Latająca na szmacie

Roznosi mnie od kilku dni jakaś dziwna energia. Bliżej niezidentyfikowana. Zaczynam się martwić, że może chora jestem, bo to trochę nietypowe jak na mnie. Szalej jakiś chyba wiosenny zalał mój mózg. Wszystkie okna wypucowałam jak należy. Firanki poprałam, zawiesiłam. Pachnie wiosną. Z aerozolu niestety. Szczerze, to jeżeli wiosna ma nas w dupie, to ja ją również i robię swoje. Nie czekam, aż mrozu nie będzie. O, nie! Nadszedł czas na umycie okien i nie obchodzi mnie, że za oknem śnieg i mróz. W kalendarzu jak byk stoi, że już wiosna! A jak wiosna to wiosna! Czas na wiosenne porządki! I moje okna będą lśnić na tę okoliczność. Dobra, dobra. Już widzę te pełne politowania uśmiechy przed monitorami komputerów. Ale to nie żart. Podłogi umyte. Kapa na łóżko, pokrowce, dywaniki, poduszki na krzesłach uprane. Sama sobie się dziwię. Ale coś takiego we mnie wlazło, że musiałam. Jednak kiedy siadłam na podłodze w łazience ze szczoteczką, by wyczyścić fugi na podłodze, parsknęłam śmiechem i już prawie zmierzyłam sobie gorączkę. Przystopowałam. Bo to już do psychiatry chyba by się nadawało. Mam nadzieję, że to uleczalne i rozprzestrzeniać się dalej nie będzie. Chociaż mogłoby się okazać, że to choroba zakaźna roznoszona drogą kropelkową, wtedy bym poszła do Jaja, by na nie naprychać i nachuchać. A coś chyba musi być na rzeczy, bo Jajo w weekend u siebie porządki też przeprowadziło, łącznie z poukładaniem w szafie (i to zupełnie dobrowolnie)!

Rozwaliło mnie też pranie firanek, tak zwanych makaronów. Mam takie w przedpokoju na drzwiach balkonowych. Związałam je nawet przed upraniem. Ręcznie się z nimi obeszłam, a te złośliwe cholerstwa się poplątały. Siedziałam potem na krzesełku jak Kopciuszek i niteczka po niteczce sobie rozplątywałam supełki. Chyba z czterdzieści minut mi to zajęło. Już byłam wstanie zeżreć ze złości te makarony i wydalić od razu drugą stroną swojego lekko wkurzonego organizmu. W tym momencie radość i euforia uleciały w przestworza het, het.

Jakby ktoś kilka lat temu powiedział mi, że ja tak na tej szmacie będę wte i wewte z uśmiechniętym pychem po domu latać, to popukałabym się w czoło ze szczerym politowaniem. No, bo przecież to normalne chyba nie jest. A teraz jeszcze mam z tego radochę. I bułeczki domowe (przepis tutaj)upiekłam w niedzielę na śniadanko! Pierwszy raz w życiu! Ale super wyszły, jak z piekarni, tylko bez żadnych ulepszaczy. Normalnie sama siebie podziwiam. Mogłam sobie pozwolić na takie szaleństwo, bo w sobotę i w niedzielę Mężuś obiadki przygotowywał. Oj, zaszalał. Zrobił steki pieczone w piekarniku na kamieniu, a w niedzielę pizzę – swoją specjalność – wszystkie pizzerie mogą się schować, nie jadłam nigdzie lepszej.

Tydzień temu doniczki przytachałam do przesadzenia kwiatów. Nasionka, cebulki, drzewka. Nawet taką ogromniastą donicę zakupiłam na taras. Mam w planie w niej zioła posiać. Wszystko czeka. A ten pieruński śnieg ciągle zalega w moim ogródku (wczoraj u nas jeszcze dopadało, a co!). Łopata, widły, grabie czekają. Nie mam co prawda żadnego doświadczenia ogrodniczego (bo kiedy rodzice na działkę wołali, to ja wtedy dziwnym trafem zawsze dużo nauki miałam i sprawdzian jakiś zapowiedziany), no, ale przecież dam radę. Już poleciałabym pokopać sobie na świeżym powietrzu… Nawdychałabym się tego świeżego powietrza aż do omdlenia.

Już oczami wyobraźni widzę… te wszystkie swoje rozkwitające kwiatki, drzewka, pięknie przystrzyżoną trawkę… I ja… na fotelu… z książeczką… na słoneczku… i z zimnym napojem w szklaneczce z parasolką… z kostką lodu…

0 thoughts on “Latająca na szmacie”

  1. Energia aż bije po oczach i zaspanej twarzy, mam nadzieję, że to mnie zmobilizuje do zmierzenia się z oknami. A makraony 😀 jakbym siebie widziała. Teraz się wycwaniłam i zaplatam cholerstwo w długi i gruby warkocz, po czym do woreczka do prania i jest gites.

    Jejku… ale mam wyrzuty sumienia, że ja taka niewiosenna. idę więc domostwo porządkować. Dziękuję za kopa!

    1. Cieszę się, że Cię zmotywowałam. 🙂 A z tymi warkoczami muszę wypróbować. Do woreczka też je włożyłam, ale i tak się „lekko” poplątały. 😉

  2. Mnie też tak czasem natchnie na sprzątanie.W środę mnie coś napadło i mieszkanie na błysk wysprzątałam.Ostatnio zdjęcia uporządkowałam:)
    Bułeczki wyglądają pysznie:)

    1. Miałam kiedyś taki przepis na pasztet pieczony z kurczaka na spodzie z bułek. Koleżanka z pracy robiła. Był pyszny, ale nie wiem, czy podczas mojej przeprowadzki się nie zgubił. Nie mogę znaleźć przepisów. Ale jak mi wpadnie w ręce, to dam znać. Dzisiaj sprzątam kuchnię, więc jest nadzieja. 🙂

        1. Te bułki to był tylko cienki spód, one były, pamiętam, namoczone w mleku. Ale niestety nie mogę znaleźć przepisu. Jak go znajdę, to Ci podam, to może kiedyś go wykorzystasz albo chociaż spojrzysz. Można chyba go zrobić bez tych bułek, nie wiem. Ja robiłam 2 razy i zawsze zgodnie z przepisem. Wychodził smaczny 🙂

  3. Może byś wpadła do mnie? Posprzątać albo zarazić 😉
    Ja tylko umyłam wczoraj podłogi i posprzątałam w łazience. Biorąc pod uwagę fakt, że rozwaliłam 2 tygodnie temu rurę od odkurzacza i musiałam latać ze szmacianą miotłą po całym mieszkaniu, to sama sobie biję brawa.
    Odkurzacz ma prawie 4 lata i w tym czasie popsuły się 4 szczotki i 2 rury. No szlag mnie trafia! Ostatni raz kupuję części zamienne, potem sprawię sobie odkurzacz parowy, czy jak to się to ustrojstwo nazywa.

    Narobiłyście mi apetytu na pasztet, już szukam jakiegoś przepisu…

    1. Z tym pasztetem to faktycznie Zagubiona smaku narobiła. Miałam w tym roku nie robić, ale już też zaczęłam główkować nad przepisem. 🙂

  4. Fajnie, że masz tyle energii na wiosenne porządki. Ja niestety wprost przeciwnie. Niby robię wszystko co trzeba, ale jakoś tak bez chęci. Ciągle zaspana jestem i niemrawa jak mucha w smole.
    Do firanki typu makaron dodali mi przy zakupie specjalny worek do prania, żeby się nie plątała – nawet zdaje egzamin, tzn. trochę do rozplątania zawsze jest, ale nie jakaś tragedia.

    1. Mnie też dodali, ale i tak mi się splątała. No, może za bardzo ją miętosiłam. Ważne, że już wisi czyściutka i pachnie 🙂

  5. Mój Piotr chciał być dobry i jak byłam w pracy postanowił mnie wyręczyć…
    Zaczął myć okno w sypialni kiedy na dworze było -10 stopni. Strasznie się dziwił czemu mu woda na szybie zamarza 😉

    1. Ale widzisz, jaki kochany. Jak się starał. A mój to cały czas w pracy. Chociaż w weekend obiadki porobił. Zawiesił mi też rolety i obrazki, które ostatnio zakupiłam do kuchni. 🙂

  6. Podziwiam Was, szanowne blogerki, za ten entuzjazm do sprzatania! Ja tez czasem mam taki napad, ale zazwyczaj unikam jak ognia i jezeli sie da, to wysluguje sie innymi, najchetniej platna pomoca jak takowa uda sie zdobyc. Za to pichcic moge i lubie, tylko mam jakis dziwny wstret do trzymania sie przepisu. Zawsze cos zmienie albo przeczytam 5 przepisow dla inspiracji, a potem robie swoje – najczesciej z dobrym wynikiem, ale nie zawsze! Wlasnie zrobilam pasztet ardenski, na ktory sie uparlam, bo znudzil mi ten, ktory od lat robilysmy w domu. Pierwsza proba, rok temu, zupelnie nie wyszla, ale tym razem jest doskonaly! Nie wszystkim bedzie smakowal (np. Mamie nie), bo jest z samego miesa, grubo mielony i doprawiony ziolami i czosnkiem, ale to jest wlasnie taki pasztet o jaki mi chodzilo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *