O tym, jak prawie umarłam, a potem prawie zmartwychwstałam

Dotarłam wczoraj do akademika. Co prawda po drodze wkurzyły mnie jakieś babska w tramwaju, wcześniej zagotowałam się w pociągu, a na koniec okazało się, że trasa tramwaju, którym zawsze pomykam, została zmieniona i zajechałam aż na jakieś Piaski. No, po prostu rewelka. Nieźle się zaczął ten zjazd. I pominę to, że w nocy spałam dwie godziny, bo za cholerę nie mogłam zasnąć i tylko katulałam się w łóżku z jednej strony na drugą, nerwowo patrząc na zegarek i znów wkurzając się, że czas ucieka, a ja nie śpię.

Kiedy dotarłam wczoraj do akademika, myślałam, że padnę na jakiś zawał albo palpitacji serca dostanę, tak byłam zagotowana. I to podwójnie: ze złości i z upału. A niby zapowiadali ochłodzenie. To ja kurtkę i parasolkę zatachałam ze sobą, a tu pogoda jak na pustyni.

Jedyna pozytywna rzecz, a w zasadzie dwie, to to, że pan z portierni akademika zapamiętał już, jak się nazywam, więc szybciej załatwiliśmy formalności, ponadto przydzielił mi piękny pokoik z wyremontowaną łazienką i mięciutkim papierkiem toaletowym. W dodatku „dostałam” współlokatorkę, która nie wpakowała od razu całej rolki do kosza. Żyć, nie umierać.

Jednak nie uwierzycie, co mi się przydarzyło w tramwaju. Bo ja sama zastanawiam się, czy to nie był jakiś koszmarny sen. Poczułam się jak nastolatka. Ale niestety w bardzo niekomfortowej sytuacji. Po przyjeździe do Warszawy źle się czułam. Wszystko przez to, że w pociągu było tak duszno, iż można było wyzionąć ducha. Konduktor kazał zamknąć okna, bo niby wtedy klima nie działa. Pasażerowie pozamykali, ale klimy się nie doczekaliśmy.  W toalecie nie można było zwilżyć chusteczki, bo z umywalki wylewała się woda. Ktoś ją zapchał. A że ja już chyba w takim wieku jestem, że mi duszno co chwilę, więc myślałam, iż wywinę orła w tym pociągu. Normalnie byłam pewna, że zejdę zaraz na zawał, nie było czym oddychać. Łeb mnie rozbolał, a jeszcze na dodatek siedział koło mnie gość, który tak walił cebulą, że trudno było wyrobić. Po czterech godzinach jazdy już wszystko mnie drażniło i miałam wrażenie, że się duszę. A przecież jeszcze dwie godziny musiałam spędzić w podróży. Normalnie najchętniej, to bym chyba tętnicę przegryzła i to sobie samej.

Kiedy dojechałam do Warszawy i przesiadłam się na tramwaj, musiałam klapnąć z dupskiem na siedzenie, bo byłam pewna, że zemdleję. Autentycznie źle się czułam. Jednak w pewnym momencie wyłapałam dyskusję stojących nade mną pań. Jakie to dziś chamstwo i starszym nie ustąpią miejsca. Okazało się, że to do mnie, więc grzecznie przeprosiłam i wyjaśniłam, że bardzo źle się czuję i muszę siedzieć, bo czuję, że zaraz zemdleję. A pani do drugiej pani:

– No, to niezłe mamy to młode pokolenie (sic!), trzydzieści lat i nie może już postać w tramwaju. – Co prawda powinnam podziękować za komplement, bo z trzydziestką to się już jakiś czas temu pożegnałam ze łzami w oczach. Ale tak mnie babsztyle wkurzyły, że wstałam i złośliwie powiedziałam, żeby sobie siadła jedna z drugą, jeżeli tak staro się czuje, a jak im tu padnę, to najwyżej wykażą się umiejętnościami reanimacji. Ale babsko się nie wzruszyło, ofukało moją bezczelność i od razu z dupskiem swoim wygodnie zasiadło, mając pewnie poczucie zwycięstwa. A ja naprawdę źle się czułam i chyba już fioletowa na twarzy byłam, bo jakiś pan (starszy!) ustąpił mi miejsca. I jak już oklapłam wykończona, zauważyłam, że krajobraz za oknem jakiś taki obcy się zrobił. Najpierw myślałam, że to z powodu zieleni, przecież do tej pory raczej oglądałam łyse drzewa, potem, że może już pomieszania zmysłów dostałam od tego przegrzania. Jednak okazało się, że remonty na torach i trasa mojego tramwaju została zmieniona. No, to kawał języka za przewodnika. Szybka wysiadka. Potem chwila „przysiadki” na ławeczce, by nie paść na twarz. Powrót tramwajem w znajome miejsce, przesiadka na autobus (klimatyzowany!!!) i w końcu się udało. Ale serio, myślałam, że po drodze wykituję. Chłodny prysznic w akademiku, jakaś tabletka przeciwbólowa (no, może dwie), hektolitry wody i w końcu stanęłam na nogi. I chyba żyć będę (o ile się wyśpię). No, raczej nie mam wyjścia, bo jutro o 11 muszę zdać egzamin.

0 thoughts on “O tym, jak prawie umarłam, a potem prawie zmartwychwstałam”

  1. To trzeba było powiedzieć owym paniom-że skoro są z bardziej krzepkiego pokolenia to spokojnie postać mogą!Kurza twarz-ostatnio właśnie powiedziałam mężowi-że jak ja się zrobię na starość taka cholernica-to ma mnie w łeb łopatą i zakopać pod płotem.

    1. Nie miałam siły z nimi dyskutować. Powiedziałam, co powiedziałam i tyle, ale nikt się nie odezwał. Nikt.
      A w duszy z nimi 😉

  2. Widać,że to były starsze panie,bo aż ślepe.Dobrze,że znalazł się jeszcze jakiś człowiek w tramwaju:)
    A dziś jak się czujesz?

    Mam nadzieję,że już lepiej?Powodzenia!!!

    1. Dzisiaj lepiej, tylko spać nie mogłam. Nie wiem, czy podświadomie się denerwuję, czy o co chodzi

      1. Ja też tej nocy nie umiałam spać,jakoś koło 1.30 poszłam czytać książkę,a teraz jestem niewyspana.Może się stresowałaś egzaminem i dlatego spać nie mogłaś.Zdasz,to się wyśpisz:)Trzymam kciuki.

  3. Toś miała przygody….
    Starsze Panie w autobusie chyba mają już taką mentalność…O miejsce w autobusie chcą się zabić a po targu mają siłę cały dzień spacerować albo stać godzinami w kolejce do lekarza… To tak jakby młodzi ludzie nie chorowali i nie mogli gorzej się poczuć…

    P.S. Dasz radę ! 😉 Czekam na info jak Ci poszło!

  4. Oj, dobrze, że ktoś się zlitował i nic Ci się nie stało…
    Ja też takie coś przeżyłam tyle że w ciąży. Babcie mają siłę walczyć. Nie trafiły na młodzież tylko na sympatyczną babkę. Młodzi by jej powiedzieli, choć pewnie w ich przypadku by nawet nie pisknęła 🙁
    Powodzenia na egzaminie 🙂

    1. Pewnie nie wyglądałam bojowo objuczona torbami 😉 I tak byłam z siebie dumna, że cokolwiek im odpowiedziałam. Nie miałam siły jeszcze na jakieś słowne przepychanki, a i charakteru do tego nie mam.

  5. W 2011 roku, w lipcu, jechałam tramwajem na dworzec w Łodzi, bo wybierałam się na kilka dni do domu rodzinnego. Byłam wtedy ok. 2-2,5 mies. ciąży, wiec jeszcze nie było widać. Wszystkie siedzenia zajęte, ja młodo wyglądałam, wiec stwierdziłam, że nikt mi nie uwierzy na słowo, że w ciąży jestem, wiec po co się denerwować, jakoś dojadę. Ale zaczęło mi się kręcić w głowie, wiec przykucnęłam. jakaś pani zerwała się z miejsca i o nic nie pytając kazała mi usiąść. Podziękowałam i powiedziałam jej, że jestem w ciąży, bo za mną już się zgorszenie zrobiło.
    Są ludzie i ludziska

    1. To prawda. Mnie ustąpił jakiś starszy pan. Na oko był starszy od tych babsztyli, ale zauważył, że zaraz padnę.

    1. Później napiszę, jak mi poszło. Później, to znaczy pewnie wieczorem, bo nie wiem, czy w pociągu będzie prąd, do którego mogłabym się podłączyć, inaczej mój laptop niestety nie działa. Pozdrawiam 🙂

    1. Dzięki. 🙂 Właśnie wróciłam do domu. Poszło chyba nieźle, choć przy kilku pytaniach miałam wątpliwości. Wyniki w czwartek (chyba). Ale mam nadzieję, że będzie okej, bo wydawało się dość łatwe. 🙂

  6. Tylko pamiętaj,że to nas bolą paluchy od ciągłego ściskania i głowa pęka od nadmiary wysyłania dobrych myśli w Twoją stronę!:):):)I czemu tylko 5,no czemu?!Serdeczne gratulacje Aniu!

  7. A nie mówiłam, że można było Ci już dawno gratulować??? 🙂 🙂 🙂 ZUCH DZIEWCZYNKA!!!!!!!!! 🙂 🙂 🙂 Bardzo się cieszę i jeszcze raz GRATULUJĘ!!!!!!!!!!!! 🙂

  8. Podzielę się z Tobą refleksją natury ogólnej.
    Czy nie wydaje Ci się, że kobitki tak mają (oczywiście nie wszystkie), że są bardziej drapieżne i bezwzględne wobec siebie w tego typu sytuacjach?
    Nie traktuj mojej wypowiedzi, jako przejawu „solidarności plemników”.

    1. W 100% się zgadzam. 🙂 Tylko kobitki potrafią być tak zajadłe i drobiazgowe. Ostatnio z taką jedną miałam jeszcze ciekawe zdarzenie, napiszę o tym niedługo.

  9. Podzielę się z Tobą refleksją natury ogólnej.
    Czy nie wydaje Ci się, że kobitki tak mają (oczywiście nie wszystkie), że są bardziej drapieżne i bezwzględne wobec siebie w tego typu sytuacjach?
    Nie traktuj mojej wypowiedzi, jako przejawu „solidarności plemników”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *