Kto może bezkarnie spóźniać się do pracy?

Kłopoty zdrowotne mojego Jaja powodują, że zaliczam co jakiś czas nowego specjalistę.

Kilka miesięcy temu Jajo przewróciło się na lodowisku i miało kłopot z dłonią, w zasadzie z nadgarstkiem. Okazało się jednak, że to żadne pęknięcie kości, jak podejrzewaliśmy. W każdym razie chirurg stwierdził, że to robota dla ortopedy i że powinien jakieś blokady Jaju zrobić albo zabieg. Pięknie. Na szczęście powiedział, że to nie jest pilne, że ortopedaspokojnie można w ciągu roku czy nawet dwóch lat to załatwić. To nawet dobrze się złożyło, bo przecież naszej służbie zdrowia raczej donikąd się nie spieszy, więc udało mi się Jajo zarejestrować do ortopedy. Na wizytę czekałyśmy dwa tygodnie. Normalnie cud, że tak krótko.

Idziemy w końcu do przychodni. Na korytarzu pusto. Normalnie nie uwidzisz żywej duszy. Dziwne. No, ale odnajdujemy właściwe drzwi, a tam kartka, że lekarza dzisiaj nie będzie. No, pięknie. To my pędzimy przez całe miasto, cieszymy się, że tylko dwa tygodnie przyszło nam czekać na wizytę, a tu taka niespodzianka?! Idę do rejestracji, pytam. Pani przeprasza, ale nie zdążyła zadzwonić do pacjentów, bo lekarz przed godziną powiadomił przychodnię o swojej nieobecności. Pani więc przerejestrowuje nas na inny termin. Trzy tygodnie później. Wypadło to akurat wczoraj. Godzina wizyty dziwna: 16.03. I już mam oczywiście wizję, że pacjentów co minutę zarejestrowano i pewnie będzie kocioł, ale Jajo pociesza:

– Na pewno nie. Pewnie co trzy minuty. – No, pocieszenie świetne. Nasi lekarze mogą chyba bić mistrzostwo świata w przyjmowaniu na czas. Lepsze to jednak, niż kilku pacjentów na tę samą godzinę, bo to przecież też stała praktyka. Potem się okazuje, że z powodu załamania czasoprzestrzeni jest pięciu pacjentów na 18.

Idziemy dziś do tej przychodni, a tam tłum. Ale taki tłum, jakby właśnie coś za darmo rozdawali. Wszystkie krzesełka zajęte wzdłuż całego korytarza. Nie wpadam jednak za szybko w panikę, bo przecież gabinetów kilka i trzymam się nadziei, że nie wszyscy tam gdzie my.

Mówię na którą mam godzinę, pytam kto przede mną. Okazuje się, że jest pan na 16. My za nim. Siadamy gdzieś na jakiejś ławeczce, bo ludzie mili i się ścisnęli lekko, żebyśmy swoje dupki też posadziły. Siadamy i nawet do łba mi nie strzela myśl, że lekarz jeszcze nie przyjmuje. Jednak po chwili wbiega ktoś na korytarz, mało nie tratuje dziecka. Bieeeegnie. Wprost do gabinetu. To lekarz. Spóźnił się godzinę! Okazuje się po 30 minutach czekania, że wchodzi „godzina 15.05”!!! No, kurza twarz. A my mamy 16.03. Jajo już stęka, że w zasadzie to ta ręka już nie boli, że jakby taki cud nastąpił, i że spokojnie możemy wracać do domu. A ja nie.

– Chciałaś lekarza, masz. Czekamy.

No, ale po następnych dziesięciu minutach, kiedy pacjentów ciągle przybywało i nie było końca tych, którzy zarejestrowani byli na 15 z minutami, mięknę. Nawet książka nie pomaga. Trudno się skupić. Facet koło mnie prawie płacze. Głowę chowa w ramiona, obejmuje rękoma i klnie sobie cicho pod nosem.

W końcu jęczenie Jaja z jednej strony, jęki pana z drugiej doprowadzają do tego, że się poddaję. Idę do rejestracji i pytam, czy mogę przerejestrować Jajo na inny dzień, bo tam w poczekalni jest taki kocioł, że do 22 to będzie trwało, a nam przecież aż tak bardzo się nie spieszy.

– Ale tak jest codziennie – mówi pielęgniarka.

– Jak to? Lekarz codziennie spóźnia się godzinę do pracy?

– Tak.

– To nie można rejestrować od godziny później?

– Nie, bo powinien zacząć od 15.

No, i gadaj z taką. Nie ma sensu, bo przecież nie ona to ustala. Ale ten, kto to robi, powinien dostać medal za logikę działania. Nie wspomnę o tym, że nie każdy ma taki przywilej, żeby codziennie spóźniać się godzinę do pracy. W dodatku bezkarnie.

I Jajo w końcu przerejestrowałam na pierwszego września. Nie wiem, czy to ma sens, ale zobaczymy. Może już tego dnia lekarz się nie spóźni.

Aha. A pisałam już, że kocham polską służbę zdrowia?

*zdjęcie ze strony mw.biz.pl

0 thoughts on “Kto może bezkarnie spóźniać się do pracy?”

  1. Aniu, też ją kocham. Ostatnio kiedy czekałam na lekarza jego pomoc,czyli pani pielęgniarka powiedziała, że pan doktor przyjdzie jak się wyśpi. Krew mnie zalewa- niedługo będę musiała leczyć nabytą przez naszą służbę zdrowia nerwicę 😉

  2. Co do lekarza- gamonia jednego powinni wylać i zatrudnić nowego.
    A co do spóźniania- kiedy pracowałam, jako niania- dzieciątka przywożono mi do domu. Z jednej strony plus, bo nie musiałam rano się spieszyć itd. Ale z drugiej strony, jeśli ich mama dzwoni do mnie wieczorem z tekstem- Pani Aniu, jutro przyjedziemy na 6.00 rano, a nie na 8.00, bo mamy pilny wyjazd… I ja zrywam się wcześniej, aby na tę 6.00 być gotowa, a oni przyjeżdżają na 9.00 to normalnie krew mnie zalewała! Na szczęście od poniedziałku zaczynam nową pracę. Przerywam passę bycia nianią, która trwała 3 lata 😉

    1. Masz rację, że niepunktualność innych wkurza. To nieszanowanie czasu innych ludzi. A lekarza, w dodatku specjalisty, pewnie nie wywalą, bo jest ich mało, więc się z nimi cackają jak z jajkami. 😉
      Gratuluję nowej pracy! 🙂

  3. Witaj Aniu. Później lekarze się dziwią że ludzie chodzą do różnych uzdrowicieli. Ciekawa jestem jak poczułby się pan doktor gdyby przyszedł do jakiegoś warsztatu np. samochodowego i pan mechanik spóźnił się godzinę 😉 Pozdrawiam

    1. Oj, pewnie by szybko zmienił warsztat. A niestety lekarza specjalisty zmienić tak łatwo (w przychodni) nie można.
      Pozdrawiam również

  4. Taaak.Ja przez służbę zdrowia-a raczej przez lekarkę do dzisiaj jestem na kroplach nasercowych.Więc raczej kończę wypowiedz bo musiałabyś ocenzurować moją wypowiedź.

    1. Wyszło masło -maślane w ostatnim zdaniu 🙂 .Ale przepraszam bo jeszcze na samą myśl mnie ponosi i nie myślę logicznie przez jedno głupie babsko.

  5. Kochana z Nielatowym kolanem, do ortopedy jednego zapisani byliśmy niemal już – raptem tydzień, czy dwa czekania… i hasło operacja teraz i natychmiast, że ja mam fobię operacyjną – myślę – sprawdzę u drugiego, drugi (prywatnie) bez badań nie chciał wiele powiedzieć, ale kazał do przychodni na kasę chorych się zarejestrować i tu… termin 7 miesięcy plus niedawny telefon i przełożenie wizyty na SIERPIEŃ (czyli kolejne 2 miesiące)… no i 3 lekarz – teoretycznie na kasę chorych, ale że poza oficjalnym torem działania, to tak jakby prywatnie… na a teraz, w ramach kulminacji programu medycznego muszę wepchnąć gdzieś na zabiegi Nielata, ale… ponieważ rejestrują na 2015 – 2016, a ja chcę już, teraz i najlepiej na wakacjach, to normalnie nie wiem – chyba na głowie muszę się stać nauczyć 😛 … dodam, że kolano Nielat załatwił na długim weekendzie majowym w 2013

      1. W Warszawie do ortopedy z kolanem chciałem się dostać. Przychodnia przyszpitalna, nawet niezbyt daleko gabinetu Tuska, bo 2 przystanki. Ja do niej mam dalej, ale bliżej ortopedy nie znalazłem. Termin na początku maja dawano mi na … wrzesień. Taka jest POlska. Gdzieś ktoś mi coś innego, w innej dzielnicy podpowiedział, może na początku lipca się uda. Godzinę tam stałem do rejestracji.

  6. Więc zapraszam na Dolny Śląsk może nie jest idealnie ale niema takiego zamieszania nawet ci receptę pocztą z zaleceniami lekarskimi przed wizytą wyślą. Chociaż trafia się dużo przychodni które ma w porządku terminy a że my z Natką mamy taki fetysz biegania po specjalistach no to moge się wypowiedzieć że do żadnego specjalisty nie czekałam dłużej niż 3 tygodnie na nfz wszystko 🙂

    1. Żartujesz? Powiedz, że jednak to taki żarcik rozweselający z rana. W listopadzie rejestrowałam Jajo do specjalisty chorób tkanki łącznej. Wizytę mamy 1 lipca. 🙂

      1. Powiem ci że najdłużej czekałam do neurologa dziecięcego 5 tygodni. Mam jakieś niepisane szczęście jak potrzebowałam wizytę w szpitalu na onkologii czekałam 2 tygodnie. Ania nie mam w rodzinie lekarza ani nikogo w NFZ ministerstwach i innych takich. Mam dużo szczęścia. Już wiem w której przychodni trzeba zmusić pigułę żeby przejrzała zeszyt zapisów do okulisty bo to że jest otwarty na listopadzie nie oznacza że niema terminu na czerwiec 😀 Wytrwałości i szczęścia w przychodniach(przesyłam trochę mojego) :*

        1. Faktycznie masz szczęście. Ale przyznam, że jak Jajo miało skierowanie do onkologa, to lekarz z chirurgii sam zadzwonił i załatwił termin za pięć dni. A pierwszy raz na oczy go widziałam, nawet nie prosiłam, a sam tak zadziałał. Są więc też życzliwi lekarze. 🙂

  7. Tacy lekarze sobie myślą, że są Panami i władcami!
    Mnie ostatnio zaskoczyło, że okulista( na kasę chorych) przyszedł nawet przed czasem i wcześniej zaczął przyjmować pacjentów! Aż nie mogłam uwierzyć.

      1. A teraz sobie pomyśl, moja mama od 20 lat lekarka, pracuje w 2 szpitalach i 3 poradniach, czasami wyjezdza o godzinie 6.00 jednego dnia a wraca o godzinie 18-19 dnia następnego. Non stop 24- 36 godzin w pracy. Powiedz gdzie taki człowiek ma czas dla siebie, gdzie sie wyspać? najprawdopodobniej ten lekarz co się ciągle godzinę spoźnia. leci z innej poradni bądź szpitala. Uwierz mi zeby godnie zarobić w tej branży inaczej sie nie da. Naprawdę, znam to z innej perspektywy i nie jest tak że jak sie ma lekarza w rodzinie to idzie wszystko załatwić „na boku”. owszem do najbliższej przyjaciołki mamy to w kazdej chwili moge isc, (jest neurologiem) ale ciąze musze prowadzić prywatnie, badania albo na nfz albo prywatnie i nie ma gadania ze mama lekarz. Wszystkim sie wydaje ze lekarze sie obijają i mają wszystko gdzieś, ale oni z jednej pracy do drugiej i czasami nie maja siły zeby sie przez te 24 godziny non stop uśmiechać do człowieka. a system w jaki to wszystko jest ogarnięte to inna sprawa, ale uwierzcie mi że lekarze też są za tym żeby to zmienić bo nie mają sami siły. Tylko to zależy od tych którzy nie mają o tym pojecia, czyli”polityków”

          1. Racja a ilością miejsc do specjalistów rzadzi fundusz to zanczy narzuca limity wiec te odległe terminy są dzięki nfz

  8. No właśnie takie to trochę… heh, napiszę tak jak myślę: normalne. Przecież w naszym nierównym kraju od zawsze byli równi i równiejsi, nie?

    Szkoda tylko, że my tracimy na tym…

  9. Jak chodziłam z Dzieciem Starszym po specjalistach to terminy były takie, że kiedy już dotarłam to musiałam sobie przypominać po co ja skierowanie chciałam, bo Dzieć już był w porządku.
    Jak szłam na usg biodra Dziecia Młodszego to też Pan Dr się duuuużo spóźnił. Chyba więcej niż godzinę… a tu tłok, bo w końcu samo niemowlę się nie pofatyguje do specjalisty.

    1. Te ich spóźnienia okazują się nagminne. Domyślam się, że czasami jest to spowodowane przedłużeniem jakiegoś wcześniejszego dyżuru, ale jak lekarz spóźnia się codziennie, to już lekka przesada.

      1. Ale w sumie to nie tylko publiczna służba zdrowia tak ma. Do gina prywatnie rejestruję się na konkretną godzinę. Często ma 2-godzinne poślizgi. Fakt, nie zawsze i nie tylko dlatego, że się spóźnia – pacjentkom poświęca tyle czasu, ile konkretny przypadek wymaga, więc jakoś nawet jak kobiety narzekają, że muszą tyle czekać, to nie motywuje ich do zmiany gina, do którego kolejki są mniejsze.
        Ale Jaju to nie zazdroszczę. Pewnie jak już się spotka z ortopedą, to się okaże, że żadna interwencja nie jest potrzebna.

        1. Przypuszczam, że tak może być, chociaż z tego, co mówił chirurg, raczej samo nie przejdzie.
          Tak jak piszesz o tym ginekologu, co się spóźnia, to musi być dobry, jeżeli jednak pacjentki u niego zostają. Bo akurat w tej dziedzinie gabinetów dużo.

          1. Naprawdę jest dobry. Przynajmniej jeśli idzie o prowadzenie ciąży. A przyjmuje w prywatnej przychodni połączonej ze szpitalem, więc czasem to mu się jakiś zabieg przedłuży. Ale do innego zazwyczaj są krótsze kolejki, a jedna pani na moje – to może do tamtego doktora (też podobno dobry), to nie trzeba będzie czekać, mówi: ale ja chcę do tego. I nie chcę czekać 😉 Tylko właśnie – jak sobie czekam, aż w końcu mnie przymnie a pacjentka siedzi tam i siedzi to wiem, że mnie też nie potraktuje po łebkach, bo czas się kończy.

          2. Wtedy to można poczekać. Jak lekarz dobry, nie traktuje pacjentów po łebkach, to można się poświęcić. 🙂

  10. Cóż, podobno lekarzom na studiach klaruje się, że są wyjątkowi. Coś na zasadzie nadludzi. Takich nigdy punktualność nie dotyczy. A wyjątki potwierdzają regułę.
    Moja szefowa do chlubnych wyjątków nie należy, potrafi się spóźniać po 40 minut, ale gdy pacjent nie przyjdzie na czas, to co najmniej obraza majestatu jest. Druga sprawa, to ploty z pacjentami. Zamiast leczyć pieprzy o dupie maryni. Opóźnienia są nie raz z tego powodu po godzinie plus jej spóźnienia, a mnie nikt nadgodzin nie płaci ani szkodliwego za słuchanie plot. Przez te jej dopytywania o sprawy osobiste, wścibstwo, cześć pacjentów zmieniła lekarza, ale do wiadomości tego nie przyjmie, bo kryształowa przecież. Tymczasem żeby wymagać od kogoś, pracownika również, należało by zacząć wymagać od siebie.
    Przez to głownie szukam innej pracy

  11. Hehe Polska służba zdrowia i nie wiadomo czy śmiać się czy płakać. Być może pociesze cię tym, albo jeszcze bardziej załamie, że wszędzie w każdym mieście działa tak samo czyli prawdę mówiąc nie działa…

  12. Nie dalej jak wczoraj usłyszałam w rejestracji rozmowę 90-latka z rejestratorką – termin do reumatologa – listopad. Ja mam inne (wcale nie mniej przykre doświadczenia) Młodszy (6 lat ) zachorował na mononukleozę z powikłaniem – zapalenie ucha. Owszem udało się do laryngologa szybko dostać – wizyta trwała 3 minuty. Potwierdziła diagnozę i kazała przyjść po swoim urlopie czyli za miesiąc. Na szczęście pediatra rozmawiała gdzieś na korytarzu z ową panią doktor i stwierdziły, że wcześniejsza kontrola jest konieczna (dziecko w czasie choroby miało duży niedosłuch). Nowa pani laryngolog (nie wiem jakim cudem znalazł się termin) stwierdziła, że dawka antybiotyku za mała, i kontrola za cztery dni z badaniem słuchu. Po czterech dniach wizyta 3 minuty i do domu – no więc upomniałam się o badanie słuchu i łaskawie zrobiono. Wyniki nie są dobre, ale z tym damy radę. Moje obserwacje – poczekalnia 5-6 osób, a pani wychodzi co jakiś czas, a po powrocie nikt nie woła pacjenta przez kilka minut (do 10). Po prostu ręce opadają… A w piątek (po święcie) byliśmy w poradni przy szpitalu. Jeden lekarz gonił między szpitalem, poradnią chorób i punktem szczepień. Przyjmowanie pacjentów zaczęło się o 10.30 (a miało o 9.00), a potem był jeden pacjent na godzinę 😉

    1. To jest masakra, bo ja rozumiem, że brakuje pieniędzy itp., ale jakby lekarze tylko szanowali czas pacjentów (i przy okazji też swój przecież), to już by było trochę lepiej, bo nie robiłby się sztuczny tłok.

  13. Niestety sa bezkarni. Raz nasza lekarka przyjmowała od 8 do 10, a pojawiła się na 9.30. Bylam zapisana jako pierwsza na 8.00. Myślałam ze mnie szl..g trafi…

    1. Pani w rejestracji twierdziła, że zaczęły dzwonić do pacjentów po kolei, ale lekarz za późno je powiadomił i nie zdążyły. Pewnie tak było, bo nawet miała listę wydrukowaną i część odhaczoną.

  14. Ja mam cudownego lekarza pierwszego kontaktu i złego słowa na niego nie powiem, o reszcie wolę milczeć. Był jeszcze doskonały laryngolog, ale go do sejmu wybrali. Mówiłam, żeby na niego nie głosować, ale się wszyscy uparli, że taki mądry facet. A teraz jęczą, że nie ma w mieście dobrego laryngologa. Gdzie tu logika. zaczynam podejrzewać, że to co bardziej zniecierpliwieni pacjenci zorganizowali aferę podsłuchową. Szybsze wybory i pan doktor wróci. 🙂

    1. A, to przynajmniej jasne, kto za tymi podsłuchami stoi. Może tam jeszcze kilku innych dobrych lekarzy i pacjenci wzięli sprawy w swoje ręce. 😉 🙂

  15. U nas jest duża konkurencja wśród zakładów opieki zdrowotnej i uwierzycie mi czy nie, naprawdę o której godzinie bym nie poszła jestem przyjęta. Np. wczoraj wyniki były złe i trzeba było szybko zlecenie na zastrzyki w domu, w pół godzinki i zlecenie było. Pielęgniarka w domu dała zastrzyk w ciągu godziny. Naprawdę!

  16. Nie mam tez kłopotu z uzyskaniem skierowania na badania, a w rodzinie potrzeba jest duża, ostatnio dostałam skierowanie na badanie morfologii do końca roku, raz na tydzień. Nie muszę latać co rusz do lekarza po skierowanie, a to dla mnie dużo, bo nie mam zbyt dużo wolnego czasu. Pozdrawiam

  17. Niektórzy panowie lekarze to elita i wydaje im się, że mogą robić co chcą.I żeby było straszniej, to powiem, że oni naprawdę mogą robić co im się żywnie podoba, np spóźnić się godzinę do pracy, alby wyjść z niej godzinę szybciej..
    I to jest straszne..

  18. Aniu jak bym o swojej przychodni czytała. Pewnie wszędzie to samo, bo oni ci lekarze, pracują gdzie się da i tak to działa. Jaki minister taka służba zdrowia. Dobrze, że już innego /ej/ nie ma, bo jak słyszałam, że „dobro pacjenta jest dla mnie najważniejsze”, to szlag mnie trafiał. Pozdrawiam Aniu 🙂

  19. oczywiście wkurzyć się można, ale same jesteśmy sobie winne, że lekarze się spóźniają, a pielęgniarki są opryskliwe. Dlaczego? Ano dlatego, że nic z tym nie robimy, Ty też moja droga autorko właśnie przyczyniłaś się do tego, że pan doktor nadal będzie się spóźniał. Składajmy skargi… W mojej poradni nie chciano do pediatry przyjąć dziecka, które miało 40 stopni gorączki, więc jeden telefon do NFZ sprawę załatwił, innym razem jestem w przychodni i przychodzi mama zapytać panią doktor, czy ją jeszcze przyjmie, a pani doktor odmówiła, więc mama ze spuszczoną głową wyszła, a prawda jest taka, że każde chore dziecko powinno być przyjęte do godziny 18-tej, a jeśli nie ma już pediatry zrobić to musi lekarz medycyny rodzinnej. Podobnie jak lekarz się spóźnia składajmy za każdym razem skargę do dyrekcji, w końcu zwrócą mu uwagę, jak to nic nie da to dzwońmy do NFZ. Dlaczego pozwalamy się tak traktować, przecież Ci ludzie lekcewarzą swoje obowiązki, a zarabiają 3 krotnie więcej niż my. Przestańmy traktować ich jak bogów, czy dla nas ktoś byłby tak pobłażliwy? To samo z pielęgniarkami, jak są nie miłe – zwrócić uwagę, jeśli nie pomoże – skarga. Niestety ale u nas trzeba wychowywać społeczeństwo, bo mimo bycia europejczykami, większość polaków to po prostu nieokrzesane chamy i lenie…

    1. Masz rację. Mam jednak na swoim koncie dwie skargi na szpital, szkoda, że wyrzuciłam odpowiedzi, jakie dostałam. Chyba szkoda było moich nerwów i zachodu. Czasami myślę, że w naszym kraju są jednak nietykalne grupy zawodowe.

  20. Nie wiem czemu się tak dziwicie tym spóźnieniom??? Przecież to oczywiste. Ten ortopeda pracuje w szpitalu do 15.00 . A Fundusz pewnie życzy sobie by Poradnia działała z ortopedą od 15 tej :). TO co i jak? ma się teleportować??? a Gdzie pytam sie obiad???

  21. Moi drodzy!!! To ja chyba byłam świadkiem cudu. Trzy razy w roku jeżdżę do poradni hematologicznej, odległej od mojego miejsca zamieszkania o trzy godziny. Ostatnia moja wizyta wyglądała tak. Jak zwykle trzeba było sobie zrobić stosowne badania a następnie udać się pod gabinet i czekać. Lekarz przyjmował od 12 więc parę godzin jeszcze przede mną, ale trudno, książka jest można czekać. O godzinie 12 już wszyscy w kolejce w pełnym oczekiwaniu, wszak lekarz u każdej chwili może się zjawić. Piętnaście minut, pół godziny spóźnienia, nie jesteśmy małostkowi, mogło coś zajść na oddziale. Ale już o 13 kolejka zaczęła przejawiać zniecierpliwienie. Jedna w pań poszła się zorientować w temacie do rejestracji , gdzie zdumione pielęgniarki, przekonane że lekarz już przyjmuje, zaczęły go szukałać. Po chwili przyszła wiadomość, że lekarz dziś na wolne. I zanim ta wiadomość dotarła do naszych umysłów, rejestratorka sama, przez nikogo nie zmuszona, stwierdziła, że idzie się skontaktować w lekarzem, albo poszuka zastępstwa. Po piętnastu minutach, wiadomość: lekarz przyjdzie!!!!!!!! I faktycznie, trzeba było poczekać jeszcze tak ok.pół godziny, ale przyjechał. I na wstępie bardzo przepraszał za utrudnienie!!!!!. Potem jeszcze każdego z osobna w gabinecie. Normalnie cud!!! To znaczy lekarz jest w porządku ,bo chodzę do niego już 7 lat i zawsze wykazywał się dużą kultura. Cud to jest odniesienie się do tej sytuacji, bo mogła rejestratorka stwierdzić że lekarza nie na i koniec!!! Lekarz mógł powiedzieć że na wolne i też po sprawie. Normalnie cud.

      1. Skutek, chyba, braku informacji między przyszpitalną przychodnią a szpitalem. W rejestracji była informacja, że lekarz na wolne dwa dni później w czwartek, a nie we wtorek. W podobnym przypadku byłam zawiadamiania telefonicznie. Przy wizycie lekarz sam ustala termin następnej wizyty, w moim wypadku jest tak co trzy miesiące.
        Pozdrawiam

          1. I chwała Mu za to. Zresztą chyba ostatnio mam szczęście jeżeli chodzi o wizytę u lekarzy. Za dwie godziny mam kolejna kontrolę z młodą do ortopedy. Młoda trzy miesiące temu złamała złamała rękę w nadgarstku, włącznie w przerwaniem ukrwienia. Ręka nie wytrzymała konfrontacji rolek z wolno biegającym psem. Po trzydniowym pobycie w szpitalu zalecenie: za dwa dni do kontroli. Jadąc na wizytę byłam pewna że czeka na nas długa kolejka a tu…nic!! Od ręki do gabinetu. Przy drugiej kontroli, telefon od rejestracji czy nie dałabym rady przyjechać wcześniej bo sam doktor nie ma już pacjentów. Nie dałam rady , trochę ze strachem jechałam że na darmo. I jednak doktor czekał na mnie. Sukces tkwi chyba w fakcie, że dla dzieci utworzyli oddzielne godziny , tym sposobem likwidując kolejki do minimum. Jak sobie przypomnę kolejki, w których czekałam że starszą córka to aż za głowę się łapie. Będąc w szpitalu na godzinę 6.00 było się już tak ok. 20 u kolejce. I nie zawsze było się przyjętym.

          2. Jak jest dobra logistyka, to wszystko działa jak należy. Chyba jednak czasami wystarczy trochę dobrej woli. Wtedy i pacjent się nie denerwuje, i lekarz spokojnie wykonuje swoją pracę.

  22. Cała nasza polska rzeczywistość Ostatnio kolejna kontrola z synem u kardiologa zwarta i gotowa z prowiantem napojami książką tabletem i Bóg wie czym jeszcze czekamy ale…ale udało się Po wizycie idziemy się zarejestrować na kolejną nakazaną przez lekarza za pół roku ale nie terminy mają za 9 miesięcy to kto kogo za wariata robi lekarz swoje rejestratorka swoje a my jak te osiołki Wizyta u specjalisty to jak sporty ekstremalne adrenalinka że ho ho

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *