Ilu laryngologów potrzeba do wyczyszczenia ucha?

Ilu laryngologów potrzeba do wyczyszczenia Jaju uszu? Ha! Siedmiu, w tym jeden z tytułem profesora. Takie to Jajo oryginalne. I zanim zaczęło się czyszczenie uszu, to Jajo zostało zbadane jeszcze przez: 1 onkologa, 1 alergologa, 1 chirurga, 1 patomorfologa, 3 radiologów, 1 pediatrę, 1 lekarza rodzinnego (6 razy). W zanadrzu czekali jeszcze dermatolog i reumatolog (specjalista od chorób tkanki łącznej).  Nikt nie wiedział co jest Jaju, bo ślinianki ma jak balony. Lekarze odbijali sobie Jajem jak piłeczką pingpongową. I kiedy w końcu Jajo leżało na kozetce przyszykowane do biopsji, lekarz stwierdził, że nie, on kłuć nie będzie, bo to nie do kłucia. A że sam kiedyś jako dziecko miał kłopoty ze śliniankami, dał nam nazwisko na pewnego profesora, podobno wybitnego specjalisty. No, to my w auto. Na uniwersytet medyczny gnamy. Szczęście sprzyja. Profesor u siebie w gabinecie. Wchodzę, mówię co i jak, lekarz skrępowany, bo ja pytam o prywatną wizytę. Dał wizytówkę, ale widać, że mu głupio. Może bał się, że zza moich pleców jakieś TVN wyskoczy albo gorzej – CBA.

Wieczorem więc pomykamy do niego. Przyjmuje nas. Ja kasę w portfelu liczę, bo profesor to przecież nie byle kto. Jak zwykły laryngolog prywatnie brał 150, to niezwykły pewnie ze dwie stówki co najmniej policzy. No, ale czego się nie robi dla ratowania Jaja. Wchodzimy. Wyniki. Opowiadam. Lekarz ogląda. Myśli. Bada Jajo. Jajo ryczy. Łzy jak grochy po polikach z bólu. Lekarz pyta, czy ktoś Jaju uszy wyczyścił (tam głęboko). My, że nie. Lekarz pyta jeszcze raz. Dziwi się. Bo sześciu przed nim laryngologów oglądało i nikt nie czyścił.

Lekarz grzebie. Jajo ryczy. Mnie serce pęka. W końcu lekarz stwierdza, że to jakieś zakażenie bakteryjne. Maluje uszy Jaja w środku na czerwono. No, teraz to wygląda jak jakaś małpka, a nie Jajo. Opatrunek w uszy zakłada. Antybiotyk daje, sterydy do ucha w kropelkach, maść i mówi, że będzie dobrze. Co prawda Jajo dalej stęka, że boli. Leży i jęczy, bo boli pewnie bardzo po tym grzebaniu profesora.

I jeszcze ku naszemu zdziwieniu tylko stówkę ta przyjemność kosztowała. No, ja nie wiem, gdzie tu sens i logika, bo zwykły lekarz za informację, że nie wie co to jest, 150 złotych polskich skasował jak nic.

I tak sobie myślę, ilu jeszcze lekarzy musielibyśmy zaliczyć, żeby ktoś porządnie zbadał ucho? I w końcu je wyczyścił? Czy trzeba mieć do tego aż tytuł profesorski?

0 thoughts on “Ilu laryngologów potrzeba do wyczyszczenia ucha?”

      1. Racja.Kiedyś miałam sytuację.Poszłam do okulisty,młodego lekarza.Przepisał mi szkła o innych parametrach.Nie zrobił nawet badania,w którym dobiera się odpowiednie szkła.Kręciło mi się potem w głowie,bolała mnie głowa,oczy,wszystko mi się zlewało.Poszłam do niego z pretensjami.Stwierdził,że inni lekarze mi wcześniej widocznie złe szkła przepisywali i oczy mi się przyzwyczaiły.Wtedy to mnie wkórzył.Powiedziałam mu,że nawet mnie dobrze nie zbadał,że wszyscy lekarze złe szkła mi przepisywali przez tyle lat,po których nic mi nie było od początku,a on jeden,młody nagle ma swoją teorię i najlepiej sie na tym zna?Nie przebierałam w słowach,bo wkórzył mnie niemiłosiernie.Wyszłam i trzasnęłam drzwiami.Potem mi w kartotece napisał,że „pacjentka wyszła niezbadana do końca”Jak h…mnie nawet nie zbadał.Więcej do niego nie poszłam i każdemu go odradzam.

        1. Też tak kiedyś mieliśmy. Lekarz niby zbadał, ale pomylił się podczas wypisywania recepty, zamiast plus, napisał minus. I Jajo męczyło się z okularami, aż w końcu zbadał ją inny lekarz. Masakra.

  1. Czyli jacy lekarze-taka służba zdrowia.Osobiście nie mam o nich dobrego zdania-banda nadętych,niedouczonych bufonów z przepastnymi kieszeniami(oczywiście że nie wszyscy)Przecież gdyby jeden z drugim byli uczciwi-to za to że Jaju nie pomogli kasy wziąć nie powinni…Dużo zdrowia dla Jaja-trzymam kciuki żeby szybko wyzdrowiało.

    1. Dzięki. Ponadto prywatnie wcale nie jest lepiej. Co prawda cieszę się, że w szpitalu lekarz nie zadziałał jak automat i nie zrobił tej biopsji, bo profesor mówił, jakie mogłyby być tego skutki. A przecież mógł nakłuć i mieć wszystko w czterech literach, bo przecież skierowanie było. Masakra jakaś z tą służbą zdrowia.

  2. Jenak szczęście Wam dopisywało, bo trafiłyście na uczciwą duszę, która stwierdziła otwarcie, ze boi się owego przypadku …
    Z leczeniem to, jak z gotowaniem, nie umie, nie truje …
    Najważniejsze, ze ma się ku lepszemu i oby nikt więcej jej w uszach grzebać nie musiał….
    Możesz wykorzystać tę sytuację i przekonać córkę, że uszy nie przepadają za alkoholem i na połowinkach winna się oszczędzać – haha
    🙂
    Pozdrawiam
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/
    http://kadrowane.bloog.pl/

    1. To zobacz, ile tych dobrych dusz zaliczyliśmy po drodze, bo wszyscy mówili, że nie wiedzą i nie potrafią. Jedynie profesor zadziałał. Nie bał się, zajrzał porządnie do ucha. Okazało się, że to zakażenie ucha, nic specjalnego, a oni nie wiedzieli. To nasi laryngolodzy, jak się okazuje, to dobre dusze, niedouczone, ale dobre. 😉 🙂

  3. W jednym z plemion w jakiejś głuszy plemienny znachor – zupełnie jak nasza służba zdrowia – siedzi na tyłku, nic nie robi tylko miejscowe piękności poklepuje po krągłościach a jeść dostaje. Ale tylko do czasu: laba się kończy gdy ktoś zachoruje – wtedy nie ma żarcia ani poklepywania aż wszyscy będą znów zdrowi. Może takie zasady uzdrowiły by służbę zdrowia? Nie wiem tylko co robią ze znachorem gdy pacjent „zejdzie” w trakcie leczenia…

  4. Jak tylko przeczytałą tytuł, zanim otworzył się Twój wpis, też naliczyłam, że sześciu: jeden popatrzy do ucha, drugi weźmie wacik, trzeci go zdezynfekuje, czwarty poda go piątemu, a szósty wyczyści.

    A na poważnie: oby to było jednak „tylko” zakażenie i obyło się bez żadnej punkcji.

  5. Ja się zawsze zastanawiam , kto i na jakiej podstawie daje im dyplomy? Są staże gdzie ich koledzy nic prawie od nowych adeptów nie wymagają. A etyka lekarska?
    Czasem mi sie wydaje ,że na medycynę idą muły pamięciowcy bo rodzice chcą by dziecko miało zawód dający prestiż. I wszyscy zapominają ,że to powołanie , misja gdzie brak miejsca na prywatność, ciągła gotowość do niesienia pomocy itp. Podobnie z nauczycielami.
    Na koniec , nikt podejmując się zawodu nie myśli o tym dla kogo będzie pracował. No może prawie nikt.
    Ważne są pieniądze i prestiż.
    Dobrze kiedyś powiedział Owsiak- Lekarze otwórzcie garaże.

    1. Wiesz, że ja też mam takie przekonanie. Kiedyś, żeby iść na medycynę, trzeba było się wykazać wolontariatem w szpitalu. Dzisiaj, mam wrażenie, trzeba być maszynką od zakuwania i rozwiązywania testów.
      A młodzi lekarze nie mają czasu na dokształcanie, bo pracują na 10 etatach i spłacają swoje fury stojące w garażach. Niestety.

      1. A najgorsze ,że nie ma pacjentów / nazwa od angielskiego cierpliwy/ a są tylko przypadki. Lekarze pieprzą te same formułki na okrągło.
        Nigdy nie zapomnę jak byłem w szpitalu na badaniach i znudzona Pani Doktor powiedziała mi ,że jestem idealnym kandydatem do zawału. Odpowiedziałem ,że mi to odpowiada – i tu jej mina warta każdych pieniędzy. Pyta mnie dlaczego, a ja na to każdy musi umrzeć i w tej sytuacji wolę zawał niż wylew, czy wieloletnią opiekę ze strony służy zdrowia.Chyba przesadziłem , bo lekarze jakby mnie po tym wyznaniu obchodzili z daleka

  6. Aniu!
    Cieszę się, że problemy z Jajem zmierzają ku dobremu końcowi.
    A lekarz to super zawód.
    1. Zero motywacji – nie wiem co Panu dolega, ale wizyta = 150 zł. (Ja, kiedy „nie wyrobię” planu „dostaję po premii”.).
    2. Kasa – za wejście do gabinetu.
    Takie umiejętności, jak wyżej też posiadam i mógłbym „leczyć” Twoje Jajo za mniejsze pieniądze.
    3. Zero odpowiedzialności – czy znasz przykład lekarza, który popełnił błąd w sztuce i poniósł konsekwencje? Kolesie już o to zadbali, żeby nie.
    4. Etyka lekarska – ktoś w komentarzu o tym wspomniał – ogarnia mnie pusty śmiech! Niedługo rzeczowniki „lekarz” i „etyka”, będą w słownikach określane, jako antonimy.

    Przerażające jest tylko to, że popyt na usługi lekarskie będzie zawsze. Podobnie, jak na usługi grabarza!

    1. Niestety masz rację. A w dodatku niesamowita nonszalancja i arogancja. Panowie życia i śmierci. Niestety nie tylko w przenośni.

  7. biedne Jajo, prze niekompetencję, ignorancję i zadufanie lekarzy tyle się musi nacierpieć… a nie mógłby człowiek normalnie pójść do specjalisty, wyjaśnić z czym przyszedł uzyskać poradę i pomoc i wyjść zadowolonym, że pomogło….
    dobra rozpędziłam się- przypomniało mi się w trakcie pisania, że w Polsce żyjemy…

  8. 🙂 o kolanie Nielata pisałam u siebie, a bardziej o ortopedzie 🙂
    … o tym, że z własnym kręgosłupem jeżdżę 200 km też pisałam 🙂 a wszystko to rozbija się o to, że sam papierek że się jest dohtorem i że sie ma dyplom, ba i specjalizacje jeszcze jakąś to mało… bo to papierek jest, a nie wiedza 🙂 … teoretycznie dohtorki to też ludzie, a ludzką rzeczą jest się mylić, ale do cholery… no lepiej żeby się oni nie mylili w końcu chyba wiedzieli na co się decydują wybierając ten a nie inny zawód… no rzecz jasna po za tymi 150 na rękę za powiedzeniem, że nie wiedzą co jest

    a poważnie, uważam, że z prywatnymi wizytami też jednak należy uważać, i tylko do poleconych chodzić jeśli już, gdyż przecież taki ten, czy tamten, to co – nagle za pieniądze wie więcej i umie lepiej niż na NFZ w przychodni… do południa nie wie co ci jest, a po południu już wie? to jest mój dylemat odwieczny…

    choć obecnie też wybieram się prywatnie, jak już podejmę decyzję, ale… tu inna przyczyna jest dlaczego prywatnie… cóż na NFZ za niektóre recepty trzeba się otłumaczyć i naprosić, a prywatnie – prywatnie starczy podać nazwę leku i nic więcej.

  9. Ktoś już powyżej napisał, że te 150 złotych, to powinien dostać ten lekarz, który będzie wiedział co dolega. I z tym się zgadzam, tak właśnie być powinno. Z jakiej racji niby mamy płacić konowałowi, który mówi, że nic nie wie?

    1. Racja. Wiesz, bo z reguły płacisz, zanim wejdziesz do gabinetu, czyli słusznie już napisano, że za samo wejście. W każdym innym fachu dostajesz kasę dopiero wtedy, gdy coś zrobisz. Tylko lekarze mają tę przewagę, że decydują o naszym zdrowiu i człowiek płaci.

  10. o lekarz nic nie powiem
    bo swoje przeszłam, przechodzę

    są lekarze i lekarze
    jak we wszystkich zawodach – ktoś się zna na rzeczy a inny siedzi tylko na stołku i ma w nosie problem pacjenta

    1. Właśnie okazało się, że to nie ślinianki. One co prawda są powiększone, ale lekarz mówił, że to przez ucho, bo to zakażenie po prostu poszło głębiej. I ślinianki ją nie bolą. Boli ją ucho.

  11. Moim zdaniem, za wizytę powinno się płacić jak za wykonanie konkretnej usługi. Czyli jak lekarz nie jest w stanie pomóc, bo nie wie co dolega pacjentowi, a tak się zdarza i nawet lepiej jak się przyzna, że nie wie niż by w ciemno leczyć miał, niech nie pobiera za to pieniędzy. Może źle to przyrównam, ale to tak jak z pójściem do fryzjera po samą poradę, a on by pobrał tyle kasy ile by wziął za poleconą usługę, której jeszcze nie wykonał.
    Dobrze, że Jaju ktoś w końcu pomógł i oby już nie chorowało 😀

    1. Masz rację, że tak powinno być, ale mam wrażenie, że to przez arogancję niektórych lekarzy tak to wszystko wokół wygląda.

  12. dobrze, że trafiłaś na takiego, co się znał. Gorzej jakbyś trafiła na osobe, która bawi się w lekarza. A najgorzej gdyby on doznał oświecenia i wpadł na pomysł chirurgii

    1. Wiesz, na chirurgię już mieliśmy skierowanie, ale w szpitalu lekarz odesłał nas na onkologię. Jak widać, taki specjalista też się znalazł. Dobrze jeszcze, że ci lekarze zanim wezmą skalpel, trochę pomyślą, bo odesłać do nich najłatwiej.

  13. Są ludzie i taborety. Lekarzy tez to dotyczy. Tym bardziej, że po ich zabawach w boga co niektórym do boga bliżej. I zwyczajnie po ludzku więcej człowieczeństwa i empatii by się co przydało. Tymczasem podobno lekarskiemu narybkowi na studiach klaruje się, ze są elitą tego świata. Taka rasa panów 😛 Patrząc na poczynania co niektórych z nich jestem w stanie w to uwierzyć. A Twój profesor, to pewnie stara szkoła, gdzie człowiek nie profity się liczy.

    1. Masz rację, też o tym pomyślałam. Profesor zupełnie z innego świata. Skromny gabinecik, bez fajerwerków, a młodzi wiadomo, w luksusach. I jestem przekonana, że na studiach właśnie tak ich uczą, jak napisałaś. 🙂

  14. Żona mojego kolegi jest anestezjologiem i usłyszałam na jej temat komentarze typu: co to za specjalizacja, nawet nie można dorobić prywatnie…
    Ci lekarze to tak jak za czasów PRL – czy się stoi, czy się leży, 150 się należy 😉

  15. Klik dobry:)
    Ja uważam, że jeśli lekarz nic nie zrobił, kasy nie powinien brać. Ale to my powinniśmy nie dawać, żeby ich tego nauczyć. Ja nie daję i wyłuszczam, dlaczego. Czy malarzowi, który nie pomalował mieszkania, a tylko kolegę po fachu polecił pan doktor płaci za malowanie?

    Pozdrawiam serdecznie i życzę Tobie, Aniu, oraz Jaju, by ta udręka z uchem raz na zawsze skończyła się.

    Pozdrawiam serdecznie.

    1. Witaj, alEllu, widzę, że wróciłaś. 🙂
      Wiesz, tylko najgorzej, że najpierw płacisz, a potem wchodzisz. I co potem? Z gardła wydrzeć? Powie, że to za ten czas, który „zmarnował”. I tak nic się nie wskóra. Jedyne co, to mogłam wyrazić swoje niezadowolenie, co też uczyniłam. 🙂

  16. W naszej porąbanej Najśmieszniejszej wszystko jest na odwrót, więc pewnie „zwykli lekarze” mieli bardzo wąskie specjalizacje, a profesor bardzo szeroką. 😉 🙂

  17. Będąc u swojej rodzinnej pani dr,.
    Uśmiałam się do rozpuku ,kiedy opowiedziała mi o swoim bolącym i zatkanym uchu.W aptece powiedzieli jej ,że lek na przeczyszczenie ucha kosztuje 15zł. Na co ona powiedziała, że cholernikom zarabiać na takiej pierdole nie da i sama sobie ucho przeczyści . Strzykawkę napełni wodą z mydłem i po kłopocie . Może to jest sposób na to ucho Jaja?
    Pozdrawiam i życzę zdrówka

  18. Witam! No, najważniejsze to dobre zakończenie! ale strachu, nerwów i biegania trochę było, jak zwykle .A to biorę cie ‚na boczek’ bo dobrze piszesz .Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *