Ruchanki

W sobotę po raz pierwszy były ruchanki. I można by tak popuścić wodzę fantazji i pomyśleć, że jakieś erotyczne wyznania tu czynię. Jednak nic bardziej mylnego. Ruchanki to regionalna potrawa. Kaszubska. Smakuje jak racuchy. Podawana jest z cukrem pudrem na ciepło. Zastanawiałam się, skąd ta oryginalna nazwa. Mnie się kojarzy z czasownikiem „ruchać” – „ruszać”. Ciasto drożdżowe rośnie, więc się rusza, stąd być może pochodzi nazwa. To taka moja interpretacja niepoparta żadną wiedzą na temat ruchanek. Udało mi się ich popróbować na Jarmarku Wdzydzkim. Byliśmy tam z Mężusiem w sobotę i wielki szacun dla organizatorów. Żadnego chińskiego badziewia, samo rękodzieło. Do tego kaszubska kapela przygrywała. Panie w regionalnych strojach częstowały ogórkami i rabarbarem, które można było sobie zamoczyć w słodkim kaszubskim miodku. A na straganach wszystkiego do wyboru – do koloru. Nawet zakupiliśmy ręcznie malowany obrazek z wdzydzką chatą.

A że w weekend wiele się działo i nie wszędzie daliśmy radę być, Jajo zostało „wydelegowane” na zlot starych samochodów i koncert Lady Pank. Co prawda Jajo wychowało się na innej muzyce, ale poszło z synem Mężusia i jego dziewczyną z wielką przyjemnością. Kiedy wróciło podekscytowane, pierwsze pytanie, jakie zadało, to o co chodzi z dupą Panasewicza. Miał lekko opuszczone spodnie, jakby chciał cztery litery pokazać widowni, ponadto wymownie się wypinał i poklepywał po dupsku skierowanym do widzów. Jajo nie wie, że kiedyś wokalista Lady Pank klejnoty rodowe zaprezentował podczas koncertu i afera na całą Polskę była, bo to wtedy politycznie odebrano. Teraz może takie ekshibicjonistyczne skłonności mu zostały.

A w niedzielę tradycyjnie na rowerkach pomykaliśmy po kociewskiej ziemi. Tym razem pokonaliśmy 46 km. W planie było 50, ale nie pobłądziliśmy, Mężuś drogi nie pomylił, więc jakoś krócej wyszło. Bo zgodnie z tradycją zawsze kilka kilometrów nadrabialiśmy przez to, że nie w tę, co trzeba, dróżkę leśną skręciliśmy. Zajechaliśmy do Pelplina. Zjedliśmy lody, by uzupełnić zużyte kalorie z trudem przecież zdobywane i wróciliśmy do domu.

Już nam sprawniej idzie, nogi jakby bardziej wytrzymałe. Jeszcze trochę i w jakimś Tour de Pologne wystartujemy jak nic.

I jeszcze w niedzielę wieczorem Jajo wyprawiliśmy do wielkiego świata. Na obóz pojechało. Bez mamusi. Trzeba było przed wyjazdem piłą motorową odciąć w końcu pępowinę. Jak to Jajo tam bez mamusi sobie da radę, nie wiem. Za to mamusia odpocznie, pobyczy się i z Mężusiem zaszaleje. Chata wolna, normalnie na golasa możemy sobie poganiać. I nikt już łazienki wieczorem przez 40 minut nie będzie blokował.

Tak jakoś mi dzisiejszy wpis lekko dziwnie wyszedł i zatoczył chyba koło. Zaczęłam od ruchanek, skończyłam na bieganiu na golasa i wolnej chacie… Hmmm… Jakieś mi takie skojarzenia leksykalno-kulinarno-erotyczne zakiełkowały w łepetynie…

0 thoughts on “Ruchanki”

  1. Nudy u Ciebie nie ma 🙂 Rękodzieło jest piękne, prawda? A na swojskie potrawy to aż ślinka cieknie na samą myśl.
    Jajo pewnie będzie tęsknić… Oby nie dzwoniło pół godziny 🙂

  2. A może to ruchanki działają jak afrodyzjak?No ale na pewno Mężuś narzekał nie będzie,a jak to śpiewał Kazik”…wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni,gdy nie ma w domu dzieci to będziemy niegrzeczni…”

  3. Ciekawe te ruchanki,sama bym spróbowała,bo lubię tego typu rzeczy.
    Co do rowerów.Kiedy ostatnio powiedziałam mężowi,ze moglibyśmy się bardziej rozwinąć sportowo i zrobić jakieś 40-50 km za jednym razem,to popatrzył na mnie,jakbym z byka spadła.Z nim to chyba tylko trasy max 25 km.A ja chcę więcej.Nawet myślałam,żeby się wybrać na pielgrzymkę rowerową.Chodzi o to,żeby się sprawdzić na dłuższej trasie.Kto wie,może się kiedyś wybiorę?

    1. Fajny ten Twój mąż. 🙂 Leniuszek.
      A co do ruchanek. Dobrze poznawać nowe smaki, szczególnie te regionalne. Ja zawsze jestem ciekawa takich rzeczy i chętnie próbuję. A Mężuś mógł spokojnie zjeść na jarmarku wymarzoną pajdę ze smalcem. 🙂

      1. Mój mąż też lubi taką pajdę chleba,ja niekoniecznie.A co do roweru,w sumie dobrze,że mąż w ogóle gdzieś chce się ruszyć.Kiedyś bylo na odwrót.Ja nienawidziłam jeździć na rowerze.Nie chciałam nawet go kupować,ale jakoś tak parę razy dałam się namówić(na pożyczonym rowerze) i mi się spodobało,więc rower kupiliśmy.Nie żałuję,bo świetna sprawa jest.

        1. Taka jazda na rowerze chyba też wciąga, nie? Mnie się chce codziennie chociaż kilka kilometrów zrobić. Aż sama się sobie dziwię. 🙂

  4. Nie wiem czy politycznie onżesz swa gołą doopę wystawiał, wiem natomiast,że znieczulony ogólnie zrobił to na koncercie z okazji Dnia Dziecka. Dzieci małoletnich już tam wprawdzie nie było , bo godzina raczej późna, niemniej jednak od czasu tego „wydarzenia” ja nie słucham Lady Punk. Mnie osobiście jego obsceniczny gest pokazał,że on w głębokim poważaniu ma swych fanów.
    Na tym koncercie wieńczącym imprezy dniodzieckowe byłam, bo wrocławianka jestem a we Wrocku ów koncert był. Swoje teksty bełkotał niezrozumiale i być może w swoim zamroczonym umyśle uznał za zabawne wystawienie sie na widok publiczny. Zabawnie nie było i za kare zespół Lady Punk dostał karę zawieszającą działalność grupy na czas jakiś. I gdyby to było na koncercie dla starszych odbiorców, pierwsza uznałabym taki gest za prowokację. Znieczulony ogólnie Panasewicz wraz z jego gołym zadem był tylko i wyłącznie chamem i prostakiem.
    UFF tyle dla Jaja 🙂

    1. Dla Jaja to było lekko dziwne. Stary rockmen z na wpół gołym tyłkiem 😉 Jeszcze gdyby był młody, to jak cię mogę… 😉

    1. Czyli widzę, że się rozumiemy 🙂 Od razu mi się takie powiedzenie przypomniało: „Jak głowa siwieje, to dupa szaleje” 😉 😉 😉

    1. Właśnie ogarniam mieszkanie po pakowaniu. Pomyję od razu okna, pościel zmienię, bo u Jaja w pokoju rodziców zakwateruje, jak przyjadą 🙂 Tak sobie odpoczywam 😉

  5. Ruchanki? Chyba jestem zbokiem bo pomyślałam w pierwszej myśli o czymś innym… 😉

    My też mieliśmy rowerowy weekend, nieco więcej u mnie na blogu 😉 Zmobilizowałam się wreszcie coś napisać!

    1. No, bo już tak zaglądam i zaglądam, a u Ciebie ciągle babskie sprawy. A z tymi ruchankami, to pewnie wszystkim się tak kojarzą 🙂

  6. W starym tłumaczeniu biblii znalazłam kiedyś „wiele zwierząt ruchających się” i jako dziesięciolatce trudno mi było z tego się otrząsnąć. Dopiero potem powoli doszłam do prawdziwego znaczenia tego słowa. Zepsuta i zła to ja!
    Nie poprzeziębiajcie się tymko z Mężem pod nieobecność Jaja!

  7. Zazdroszczę Wam tych rowerów, ja nie jeżdżę, bo mnie to za bardzo stresuje, przewracam się przy wsiadaniu i zsiadaniu i jest mi ogólnie za daleko od ziemi, ale jak raz czy dwa w życiu udało mi się się trochę rozluźnić, to było wspaniale, wiatr we włosach, poczucie wolności, itp. A mówi się, że na rowerze każdy potrafi jeździć – kompletna nieprawda!

    1. Rozśmieszyłaś mnie. 🙂 Ale ten wiatr we włosach jest cudowny, to fakt. Może więc warto się rozluźnić i spróbować jeszcze raz? :

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *