyciele organizuja wycieczke i cala klasa jedzie no i oczywiscie koszty pokrywa szkola. tu nie ma czegos takiego jak oficjalne rozpoczecie czy zakonczenie roku szkolnego, w stroju bialo czarnym. na koniec szkoly dzieci robia przedstawienie dla rodzicow a nauczyciele organizuja zabawy fantowe i inne. i tak wszyscy koncza szkole, bezstresowo. pozdrawam

    1. O, super sprawa. Moja koleżanka pracuje w polskiej szkole w Niemczech i na początku musiała podpisać deklarację, że nie przyjmie żadnych prezentów od dzieci czy rodziców.
      A to, jak jest u Was, bardzo mi się podoba. U nas jednak niemożliwe, żeby szkoła zafundowała dzieciom wyjazd. Oczywiście wycieczki są, ale za kosmiczną kasę. Jajo było teraz cztery dni w Krakowie, to niestety wiem.
      Pozdrawiam 🙂

  25. A ja zgadzam się z DZIĘKUJE i kwiatami tylko niech będą szczere dla nauczyciela nie koniecznie wychowawcy który dał dziecku nie tylko zawodową normę ale więcej Podziękujmy nie dla zasady ale z serca za serce Niech ten prawdziwie dbający o dzieciaki wie że to jego pracę doceniamy A może po prostu wystarczy przez rok pomagać w pracy uczestniczyć z dziećmi w festynach kiermaszach itd….

  26. a wiesz, ze taki filmik zmontowany jest super pamiątką, zwłaszcza od klasy, którą trudno zapomnieć- po latach wciąż będzie bawił i wzruszał – tyle ze łatwiej jest sięgnąć po portfel :))))

    Nie wiem, te pieniądze mieszają ludziom w głowach, prezenty dla nauczycieli, na komunie, gdzieś się mija z celem….

    Takie czasy ….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *