Jak nazywać „te” części ciała?

Dawno nie było gaciowego tematu. Czas to nadrobić.

Siedzę sobie wczoraj przed kompem, szukam informacji o kobiecych biznesach. Szukam inspiracji, zanim rzucę się na jakiś własny biznes niczym rekin finansjery. I trafiam na ciekawy pomysł. Pewna kobieta sprowadza do Polski i sprzedaje lalki. Ale jakże nietypowe. Są to lalki z określoną płcią, z narządami płciowymi. Podobno służą one również do zajęć edukacyjnych w przedszkolach. Uczy się dzieci, jak nazywać „te” części ludzkiego ciała. I tak od razu przez mózgownicę przeleciała mi refleksja, że w zasadzie język polski pod tym względem jest bardzo ubogi, bo albo nazywa „te” części naukowo albo wulgarnie, albo dziwacznie w zależności od fantazji rodziców. Stąd wszelkie muszelki, dziurki, cipcie, ptaszki, sisiorki. I nie ma rodzica, który by przed problemem nie stanął. Nie tylko nazewniczym. Bo dziecku pewne sprawy tłumaczyć trzeba. I każdy robi to po swojemu, intuicyjnie lub za sprawą literatury fachowej.

Pamiętam jak moje Jajo poszło do przedszkola. I od razu pierwszego dnia przyszło wyedukowane. Robiłam coś w domu, a Jajo ot tak „dupami” rzuca. Najpierw udaję, że nie słyszę. Może to taka klątwa dupy przekazywana z pokolenia na pokolenie. Czekam aż zapomni. Ale nie, Jajo uparte. Widocznie chce mojej reakcji, więc pytam.

– A co ty mówisz?

– Dupa – odpowiada dumne z siebie Jajo.

– A kto cię nauczył tak brzydko mówić?

– Koledzy w przedszkolu – odpowiada. – Bo ja już wszystko wiem. Tu mam dupę, a tu cipę.

Szczęka mi lekko opada. O mało nie parskam śmiechem, ale zachowuję powagę i tłumaczę, że może ładniej: pupa i cipcia. Jajo akceptuje i w sumie jest spokój.

Do czasu. Wiadomo, że to wiek, kiedy łatwo się nie odpuszcza, ponadto mały człowiek ciekawy jest świata.

Ojciec Jaja w gatkach po domu paradował. Jajo siedzi i obserwuje. I nagle podbiega do niego i cap go z impetem za klejnoty rodowe, aż się zgiął w pół.

– A cio to? – pyta. No, tak, przecież takie wypchane gatki to dla dziecka ciekawe, przecież ono ma inaczej. Znów tłumaczyliśmy, że chłopcy mają tak, dziewczynki tak. Widać, że koledzy w przedszkolu tylko o dupach i cipach mówili, więc musieliśmy uzupełnić edukację. Przy okazji tatuś się nauczył, by w domu w gatkach nie paradować.

Nazywanie intymnych miejsc chyba zawsze stanowiło problem. Pod tym względem język polski jest dość ubogi. Bo jak nazywać, by nie było infantylnie, ale i nie wulgarnie? Srom i prącie? Kurza twarz, ja mam lekkie opory, by to głośno wypowiedzieć, a przecież nie ma w tym nic złego. Jakoś przecież ktoś „to” musiał nazwać, nie?

0 thoughts on “Jak nazywać „te” części ciała?”

    1. Lalki niegłupie, w ogóle zajęcia w przedszkolu na taki temat niegłupie. lepiej tak oswoić temat, niż dzieciaki miałyby używać wulgaryzmów podsłuchanych u starszych dzieci. 🙂

          1. Ja się obawiam, że zaraz znalazłaby się jakaś nawiedzona mamusia, co to byłaby wielce urażona, że ktoś jej dziecku chce pokazać taką lalkę i powiedzieć, jak się nazywają pewne części ciała. I zaraz potem zrobiłaby się afera, kłótnie, fałszywa moralność i w ogóle. I było by po zajęciach. Jak to w Polsce z rozsądnymi pomysłami często bywa.

          2. Też prawda, ale podobno w niektórych przedszkolach to jakoś funkcjonuje. Pewnie dużo zależy od prowadzących, ale i rodziców.

  1. Mogę Cię pocieszyć, bo problem jest znacznie głębszy. O ile z dziećmi jest sprawa prosta, bo język dostosowujemy do osiągniętego poziomu rozwoju, i w tym kontekście zanim dziecko dorośnie to pozna kilka nazw tego samego narządu, to z dorosłymi jest już o wiele trudniej. Tutaj stosowanie nazw jest ściśle określone od okoliczności, i sytuacji w jakiej się znajdujemy.
    Tak generalnie to to, że dzieci już w przedszkolu rozmawiają o dupach jest naszą winą. Za mało o tym dyskutujemy z dziećmi, i niepotrzebnie robimy z tego tabu.

    1. Masz rację, że to nie powinno być tabu. Dorośli też mają problem i używają najczęściej wyrazów wulgarnych. Bo jak to nazywać? 😉 🙂

      1. Przytoczyłem okoliczności i sytuacje, bo jeżeli zostaną użyte np. pojęcia: penis, prącie, fallus (wymawiane z długim l), to z dużym prawdopodobieństwem można określić profesje autorów wypowiedzi. Kolejne: zaganiacz, gnat, fiut, flet, drut, itd. określą poziom rozwojowy interlokutora, a ch.. , kutas, ciul, fajfus, itp. zdefiniują środowisko. To samo odnosi się do narządów żeńskich. Jeszcze ciekawiej jest, gdy opisujemy, poszczególne stadia stosunku płciowego. Tu dopiero jest cyrk! I dlatego rozmowa na te tematy jest tak pasjonująca. 😉 🙂

          1. Niejaki Aleksander Hrabia Fredro w XIII księdze Pana Tadeusza także instruował Zosieńkę o nazwach męskich organów . Najbardziej podobało mi się zapytanie Zosieńki
            – A co go tak pięknie od spodu przystraja? To moja Zosiu , to właśnie są jaja. I po zastanowieniu to jest odpowiedź dlaczego są problemy z nazewnictwem.
            A może by tak jakiś konkurs?

          2. Ha, ha 🙂 Konkurs mógłby być niezły. 🙂
            Ostatnio właśnie na swoim drugim blogu cytowałam XIII księgę a propos narodowego czytania Fredry. 🙂

          3. I niech kobitki wybierają nazwę dla męskich a mężczyźni dla damskich. Ja tę XIII księgę uwielbiam bo w sposób otwarty ośmiesza męski punkt widzenia na te sprawy. A Zosia drwi sobie z tego zadęcia i bardzo dobrze

          4. Fredro był niezłym rozpustnikiem. Ma wiele takich kawałków. I podobno miejscowościom w swojej posiadłości też sprośne nazwy dawał. 🙂

  2. A widzisz, jak Ty mnie dobrze rozumiesz 🙂
    U mnie na razie siusiak i dziurka 🙂
    Chyba, że jak pisałą arte „cipkę” będziesz wymawiać jak „maskotka” 🙂

    1. No, właśnie, bo to ma ścisły związek z tym, jak wytłumaczyć dziecku skąd się biorą. 🙂 No, ale zobacz, jak śmieszne są te wyrazy. 🙂

      1. Jak słyszałem on to pisał szalejąc po majątkach razem z braciszkiem. I zaliczali tam panny, panie i rozrabiali jak pijane zające, a po kilku dniach/tygodniach nastepny majątek. Wyobrażam sobie ile mieli zabawy przy pisaniu tych wszystkich świństw

  3. Tak mi się przypomniało jak moja sąsiadka podejrzawszy tatę w łazience poleciała do mamy krzycząc”mamo,mamo -ale tata ma długą cipę…”.Znowu córka mojej koleżanki też ją podejrzała w łazience i się dziecię pyta”Mamo-dlaczego Ty masz tam sierść?”

    1. Ha, ha 🙂 Dzieciaki są niesamowite. Pamiętam, jak dostałam pierwszą miesiączkę. Młodszy brat pobiegł do rodziców, krzycząc, że „Ania ma cieczkę”. A mieliśmy w domu suczkę, więc temat znał z tej strony. 🙂

  4. Mam same gaciowate w głowie 🙂 Mam pełen komplet w domu czyli i cipcię i piotole – jakoś jak obie prącie i srom też mi ciężko przez gardło przechodzi . Żartobliwie z mężem między sobą mówimy, że i tak górą jest wadżajna 😉

  5. Jeśli chodzi o nazewnictwo narządów moczowo-płciowych to nic nie uradzimy. Zwą się jak się zwą i trudno coś nowego wymyśleć w tym temacie choć na własny użytek można pofolgować wodzom fantazji.
    Nazywanie tego naukowo też nie jest niczym złym, bo w końcu tak to się nazywa: fallus, wagina.

    Albo można nazwać to Pingwinkami 😀

    Hahahahaha, Pingwiny Z Madagaskaru

    Skipper (bo szef)- męską część

    Rikunia od Rico ( bo łyka i wypluwa hahah:P) – tak zdrobniale by to fajnie i ciepło to zabrzmiało 😀

  6. Nie wiem, czy tylko ja jestem taka nienormalna ale srom to mi się akurat zawsze ze sraniem kojarzył. Ja srom, ty srosz, on sro….. Chociaż ta nazwa chyba raczej od staropolskiego „sromota – wstyd” się wywodzi.
    Taką lalę z klejnotami rodowymi mieliśmy. Oczywiście w sklepie była odziana i dopiero w domu dzieci odkryły, że owe klejnoty posiada.

      1. Wacek to tak od razu się kojarzy. Pisałaś kiedyś o tym w swoim poście. Chyba wszyscy mają takie same skojarzenia. 🙂 Kiedyś w jakimś filmie ktoś mówił „wiertaczek”. 🙂

      2. Byłem z (w)Wackiem u lekarza 😛
        Ciężko to jakoś przed dzieckiem, i to małym, jakoś nazwać, jestem zwolennikiem nazywania wszystkiego po „imieniu”.
        Penis, to penis, a wagina, to wagina 🙂
        Ale jak już trzeba inaczej nazwać to proponuję: siusiak i siuśka, pyluś i siunia.

  7. Kiedyś słyszałam w pociągu, jak chłopak do dziewczyny na ucho mówił: No chwyć dżonsona.
    Ha ha ha 😀 Nie wyszedł mu szept, bo kilka osób na korytarzu się roześmiało.

      1. HAAAAAAAAA 😀
        Ania, nie mogę się tak głośno śmiać.
        W pracy jestem 😛
        To, że mam teraz luz to jedno, ale to, że zarżałam jak klacz to już nie bardzo 😉

          1. Też pięknie. : Ale zauważcie, że polskich imion nadaje się niewiele. W zasadzie jest chyba tylko „wacek”. 🙂

        1. Zrobią Cię pracownikiem miesiąca. I plakat z Twoją uśmiechniętą twarzą wywieszą jako zachęcacz dla innych pracowników. Któż tak kocha pracę, że cieszy się w głos w robocie? 😉 🙂

  8. My nie mamy problemów, język włoski ma dużo dziecinnych określeń narządów. Podobno moja bratowa mówi do córki, żeby umyła cipę. Osobiście wolałabym cipkę, cipunię, pisiunię, itp. i tak się zwracam do małej, kiedy mówimy po polsku. Jakoś nie mam oporów przed mówieniem o tych rzeczach z dziećmi, choć ostatnio nie wiedziałam, jak wytłumaczyć Gio co to jest okres… Muszę się lepiej przygotować, tak się zamotałam, że obiecałam mu wyjaśnić kiedy indziej

  9. To dość skomplikowany temat, bo niełatwo takiemu dziecko to wyłtumaczyć. No ja pamiętam, jak mówiłam na te części ciała – kura i siusiak. Jeeej, jakie to żewnujące;) Dziś jest to pochwa i penis;)

    Pozdrawiam

  10. Mój tata często chodził po domu w samych bokserkach. Jak byłam mała powiedziałam do mamy: tata zrobił dużą kupę! i się rechotałam! I ot co, tatuś zamiast przyrodzenia nosił… kupkę 🙂
    U mnie w domu zawsze się jawnie mówiło co to. Nie było tematu tabu więc i pytać nie było o co 😀

    1. U mnie też to nie było tabu, choć czasami człowiek zastanawiał się, jak to nazwać.
      A z tą kupką logiczne. 😉 🙂 Jak wypchane gatki, to przecież wiadomo dlaczego. 😉

      1. Cóż.. Jak ja przewijam małą mówię: wycieramy/myjemy/smarujemy ciochę i dupkę… Może to nie jest słowo bezpośrednie takie jak cipka, choć też czasem używam tego słowa, ale jakoś jest mówione.
        Kiedyś czytałam książkę – Wyznania gejszy, i tam starsza gejsza tłumaczyła młodszej na czym polega seks. Przedstawiała kobietę jako jaskinie, faceta jako węża i mówiła, że wąż musi się wygodnie ułożyć w jaskini, a jak już to zrobi to pluje i czasem w ten sposób zostawia małe węże… Jakoś tak to szło. Może przytoczenie jest złe, bo w końcu gejsza to w sumie pani do towarzystwa, ale chciałam przez to powiedzieć, iż dzieciom można tworzyć takie historyjki na pytania typu: skąd się biorą dzieci, co to seks itd. Jeśli chodzi o maluchy, bo nastolatki już się tym nie zadowolą. Jest to też sposób na uniknięcie niezręcznych słów.

          1. No tak, poradniki. Żyjemy w świecie, w którym nie mówi się już „zrób to sam” tylko ” rób to tak jak ja” – racja. Zawsze to jakieś ułatwienie. Człowiek nie musi myśleć 😀

          2. Ale są też podobno bajki dla dzieci, które pomagają te tematy poruszać. Nie wiem, bo już z tego wieku wyrosłam, ale słyszałam, że podobno są i to całkiem niezłe. 🙂

  11. Jak sobie przypomnę tę sytuację, trzęsę się ze śmiechu jak porażona prądem he, he. Kiedyś na jednej z imprez( zamierzchłe czasy to były , jaskiniowców) Przyjaciółka flirtowała z jakimś starszym chłopakiem, Obserwowałam ich z daleka jak słodko gruchali i nagle usłyszałam śmiech koleżanki, Chłopak wstał i uciekł, a ona rżała jak głupia przez długi czas. Powiedział jej: „-ale na mnie działasz, zobacz jak mój korzeń stoi”. Ha, ha …śmiejemy się z tego do dziś. A była to prehistoria 🙂

    1. Nie dziwię się, że chłopak uciekł, chciał się pochwalić korzeniem, a tu go wyśmiano. 😉 🙂 Też bym pewnie pękła ze śmiechu. 🙂

  12. Po mojemu było wiosło, wiosełko 😉
    Pamiętam jak mój synuś, który nie długo wcześniej naumiał się korzystać po męsku z wc rozmawiał ze swoim sowim siusiakiem. Stał już dłuższy czas na kibelkiem słyszę jak pomrukuje, kręci się , w końcu mówi zezłoszczony „no sikaj wreszcie ” 😉

  13. zgodzę się, że ubogi jest nasz język w tym temacie. można albo wulgarnie, albo jak z podręcznika do biologii, albo jakieś śmieszne „wacki” albo inne, tragedia. 😛

  14. To prawda! Ubogi jest nasz słownik w tym temacie.Ja nie widzę nic zdrożnego, żeby nazwać je zdrobniałym słowem, które w odbiorze (percepcji)dziecka będą brzmiały normalnie, ciepło, przyjaźnie i nie będą budziły mieszanych uczuć.Co do tych lalek i tego typu edukacji- mam właśnie mieszane uczucia. Jeśli będziemy naturalnie podchodzić do spraw płci, to na pewno nie będzie problemu.W pewnym wieku dziecko wie, że nie można się publicznie załatwiać, czy przebierać. Woli zachować intymność.Ale nie widzę nic złego,jeśli mama czy tato kąpią się razem w jednej wannie z maluchem.Nie widzę potrzeby, żeby na silę, na lalce uswiadamiac dzieci, co do plci:)

    1. To wszystko pewnie zależy też od rodziców i dziecka, pewnie też od tego jak są takie zajęcia prowadzone. A z kąpaniem z dziećmi też zaraz się znajdzie wielu przeciwników, bo zarazki albo inne powody. 🙂

  15. Co do kąpania z dziećmi, mam mieszane uczucia. W pewnym wieku raczej źle widzę kąpiel ojca z córką i matki z synem. Nigdy tego nie robiliśmy. Ewentualnie brałam prysznic przed Laurą, kiedy obudziła mi się o 2 w nocy, a ja jeszcze się nie myłam.

  16. całkiem niepotrzebnie ludzie sobie problemy stwarzają. uważam , że małym dzieciom należy powiedzieć siusiak i pisia, a większym z łaciny – penis i vagina. zmiatacze, węże, konie, chuje to właśnie niepotrzebne słowotwórstwo. srom źle się kojarzy, a dziurka raczej z czynnościami seksualnymi.

  17. Aniu, jestem Twoją rówieśniczką i jako kilkuletnia dziewczynka miałam takie dwie lalki 🙂 Piotrusia – to jakieś prorocze było bo mój były mąż tak ma na imię 🙂 i Rózię. Piotruś miał i siusiaka i jąderka. Można mu było wlać płyn w dziurkę w ustach i on potem siusiu robił ( miedzy dziurkami jak się po latach okazało miał rurkę ). Rózia miała ładnie odwzorowana cipcię małej dziewczynki, nie można jej było karmić.Lalki były ładne. Z NRD przywiezione, mam wrażenie że do tej pory gdzieś u mamy w szafie leżą 🙂

  18. W Polsce na pewno nie, ale w NRD były cudne lalki. rozmaite. Rodzice byli tam kilka lat na placówce i czasem coś przywieźli. Stąd miałam Rózię i Piotrusia i Czerwonego Kapturka z blond włosami aż do pasa. W NRD były piękne zabawki, ubranka i buty. Całe dzieciństwo w oryginalnych salamandrach przebiegałam, a teraz mogę sobie co najwyżej na wystawie popatrzeć 🙂 Ciekawi mnie do dziś jak to było, system socjalistyczny taki sam u nas i u nich, u nas wielkie nic szarobure a u nich takie cudeńka

    1. To ja nie miałam takich możliwości. 🙁 Nawet nie wiedziałam, że takie lalki były. Kiedyś jako dziecko byłam na obozie w NRD, to pamiętam, że oczopląsu dostałam na widok pluszowych zabawek i wtedy sobie nawet chyba jakąś pluszową świnkę przywiozłam. 🙂

    1. Ale zobacz, że do nas jak przyjeżdżał ktoś z ZSRR, to też oczopląsu dostawał. Byłam w tamtych czasach na Ukrainie (w Iwanofrankowsku) i cieszyłam się wtedy w jakim ja pięknym kraju żyję. 😉 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *