Kamieniami po filipińsku

Pisałam jakiś czas temu o masażach i nawet poskarżyłam się, że Mężuś nie chce tak przez godzinkę mnie ugniatać. Mężuś to przeczytał i do serducha sobie to mocno wziął. Taki to ci ten mój Mężuś kochany. Zabrał mnie na masaż. Oczywiście lekki stresik jak zwykle był, ale jak się okazało, że masują kobitki, trochę strach odpuścił. W dodatku Mężuś poszedł na całość, bo zafundował nam całe 120 minut masażu gorącymi kamieniami (podczas pobytu w Warszawie).

Umówiliśmy się na termin. Poszliśmy. Co prawda nie bardzo mogłam strawić to, że Mężusia też będą ugniatać, bo jakże tak obce dłonie na Mężusiu? Gatek jak zwykle nie oddałam. Toż przecież gatek strzec trzeba jak niepodległości. Trafiła mi się malutka, drobniutka masażystka, oczywiście Azjatka, bo w tym salonie masują same Filipinki. Masażystka sięgała mi może do pachy. I już zaczęłam się zastanawiać, jak ta drobinka da radę przez dwie godziny tak człowieka masować (tym bardziej że człowiek duży).

Położyłam się na łóżku. Pani mnie czymś przykryła. I nagle bach! Wskoczyła na to łóżko i dawaj mnie ugniatać. A miała moc w tych drobniutkich paluszkach, że ho-ho. Jak w imadle ściskała. Na razie przez szmatkę, dopiero potem z olejkami po gołym ciele. O! To to jest masaż, a nie takie pierdu-pierdu jak w SPA. I mało nie parsknęłam śmiechem, bo od razu mi się scena z jakiegoś filmu przypomniała, jak taka właśnie Azjatka faceta masowała, a ten wrzeszczał z bólu, bo ona po nim chodziła, skakała, ręce mu wyłamywała. I już siebie widziałam oczyma wyobraźni, jak taki połamaniec z łóżka wstanę. Ale muszę przyznać, że pani z siłą dużą mnie gniotła, wykręcała i okładała kamieniami, ale przyjemne to było bardzo. I leżę tak sobie, poddaję się. Pełen relaks.

Nagle ta za gatki moje chwyta i w dół, by pośladki odsłonić. Kurza twarz! Toż to żadna kobitka przy tej części mojego ciała jeszcze nie majstrowała. A wtedy błysk. Toż za ścianą jakaś egzotyczna, nie daj Boże, piękność dobiera się do dupci mojego Mężusia. I już z odsieczą chcę ruszać, bo pewnie nie walczy, nie broni gatek. I już chcę pędzić, ale masażystka jak nie zacznie gnieść i miętolić, że morale we mnie zmalało od razu i pozostawiłam Mężusia na pastwę obcej kobitki, co ma moc i siłę w dłoniach taką, że ho-ho. I dobrze, że nie ruszyłam, bo pani prawie nelsona mi założyła, potem w drugą stronę łapę mi wygięła, na szczęście obezwładnić nie chciała.

Dwie godziny masowania! W dodatku tak solidnego, że wszystkie mięśnie czułam. Normalnie masaż stóp, głowy, twarzy, pleców, brzucha, rąk, nóg i dupki rewelka. Polecam gorące kamienie. Pani nawet pomiędzy palce u stóp mi je powkładała, potem dobrze owinęła ręcznikiem, a po ciele przyjemne ciepełko się rozchodziło.

Post nie jest absolutnie sponsorowany, bo za masaż zapłaciliśmy uczciwie, jak należy, ciężko zarobione grosiki  (mieliśmy Groupony). Spokojnie mogę polecić miejsce, w którym ugniatać się daliśmy i nawet gatki do połowy dupska zdjąć pozwoliliśmy, a i we włosach pogmerać i kamieniami obłożyć też się daliśmy. Warto było. Podobało się bardzo i chyba przekonam się do masażu. Ale nie takiego głasku-głasku, tylko solidnego, z odpowiednią mocą wykonanego, i w dodatku przez kobitkę.

I jeszcze na koniec mogę ostrzec panie masażystki: my tam jeszcze wrócimy!!!

 

PS   A oto strona miejsca, w którym ugniatać się daliśmy: Isla Masaż & Spa

 *zdjęcie ze strony salonu (mam nadzieję, że mi wybaczą) 😆

0 thoughts on “Kamieniami po filipińsku”

  1. Tym szczegółowym opisem przypomniałaś mi słynne sceny z filmów (z L. de Funes) i kabaretów (nasz Ireneusz Krosny). Można się pośmiać, ale strach też jest, bo już po kilku nieprofesjonalnych masażach klienci wyjeżdżali na wózku inwalidzkim.

    1. W salonie zapewniają, że panie są profesjonalistkami. 🙂 Naprawdę było super, wcześniej mnie coś bolało w ramieniu, a po tym jak ręką odjął. Coś mi pani musiała nastawić. 🙂 Pierwszy raz podobał mi się masaż. 🙂

      1. Tak sobie pomyślałem ,że masz niedaleko nad morze to może nazbierajcie otoczaków, potem je do piecyka i na plecki czy gdzie indziej.Jak Ci sie podoba kamienioterapia? Dla lepszego efektu można je spryskać czymś co budzi Twój wyraźny sprzeciw / czemu dałaś wyraz pisemnie/, ale czego się nie robi dla zdrowia?

          1. Mogłabyś na pantomimy i to takie dosyć śmiałe. A co do Warszawy to się tu urodziłem i podoba mi się jak się to miasto błyskawicznie rozwija.

          2. A teraz zimą wygląda cudnie. Jeszcze jak skończą kiedyś to metro i znikną roboty z ulic, będzie jeszcze ładniej. 🙂

  2. Powiem Ci w tajemnicy, że mam takiego kolegę, co chodzi regularnie na takie masaże i za każdym razem jest tak podniecony, że resztę sobie już musisz teraz wyobrazić (nie będę wulgarna, bo może jakieś dzieci czytają) 😉

    1. Ha, ha 🙂 Nie wiem, co miał za masaż, może go głaszczą, bo ten był jednak solidny. I mam jednak nadzieję, że na Mężusia tak nie podziałało. 🙂 🙂

        1. A nie chcesz ze mną się wybrać do tej szkoły ? 🙂 Semestr zimowy za parę dni będzie otwarty, ale nabór się kończy. Ona jest w tym zaczarowanym miejscu, o którym Ci mówiłam 😉

  3. Oj, jak tak czytam to też bym tak chciała… A dziwna to jest chęć, bo mam Mamę masażystkę i nie cierpię jak mnie chwyta w swoje imadła (dobry masaż boli)… A tak naprawdę to marzenie mam maleńkie – dłuuuuuuga kąpiel w wannie pełnej gorącej wody (a nie takie „ciążowe” letnie popłuczyny ;)) i pachnącej pianki 😉

    1. Ten trochę bolał i już się bałam, że będę mieć siniaki. Ale potem normalnie człowiek się czuję rewelacyjnie. 🙂
      Poddaj się mamie. 🙂

  4. Tak „wyraźnie” piszesz, że po przeczytaniu sama czuję się zrelaksowana:) Ja spotykałam Filipinki w Norwegii- pracują w przedszkolach i sprzątają.Są bardzo solidne i pracowite.Skromne i ładne. Masują też zapewne nieźle. Pozdrawiam ciepło.

    1. Te też się wydawały bardzo skromne. Zrobiły pozytywne wrażenie, bo sympatyczne, jak coś mocniej uciskały, to zaraz pytały, czy okej. Bardzo mi się podobało. 🙂

  5. Już Ci zazdroszczę tego masażu… Mnie też przydałby się taki naprawdę solidny…
    Miałam kiedyś znajomego „masażystę” i dałam się namówić na jego hmmm… zabieg, ale odniosłam wrażenie, że jemu chodziło tylko o to żeby mnie po prostu tylko po dotykać. Jego „masaż” nie miał nic wspólnego nawet ze słowem – masaż, bo było to w moim mniemaniu po prostu głaskanie… 😉 a p całym zabiegu „pachniałam” tylko oliwką Bambino a ból karku, pleców i szyi pozostał… 😉

  6. Ja nawet do fryzjera nie lubię chodzić, bo denerwuje mnie gdy ktoś obcy mnie dotyka, więc dla mnie jednak tylko domowe SPA i mężowskie ręce, a szkoda, bo z tego co piszesz to ciekawe doświadczenie te masaże.

  7. Za taki masaż, to bym nawet gatki oddała 🙂
    A gruppon to jednak fajna sprawa. Zastanawiałam się nawet nad grupponem, bo zniżki ogromne w kwestii zrobienia sobie oczków, co by nie ślipieć bez okularów. Tyle tylko, że same zabiegi nie zawsze się udają, ale to nie wina gruppona 😉

  8. Już zachęciłaś i myślałam, że kupię voucher na walentynki dla mego pana, bo mu by się przydało, ale mój mąż lubi kobiety o azjatyckim wyglądzie więc no ten tego zazdrosna troszeczkę bym była…
    Zamówię mu masaż kamieniami gdzie indziej, gdzie będzie masował go facet! O! Jaka wredota ze mnie! 😉

  9. Hmm… Masaż w wykonaniu Filipinek to mi się kojarzy z zupełnie inną sceną w innym filmie, ale cicho, jeszcze przed dwudziestą pierwszą jest ;-).

    Gratuluję udanego masażu zatem i tylko się pod nosem do swoich skojarzeń uśmiecham ;-D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *