Coś na schłodzenie?

Coś na schłodzenie?

Mózg już ugotowany, czas na resztę. Normalnie czuję, jak tłuszczyk się ze mnie wytapia. Wyszłam wczoraj na godzinę z domu. W samo południe. Tak mnie podkusiło felernie. Poszłam jednak, bo chleba od kilku dni u nas nie ma, a Mężuś wrócił, Jajo przyjeżdża z kursu też głodne, więc był czas najwyższy zaopatrzenie zrobić. I poszłamWięcej oCoś na schłodzenie?[…]

Ugotowany mózg

Ugotowany mózg

Wczoraj mózg mi się ugotował. Widział ktoś ugotowany móżdżek? Tak się chwilę zawahałam, bo przecież jak byłam dzieckiem, to mama czasami robiła na obiad móżdżek (czytaj: szarą breję), którą kazała nam jeść, bo niby mądrości nam od tego przybędzie (i witamin). A my z bratem z minami nietęgimi pałaszowaliśmy, patrząc na siebie ze zdziwieniem, żeWięcej oUgotowany mózg[…]

Jak zapanować nad pożądaniem?

Jak zapanować nad pożądaniem?

Wczoraj było ars moriendi, dzisiaj czas na ars amandi. W sobotę oglądaliśmy w kinie francuski film „Pożądanie”. W sumie film jak film, wielkiego wrażenia na nas nie zrobił. Mieliśmy wręcz poczucie, że reżyser na siłę próbował nadać mu artystyczny „wygląd”. Za to muzyka i gra aktorów była na odpowiednim poziomie. I pobudził mnie ten filmWięcej oJak zapanować nad pożądaniem?[…]

Oddać się czy nie?

Oddać się czy nie?

Wczoraj z Jajem odbyłam bardzo ciekawą dyskusję, wręcz filozoficzną, na temat donacji zwłok. Nawet nie wiem, od czego zaczęła się ta rozmowa i co nas pobudziło do takiego tematu. Wszyscy jednak oświadczyliśmy, że organy do przeszczepu chętnie byśmy oddali i być może wtedy Jajo zapoczątkowało kolejny wątek – przekazania ciała na badania medyczne. Jajo, coWięcej oOddać się czy nie?[…]

Kto mnie lubi?

Kto mnie lubi?

Kiedyś bardzo mocno broniłam się przed kontem na Facebooku. Uważałam, że jest mi to niepotrzebne do szczęścia. Jednak kiedy blog się rozwijał, powstały książki, stwierdziłam, że jednak bronić się dłużej nie da. I chyba już od pół roku posiadam fan-page Kury. Okazuje się, że nie taki diabeł straszny, jak go malują. Już się oswoiliśmy zeWięcej oKto mnie lubi?[…]

Sześć kilogramów mojego szczęścia

Sześć kilogramów mojego szczęścia

Dawno nie było postu o moim sierściuchu. Dopominał się strasznie. Na początku nie rozumiałam, co chce mi przekazać, ale jak kilka razy przeszedł mi się po klawiaturze, a potem wskoczył na kolana i łapką sięgał do komputera, zrozumiałam. To był znak. Trzeba w końcu napisać znów o Nutusiu, bo jego wierni fani czekają. Przyznajcie, żeWięcej oSześć kilogramów mojego szczęścia[…]

Zbiegło się w praniu

Zbiegło się w praniu

Ciężkie dni nastały w moim królestwie. W dodatku znikąd pomocy… (tutaj oczywiście przesadzam) Kurz, rumor, walący się komin, pobudka o szóstej. Tak właśnie wygląda moja marna egzystencja. A i jeszcze stękające Jajo, które ma pokój na poddaszu, a o ósmej się budzi (w wakacje!!!), bo budowlańcy po dachu (od dwóch godzin) latają i przybijają, zwalają,Więcej oZbiegło się w praniu[…]

Jak doznałam podniecenia na widok pewnej książki

Jak doznałam podniecenia na widok pewnej książki

Pisałam wczoraj artykuł o Pelplińskiej Biblii Gutenberga i tak mnie naszło, żeby Wam też troszkę ponudzić. Kiedyś być może już wspominałam, że jestem fanką tej księgi nad księgami i pierwsza wizyta w Pelplinie do takiego orgazmu duchowego mnie doprowadziła, że na samo wspomnienie mam przyspieszony oddech i rumieńce na twarzy. Zawsze mnie dziwiło, że takWięcej oJak doznałam podniecenia na widok pewnej książki[…]

Lingwistyczne rozterki podczas podróży

Lingwistyczne rozterki podczas podróży

We wtorek jechałam do Krakowa. W przedziale ze mną siedziała dwójka dzieci z rodzicami i zakonnica. Chłopcy byli w wieku 13 i 7 lat. Nigdy nie myślałam, że można gadać przez 8 godzin non stop. Jednak, jak się okazuje, można. W dodatku na tyle głośno, że współpasażerowie mieli krwiożercze myśli. Chociaż może używanie tutaj liczbyWięcej oLingwistyczne rozterki podczas podróży[…]